Prorocze kino?

Wczoraj wieczorem w ramach łapania chwili oddechu po wyczerpującym weekendzie (normalni ludzie w weekend odpoczywają, ja pracuję, normalni ludzie mają czas, żeby się wyspać, ja spałem parę godzin…) obejrzałem sobie po raz których „Uciekiniera” z Arnoldem S. w roli głównej. To jeden z filmów, który pokazuje nasze czasy jako odległą przyszłość, która najczęściej jest zdegenerowana. Film jak to przystało na lata osiemdziesiąte ze specyficznym klimatem i tekstami w stylu „Ja tu jeszcze wrócę” pokazuje świat, który miał być w 2019 roku w ciekawy sposób.

Twórcy nie wysilali się za dużo z „przewidywaniem” przyszłości, są co prawda karty pamięci, futurystycznie wyglądające pojazdy i stroje, ale są też i wpadki, jak np. nagroda dla widza teleturnieju w postaci kasety VHS. Kto dziś jeszcze ma odtwarzacz i go używa?

No dobra, ale nie o tym chciałem. W świecie z „Uciekiniera” władze ogłupiają lud krwawym teleturniejem, w którym łowcy polują na „degeneratów”. Oczywiście wszystko jest zmanipulowane, nawet jeśli ktoś przetrwa teleturniej i tak kończy jako sztywniak. Rząd wrabia dzielnego wojaka, który nie chciał strzelać do cywilów demonstrujących o chleb, a on musi teraz przetrwać teleturniej. Łowcy mają oczywistą przewagę i mogą stosować dowolne chwyty, uciekinierzy mają przesrane. Jak przystało na Arnolda pokonuje przeciwników, dołącza do ruchu oporu, przejmuje telewizję i wykańcza obłudnego prezentera, który jest twarzą znienawidzonej władzy w rządowej telewizji.

Tyle o fabule – czas przejść do rzeczy. Otóż ten prezenter w pewnym momencie (gdy łowcy giną rząd zaczyna panikować) kłócąc się z kimś z władz mówi: „chcieliście, żeby ludzie zamiast strajkować gapili się w telewizor, więc wam to dałem”. I tu właśnie powinna zapalić się nam mała lampeczka, która oznacza, że ktoś nas robi w konia. Przewidywania przyszłości rodem z „Uciekiniera” nie mają wiele wspólnego z naszymi czasami, ale w tej kwestii nie wiele się pomylono. Zastanawialiście się nie raz, czemu na każdym kanale leci jakiś debilny turniej, tańce z gwiazdami, z gwiazdami na lodzie, o twarzy brzmiącej znajomo, jak oni śpiewają, mam talenty i inne idole. Otóż to jest właśnie realizacja myśli z „Uciekiniera”, media dają nam papkę, która ma zająć naszą uwagę, zmarnować czas i wyłączyć myślenie, żeby nam nie przyszło do głowy zastanowić się nad rzeczywistością i chcieć ją zmieniać. Mamy być tępymi konsumentami, którzy mają harować w pogoni za potrzebami, które nam wmówiono, a których spełnienie jest niemożliwe, bo ciągle podsycane są na nowo. Powiecie, że przesadzam, przecież nikt nikogo nie morduje w tv. A ja Wam powiem, że to kwestia czasu. Tylko czekać, aż ktoś na to pozwoli, bo lud już tego chce. Pomyślcie, czy ktoś by robił wielkie halo, gdyby na początku tego roku ktoś zrobił zawody pt. „Upoluj Mariusza T.” albo „Z widłami na bestię”? Tak naprawdę, to chyba nie mamy jeszcze tak źle, żeby nas musiano takim czymś karmić, na razie wystarczą wydurniające się gwiazdy, które słyną z tego, że są słynne i takie programy jak „Ryzykanci”. Na zachodzie od lat są popularne różne turnieje sprawnościowe, gdzie ludzie dają się obijać, wrzucać do wody albo błota. Ostatnio pojawił się pomysł reality show, w którym kobiety mają w samotności rodzić dzieci bez niczyjej pomocy. W „Ryzykantach” lata temu ludzie dawali się głodzić i karmić byle gównem dla nagrody, a my to oglądaliśmy z wypiekami na twarzy. Tylko czekać, jak nam się to znudzi i zażądamy ludzkiej krwi na pile łańcuchowej zamiast byczej krwi jako napoju do kolacji.

Takie turnieje jak z „Uciekiniera” pojawią się na pewno, już nam wmówiono, że pedofil to nie człowiek ale bestia i zwierzę (no chyba, że nosi sutannę, wtedy to ofiara spisku), że komuch i jego dzieci do dziesiątego pokolenia są śmieciami i nie mają prawa do człowieczeństwa itp. itd. Bez trudu media wcisną nam każdy kit, to tylko kwestia czasu…

Mistrzostwa i po mistrzostwach

Jako niefan piłki nożnej oglądam wyłącznie mecze reprezentacji Niemiec na Mistrzostwach Świata lub Europy, reszta futbolowego świata mnie nie interesuje. Tegoroczny Mundial dał mi jednak trochę do myślenia nie tylko o piłce nożnej, ale w trochę szerszym ujęciu. Już śpieszę z wyjaśnieniami.

Nigdy nie podobała mi się gra Brazylii, Argentyny, Hiszpanii czy Portugalii. Do tej pory nie wiedziałem czemu podobają mi się tak „nudne” drużyny jak Niemcy. Teraz już wiem, po prostu podoba mi się gra drużynowa, nie zbieranina indywidualności, nie gwiazda z szarymi przybocznymi, podobają mi się dobrze ułożone machiny, w których każdy trybik wie co ma robić. Dlatego właśnie oglądanie niemieckiej reprezentacji to czysta przyjemność, a patrzenie na grę Portugalii czy Argentyny przyprawia mnie o mdłości. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że właśnie ten rodzaj futbolu dominuje, Niemcy czy Holandia grały przepięknie, tym drugim brakło szczęścia, ale i tak zapisali się pozytywnie.

Niestety moje postrzeganie drużynowości rozciągnąłem trochę szerzej na życie i obrywam za to po dupie. Popatrzcie na Niemców, tam pojęcie wspólnego jest świętością, u nas niczym. Na zachodzie ceni się lojalność, u nas nie ma co na nią liczyć. Dlatego też zawsze będziemy sto lat za murzynami, bo jak spojrzeć na afrykański futbol widać, że oni już potrafią grać w drużynie. My nie potrafimy być w jednej drużynie ani na boisku, ani w życiu. Mam jakieś skrzywienie, zawszę liczę, że za lojalność otrzymam lojalność, szczerość za szczerość, ale w naszym grajdole tak być nie może. Każdy dba o własną dupę, a zainteresowanie Tobą przejawia jedynie wtedy, gdy rozpoznaje między którymi żebrami masz najszerszą szparę, żeby nóż się zmieścił…

Zabrzmiało filozoficznie, co? Aż dziwne, że piłka nożna skłoniła do takich refleksji, a tu mam jeszcze jedną. Złota piłka dla Messiego to kolejny przykład schematu rządzącego światem – kolesiostwa. Nie ważne jakie masz wyniki, nagrodzą przydupasa…

No i ta nasza narodowa zawiść – obciachem nad Wisłą wg mediów jest kibicować Niemcom. Większość ludzi, których znam jeśli komuś kibicowała to drużynie niemieckiej. Tymczasem wg przekaziorów w Polsce kibicowano wyłącznie Argentynie…

Dobra, dość ględzenia, trochę zabawnych obrazków na rozluźnienie sytuacji:

 

Pijany ksiądz i czterolatka

W województwie wielkopolskim zatrzymano do kontroli pojazd prowadzony przez księdza z powiatu radziejowskiego, który przewoził 4-letnią dziewczynkę. Okazało się, że duchowny ma prawie trzy promile alkoholu w wydychanym powietrzu... Księdza zatrzymano, dziecko oddano matce.

Złośliwcy pewnie zaraz będą wbijać szpile w biednego księdza niewygodnymi pytaniami:

- ile wina mszalnego trzeba wypić, żeby się do tego stanu doprowadzić?

- czy ta czterolatka to córka czy kochanka (a może jedno i drugie)?

- jakim cudem dziecko zostało oddane pod opiekę narąbanego księdza?

- czy nie powinien mieć oprócz zarzutu prowadzenia pod wpływem dodatkowo zarzutów związanych z niedopełnieniem opieki i sprowadzeniem zagrożenia na zdrowie i życie dziecka (jakie standardowo dostają pijani rodzice)?

Ale to złe głosy, piekłem są inspirowane. Zapewne ten niewinny jak nienarodzone dziecko ksiądz odwoził dziecko z zaprzyjaźnionej rodziny do domu, bo zabrał ją na pielgrzymkę albo przywoził z kolonii Caritasu. Na pewno nie był pod wpływem alkoholu, zaznał po prostu cudu za swoją dobroć - pił wodę, zadziałała jak wino, ot całe wyjaśnienie. Po co szukać sensacji, lepiej skupić się na tym, co najbardziej prawdopodobne, nie?

Skubanie kanarków - wersja hard

 

Nie jestem fanem piłki nożnej, ale uwielbiam oglądać reprezentację Niemiec - dowód wyższości taktyki i rzemiosła nad emocjami i uniesieniami. Potwierdzenie faktu, że uparte dążenie do celu bez względu na okoliczności jest sposobem na sukces. Wczoraj mało kto wierzył w to, co działo się na boisku, ale było pięknie. A tak wynik przyjął Internet:

 

Wielkie zjednoczenie?

Szkok - Palikot z Millerem podają sobie ręce... Jednoczą się... Lewicowa partia, która z lewicą ma nie za dużo wspólnego i partia lewicowa, która ostatnio się przestaje do swojej lewicowości przyznawać. Oj mamy lewicę w Polsce... 

Jak to się stało, że w każdym praktycznie europejskim kraju ruch lewicowy odgrywa znaczącą rolę, dumnie broni interesów słabszych i idei wolnościowych? Dlaczego u nas przyznać się do lewicowości to tak jakby przy wigilijnej kolacji puścić soczystego bąka? Podobno to wina traumy z czasów PRL, że niby socjalista to od razu zbrodniarz komunistyczny. Czemu socjalizm to taki wstyd? 

Dlaczego pozwoliliśmy sobie wmówić, że lewicowe poglądy to zbrodnia, dlaczego mamy my socjaliści odpowiadać za zbrodnie czasów stalinowskich, które z socjalizmem miały tyle wspólnego co nic. To byli bardziej narodowcy niż socjaliści, tyle że zamiast w boga wierzyli w Stalina. Bycie socjalistą to nic złego, nie bójmy się tego, może wtedy będziemy mieć w Polsce prawdziwie lewicową lewicę, która dumnie walczyć będzie o dobro słabszych. Nie będziemy mieli Millera, który będąc premierem klęczał przed klerem, Palikota, który zmieni front jak tylko dostrzeże nową okazję do lansu ani Sierakowskiego, który ze swojej kobiety robił przez pięć lat murzyna...

Lewico obudź się, nie dajmy się zaszczekać prawicowym oszołomom, nawet gdybyśmy wzięli na siebie winy stalinizmu i leninizmu, to i tak katolicy i prawicowcy mają więcej do wzięcia na swoje barki.

 

Węglowy taśmociąg

Afera taśmowa ciągnie się i rozwija, robi się co raz ciekawiej. Oczywiście służby niespecjalne nadal się kompromitują, tak jak prokuratura, która filmami udowadniała, że jej wysłannicy to niewinne baranki i ogólnie są cacy bo grzecznie prosili i błagali... No jak my takie mamy charty sprawiedliwości to ja się zastanawiam, czy nie kupić sobie kota - żaden mnie nie ruszy bo się wystraszy... 

Podobno za całą tą aferą stoją zamieszani w przekręty związane z węglem. Afera węglowa, która jest bardzo pomału ujawniana, to pryszcz w porównaniu z wcześniejszymi. Poczytajcie sobie artykuł z pierwszej strony ostatniego numeru "NIE" - w skrócie: sieć układów między dyrektorami kopalń a handlarzami węglem doprowadziła do tego, że kopalnie sprzedają węgiel najwyższej jakości po 600-700 zł za tonę, handlarze sprzedają ten węgiel zmieszany z tanim importowanym dziadostwem za nawet 1000 zł. W efekcie ludzie kupują rzekomo "polski" węgiel za grube pieniądze, który okazuje się być gówniany... Co więcej, przez takie upłynnianie węgla importowanego polskie kopalnie nie mają rynku zbytu i wydobywają węgiel "na plac", górnikom płacić muszą a węgla nie mają gdzie sprzedać. Jeszcze lepszy "myczek" to fakt, że węgiel jest towarem parującym, tzn. z tych hałd węgla ubywa w niewyjaśniony dotąd sposób - tu zginie węgiel za 10 mln zł, gdzie indziej zniknęło węgla za 100 mln zł... W jednej z kopalni po ujawnieniu takich niedoborów ukarano naganą jedną osobę za nieścisłości w rachunkach... Podobno o wszystkim dowiedział się Tusk, który zje*ał wraz z Sienkiewiczem parę osób i kazał służbom zrobić z tym porządek. 

Coś w tym może być, gdyż dziwnym trafem nie nagrano nikogo z PSL, który ma bardzo rączki węglem upaprane... A nawet jeśli nagrano, to nagrań nie ujawniono. Tak długi okres rządów tej samej ekipy ma wiele wad, ale w tym przypadku może wyjść nam na dobre. Układy i układziki trzymają się dobrze, bo zmiana władzy je zamazuje, jedne zastępują drugie tak szybko, że nie można ich zauważyć. Poza tym nowe ekipy skupiają się na tym jak zarobić, a nie tracą czasu na szukanie przekrętów poprzedników. Teraz układy są już zasiedziałe, przekręty tak wielkie, że nie idzie tego zatuszować. Tusk jeśli chce jeszcze istnieć w polityce musi zrobić z tym porządek. I proszę nie być naiwnymi, Tusk w tym palców nie maczał. Przekrętów już nie robi się na szczeblu ministrów, przekręty robi się niżej bez wiedzy góry. Góra jest ciągle obserwowana, dół robi co chce. Może coś z tego będzie pozytywnego?

A jak już jesteśmy przy pozytywach. Nigdy nie lubiłem Sikorskiego, wkurzał mnie tą swoją minką lalusia i amerykańskim włazidupstwem. Okazuje się jednak, że ma charakter. Sądzili wszyscy, że jest on do szpiku proamerykański, a tymczasem bardzo trafnie ocenił nasze wzajemne relacje z USA. Złapał plusa. Jednak martwi mnie jedna rzecz, czemu wbrew sobie oficjalnie tak właził Ameryce po samo jelito cienkie? Żeby była jasność nie tylko on. Skąd ta hipokryzja? 

Taśmy ujawniły raczej więcej dobrego niż złego. To, że sobie ministrowie "poku*wią" przy piwie mam gdzieś, ale poza Nowakiem, wszyscy nagrani urzędnicy nie łatwili swoich prywatnych spraw, w sposób mało popularny ale i szczery wyrażali swoje poglądy na temat stanu Rzeczpospolitej. Sienkiewicza wkurza uzurpatorstwo wielkiego biznesu, Belka boi się o przyszłość Polski pod rządami PiS, Sikorski krytykuje naszą uległość wobec USA. Gdyby ci ludzie PO zaczęli na prawdę mówić to co myślą i robić wszystko tak, jak im sumienie podpowiada to sam bym ze sztandarem PO nakłaniał do głosowania na nich! Okazuje się jednak, że politycy nie są aż tak od rzeczywistości oderwani, ale z niewiadomych przyczyn robią wszystko tak, jakby byli ślepcami. O co w tym wszystkim chodzi?