Miało być pięknie, a będzie jak zwykle

Jak większość ciemnego ludu przyjąłem z radością wieść o tym, że autostrada A1 przes sierpniowe weekendy będzie za darmo, zwłaszcza, że jeśli obrobię się ze wszystkim chciałbym w tym roku po raz pierwszy w życiu zobaczyć Bałtyk... Radość ma nie trwała jednak zbyt długo, bo potem do mnie doszły realia. Darmowa autostrada ma rozładować korki przy bramkach, ale czy na pewno podniesienie szlabanów rozwiąże ten problem? Otóż raczej go pogłębi... Od Pikutkowa (a wcześniej od Kowala) do Strykowa i ze Strykowa do Warszawy (na tym odcinku chyba) można jeździć za darmo i to chyba największe nieszczęście tych dróg... Otóż bezpłatna autostrada kusi wszystkich, włącznie z niedzielnymi kierowcami, "babami" za kierownicą, właścicieli wraków mogących rozpędzić się max do 60 km/h oraz "superstjuningowanychzajebiaszczychfur" typu 25-letnie BMWice i równie wiekowe AUDIce. Ci pierwsi "się mogą przejechać", ci drudzy "mogą sprawdzić ile ich bryka wyciągnie". Taki efekt właśnie przyniesie podniesienie szlabanów na A1, może korki nie będą większe, ale ruch znacznie intensywniejszy. No i zrobi się niebezpieczniej, bo wspomniani przeze mnie powyżej "kierowcy" rzadko właściwie używają autostrady - jazda lewym pasem, wyprzedzanie przez 3 km, bo bryka więcej nie wyciągnie, zatrzymywanie się na siku na pasie awaryjnym i nerwowe ruchy na zjazdach to standard. No i ta zawrotna prędkość osiągana przez niektórych kierowców, co to przyklejeni do przedniej szyby zachowują uwagę - 75 km/h... 

Pan premier chciał nam zrobić dobrze, ale raczej nam jak zwykle dopierdzielił problemów. Jeśli sądzicie, że przesadzam to poczytajcie sobie o ilości zdarzeń między Kowalem a Włocławkiem. Wielu zrobiło sobie z A1 obwodnicę Włocławka, nie ma tygodnia aby nie było dwóch-trzech kolizji, najczęściej spowodowanych przez miejscowych kierowców... 

No i jeszcze jeden "myczek". Darmowa autostrada wykończy przydrożny biznes przy starych trasach. Jak chcecie zobaczyć jak to działa polecam przejechać się z Łowicza do Kutna - widoki jak z dzikiego zachodu - pozarastane przydroża, ludzi jak na lekarstwo i nawet gastronomii nie użyczy...

Panie premierze, żeby nie było korków przy bramkach wystarczy bramki przenieść na zjazdy z autostrad no i dać możliwość "przedpłaty" przejazdu.

Paranoja z jabłkami w tle

Nieee, nie będę znowu czepiał się firmy Apple, nie widzę póki co potrzeby dokładania czegoś do swoich poprzednich wypowiedzi w tej kwestii. Dziś o zwykłych polskich jabłkach, które w umysłach „ułanów znad Wisły” mają moc bomb atomowych. Jabłkowa dieta ma zniszczyć imperium Putina, ma pokazać Rosji, że przed byle kim nie klękamy i sami sobie bez nich damy radę! Paranoja…

Ktoś mądry rzucił hasło, że aby zniweczyć plan Putina, który embargiem na jabłka mści się za sankcje gospodarcze, wystarczy jeść więcej jabłek, ktoś inny równie mądry wyliczył, że straty naszej gospodarki wyrównamy, jeśli każdy z nas oprócz normalnego zakupu jabłek kupi dodatkowo miesięcznie 4,5 kg jabłek. Wszystko się niby matematycznie zgadza… ale…

Idea ratowania sadownictwa jest jak najbardziej słuszna, bo niby czemu polski sadownik ma spocząć na ołtarzu jako ofiara w intencji wolnej Ukrainy? Tylko czy uratowanie sadowników jest równoznaczne z brakiem strat w naszej gospodarce? Gówno prawda szanowni państwo! Jeśli poprzez wzbudzenie popytu wewnętrznego ponad normalną miarę sprawimy, że wielkość sprzedaży jabłek nie spadnie to faktycznie sadownicy bezpośrednio straty nie odczują, ale gospodarka i tak jest w plecy, bo pogłębi to deficyt handlowy z Rosją i sprawi, że z naszej gospodarki odpłynie więcej pieniądza. Przekładając to z polskiego na nasze, jak będziemy więcej żreć jabłek to sadownicy zarobią, ale w skali gospodarki to przekładanie kasy z jednej kieszeni do drugiej, bogactwa nam nie przybędzie. Znaczy to tyle, że musimy skołować dodatkową kasę na zakup gazu i ropy z Rosji, bo jabłkami już za jego część „nie zapłacimy”. Tak to właśnie teoretycznie mądra idea okazuje się totalną bzdurą.

Zastanawiające jest jednak, czemu do tej pory nikt w mediach o tym nie powiedział (przecież nie jest tak, że jako jedyny jestem tak bystry i na to wpadłem)? Ano nie powie nikt o tym, bo i po co. Lepiej wmówić ciemnemu narodowi, że nasza krucjata przeciwko Putinowi wcale nam nie szkodzi, że nie ponosimy z tego tytułu żadnych kosztów. Ciemny lud uwierzy i dalej będzie drzeć ryja o wolną Ukrainę i śmierć Putina…

Choć nasuwa mi się pewne rozwiązanie, na którym nasza gospodarka zyska. Jak wiadomo importujemy z Rosji głównie gaz. Gdy zaczniemy żreć tyle jabłek to na bank czeka nas wielkie zbiorowe wzdęcie. Jeśli będziemy pierdzieć bezkarnie, to wzrośnie emisja gazów cieplarnianych, ale jeśli każdemu w dupsko wsadzi się wąż i podepnie do gazociągu to można zmniejszyć zapotrzebowanie na rosyjski gaz…  Tylko czy taka akcja będzie się cieszyć społecznym poparciem?

Nie dla godziny W

Z każdej strony atakują mnie media powstaniem warszawskim, zewsząd rozkazy i nakazy świętowania, zachwycania się bohaterstwem powstańców, czci dla jego uczestników i oburzenia na Stalina i Hitlera (jednego bo nie wsparł powstania, które przeciw niemu było wywołane, drugiego bo kazał zburzyć zbuntowane miasto). Nie zatrzymam się dziś o 17tej, nie wcisnę klaksonu, nie uczczę rocznicy minutą ciszy – nie będę gloryfikował jednej z największych zbrodni, jaka została dokonana przez Polaków na Polakach w imię krótkowzrocznych interesów politycznych – zwykłej żądzy władzy!

A oto czemu nie zrobię tego, czego oczekują tępe media i IPN:

- bo powstanie warszawskie to zbrodnia dokonana przez dowódców AK na cywilnej ludności Warszawy; wywołali powstanie dobrze wiedząc, że nie ma ono szans powodzenia, że powstańcy nie są gotowi do walki z ciągle jeszcze nieźle trzymającym się wojskiem niemieckim, że Armia Czerwona nie ma interesu wspierać powstania a sama musi odpocząć po pogoni za Wermachtem i przygotować się do forsowania Wisły. Dowódcom powstania zależało tylko na jednym, by przejąć władzę w mieście i pokazać swoją siłę nie licząc się z kosztami. Nie mam nic przeciwko samym powstańcom, walczyli dzielnie bez szans na zwycięstwo, ale zostali oszukani i wykorzystani a ich krew była przelana na darmo

- bo w imię interesów politycznych z olbrzymiej klęski i tragedii zrobiono polityczne widowisko, na krwi powstańców i ludności cywilnej dziś chcą rosnąć polityczne kariery, a z ciał ofiar i gruzów miasta robi się nawóz dla słupków poparcia, robi się to w sposób żenujący i bezwstydny

- bo bezmyślnie wtłacza się młodym ludziom utopię „moralnego zwycięstwa”, ideę przelewania krwi nawet w bezsensownym boju, bezmyślnego pójścia na rzeź

- bo z bezwzględnych dowódców, którzy bez mrugnięcia okiem wysyłali nieuzbrojone dzieci do walki z regularną, dobrze wyszkoloną i ciągle świetnie wyposażoną armią robi się geniuszy strategii i bohaterów narodowych, zamiast nazywać ich zdrajcami stanu i krótkowzrocznymi głupcami.

Powodów jest jeszcze kilka, ale szkoda miejsca na ich wymienianie, bo w zalewie propagandy i tak się nie przebiją.

Dlaczego świętujemy porażkę i głupotę zamiast poddać je słusznej krytyce?

I powtarzam, nie mam nic do samych powstańców, nie dziwię się, że dali się oszukać i ponieść nastrojowi walki. Wmówiono im, że mają szansę i powinni walczyć, a oni mieli już dość wojny i okupacji. To byli bohaterowie, ale oszukani i zdradzeni przez tych, którym wierzyli. Tak samo oszukani byli liczni żołnierze AK, którzy wychowani przez wojnę, umiejąc tylko walczyć dawali się zwodzić swoim dowódcom i zostali w lesie walcząc w wojnie dawno przegranej. To nie wina dzieciaków z karabinami ani szeregowych partyzantów, że stali się narzędziami w rękach zwykłych skurwysynów!

Wykończenie przez Rosjan dowódców AK to zbrodnia, ale nie dlatego, że skazano ich bezprawnie. Powinni zostać osądzeni w Polsce, przez Polaków za wysyłanie ludzi na śmierć na próżno w imię urojeń i osobistych ambicji.

Dla mnie godzina W to symbol hańby i zdrady narodu przez jego przywódców!

Przygrzewa...

Jak ja nienawidzę takiej temperatury... Jak ja nie znoszę upałów... Pot leje się ze mnie wodospadami, sił nie ma na nic a ja jeszcze w taką pogodę łatwo się przeziębiam, tak przeziębiam. Gardło boli mnie od miesiąca, ledwie skończyłem antybiotyk a jak tak dalej pójdzie pójdę po drugi, bo po ostatniej sobocie pracującej na sali z klimatyzacją znowu się coś może przygruchać... Zdycham.

Nie dziwcie się więc, że tak mało wrzucam na Moherowo, bo i okoliczności niesprzyjające i roboty masa (z tej roboty akurat się cieszę). Jednak nie mogę się powstrzymać od paru komentarzy odnośnie tego, co się dzieje.

Na początek Rosja i sankcje wobec niej. Tak póki co nie komentowałem całej tej sytuacji ze zestrzelonym samolotem, bo tak nie do końca wszystko wydaje mi się tutaj proste. Zachód i nasze jamniki polityki wiedzą, kto jest winien, a ja się zastanawiam, kto na tej sytuacji korzysta, bo na pewno nie separatyści i na pewno nie Rosja. Czy to była zwykła pomyłka? Wątpię, ktoś, kto posiada takie rakiety i umie nimi strzelać nie popełnia takiego błędu - potrafi zidentyfikować samolot. Na tej sytuacji skorzystał rząd w Kijowie - świat znów ma Ukrainę na ustach, znów się interesuje, bo ostatnio światowa opinia publiczna średnio interesowała się tamtejszą sytuacją. Czy możliwe jest, aby samolot został zestrzelony na polecenie Kijowa, żeby stworzyć odpowiednią atmosferę międzynarodową? Myślę, że tak, jest to możliwe. Ukrainą rządzą teraz siły nie do końca stabilne i nie do końca uczciwe. Zestrzelenie samolotu pasażerskiego, na którego pokładzie byli ludzie różnych narodowości sprawia, że konflikt staje się problemem kilku państw. Żadne śledztwo do końca nie wyjaśni sprawy, żadna ze stron nie jest zupełnie niewinna, więc może się okazać, że sytuacja będzie nakręcać się z upływem czasu, bo zamiast o wyjaśnienie przyczyn będzie chodziło o szum polityczny. Tak jak z katastrofą smoleńską, wierzącym w zamach nie chodzi o wyjaśnienie sprawy, chodzi o kapitał polityczny, który można na smoleńskich trupach zbić. To samo będzie tutaj. 

A jak już o Smoleńsku wspomniałem, to jak to jest możliwe, że rzekomo śledztwa w sprawie tej katastrofy nie można było umiędzynarodowić (bo to sprzeczne z przepisami) a śledztwo w sprawie boeinga jest międzynarodowe? No ale tym niech się Antek zajmuje.

Dziś usłyszałem o genialnym pomyśle MEN na temat ocen w podstawówkach, aby zastąpić je opiniami... Kolejny sposób na maskowanie mierności edukacji w Polsce zaczyna wchodzić w życie. Po katastrofalnych wynikach matury (z roku na rok poziom jest zaniżany a i tak odsetek zdających maleje) teraz będą upośledzać ludzi w podstawówkach. Kiedyś od pierwszej klasy podstawówki dzieciak wiedział, że jak ma 2 tzn. że musi się przykładać, jak ma 5 znaczy, że jest w tym dobry. Teraz w pierwszych klasach są opisy, które można streścić np. następująco "dziecko się uczy, chodzi do szkoły, wybitnie zdolne może i nie jest, ale na pewno coś potrafi". Jak taką ocenę mają interpretować dzieci i rodzice? Choć ci ostatni nauczyli się, że jak dziecko jest głąb, to na pewno nie ich wina, nie jest wina godzin spędzonych przed komputerem zamiast przed książkami tylko wina szkoły i nauczycieli. No na pewno po części tak, ale jak szkoła ma wymagać od dziecka, skoro rodzice na każdą krytykę ich pociechy reagują agresją?

Wracając do ocen, nowe rozwiązanie sprawi, że porównanie poziomu wiedzy dzieciaków będzie niemożliwe, nie przeliczy się tego na średnią a same opinie będą więcej uznaniowe niż obiektywne... Masakra. 

Choć pomysły MEN to i tak pikuś w porównaniu z pomysłami nauczycieli, którzy chcą podpisać klauzulę sumienia. Czy to oznaczać będzie, że nauczyciel, który podpisał taką klauzulę będzie mógł odmówić nauki teorii ewolucji w szkole bo to sprzeczne z jego poglądami? A może historyk będzie mógł przemilczeć wyprawy krzyżowe i inkwizycję, bo to obraża jego uczucia religijne? Co to kurwa ma być?! Dla mnie nauczyciel biologii, który podważa teorię Darwina nie powinien być nauczycielem. To tak, jakby geograf twierdził, że ziemia jest płaska... A jak rodzice mają zadbać o edukację swojego dziecka? Co, dostaną od nauczyciela listę rzeczy, których jego poglądy zabraniają nauczać? 

Szkoda, że środowisko nauczycieli o racjonalistycznych poglądach nie ma na tyle odwagi, aby np. sprzeciwić się przymusowi chodzenia na kościelne obchody szkolnych uroczystości, że nie protestują, gdy uczniowie zmuszani są do udziału w rekolekcjach albo apelach na cześć jedynie słusznego świętego.

Ale jest nadzieja, sam Kościół się stara o to, aby się ośmieszać. Po akcjach z in vitro, po kabarecie z transplantologią i Chazanem czas na inne atrakcje. Otóż pewien ksiądz dostaje smsy od ... diabła, który tak mści się za próbę egzorcyzmów, którą duchowny przeprowadził. Diabeł go obraża, diabeł mu grozi a ten z całą powagą mówi o tym publicznie... Kiedyś takich ludzi zamykano w psychiatrykach, dziś robi się z nimi wywiady dla prasy...

A tak swoją drogą to ciekawe jaką taryfę ma diabeł i czy w piekle jest roaming? No bo o operatora się nie pytam, to na pewno Play, bo tam się już kręci jedna taka co Szatan się nazywa...

Oj widać, że nie tylko mnie przygrzewa... 

 

Kara za więzienia, których nie było…

No i stało się, dostaliśmy wyrok za tajne więzienia CIA w Polsce. Obicach na całej linii… Kolejny dowód na naszą „murzyńskość” w relacjach z USA, dla których jesteśmy szmatą do wycierania podłogi z gówna, jak na podłogę naniesie ją swoimi kowbojkami wielki brat. Wbrew interesom własnym i europejskim wykazujemy niewiarygodną nadgorliwość w byciu sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. I co z tego mamy?

Mamy wku*wienie naszych europejskich partnerów.

Mamy udział w wojnach, które nas w żaden sposób nie dotyczą, a nawet jak w przypadku Iraku są sprzeczne z naszymi interesami gospodarczymi i politycznymi.

Mamy skansen przestarzałych „jaszczembi” i offset, którego nie było.

Mamy wizy.

Mamy zapłacić terrorystom nie małą kasę.

Mamy przejeb*ne…

To tylko najważniejsze korzyści z naszego sojuszu. Ale o tym wie każdy. Mnie natomiast jedna rzecz martwi, a druga bulwersuje. Martwi mnie fakt, że przywódca lewicowej partii zachowuje się jak podwórkowy gnojek. Skoro już wypiął się „hamerykańcom” i pozwolił im założyć katownię u nas to teraz powinien mieć trochę odwagi i honoru i się do tego przyznać, a nie iść w zaparte. Cały świat wie, że więzienia były, są na to ujawnione dokumenty w USA, a ten cały czas, że żadnych więzień nie było. To jak ze złodziejem, który złapany za rękę na kradzieży jabłek twierdzi, że to nie jego ręka jest, on nie wie czyja, no i czy to w ogóle jest ręka? Jakież świadectwo wiarygodności sobie wystawia nasz lew lewicy? Jeśli nie chce się z tego tłumaczyć to niech odejdzie z polityki, zniknie gdzieś w Bieszczadach i żyje z emerytury wypracowanej jako działacz polityczny. Wiek już ma słuszny, wstydu nie będzie, nikt też nie będzie się emeryta czepiał, bo i po co, jak już niegroźny?

Ale bulwersuje mnie coś innego. Pamiętacie lata temu, gdy jeszcze wojna z terroryzmem trwała w najlepsze był pewien polityk, który mówił o tajnych więzieniach CIA w Polsce. Pamiętacie co wtedy z tym politykiem zrobiono? Wyśmiano go, drwiono z niego, że może to nie CIA ale kosmici lądowali, że jest wariat i kretyn, że populista. Pamiętacie kto był tym sponiewieranym mężem stanu, który nie bał się lata temu mówić o tym, o czym teraz się boją nawet szeptać politycy? Nazywał się on Andrzej Lepper. Dziś to nazwisko powinno być na ustach wszystkich, powinien być wspominany, że ostrzegał lata temu, że miał odwagę, że miał informacje.

Fakt, nic mu z tego nie przyjdzie, zaszczuty popełnił samobójstwo. To był prosty chłop, może i wieśniak i cham, ale to był jedyny polityk, który miał wyje*ane na sondaże, który miał odwagę mówić to, co myśli, a nie to co mediom się podoba. Zrobiono z niego wariata, głupka i gwałciciela, jak pokazuje bieg wydarzeń, żadne z powyższych nie okazało się prawdą. Może by jednak ktoś go trochę docenił?

PS. Ciekawe czy kasy ze sławnych walizek z dolarami starczy na te odszkodowania dla terrorystów?

Prorocze kino?

Wczoraj wieczorem w ramach łapania chwili oddechu po wyczerpującym weekendzie (normalni ludzie w weekend odpoczywają, ja pracuję, normalni ludzie mają czas, żeby się wyspać, ja spałem parę godzin…) obejrzałem sobie po raz których „Uciekiniera” z Arnoldem S. w roli głównej. To jeden z filmów, który pokazuje nasze czasy jako odległą przyszłość, która najczęściej jest zdegenerowana. Film jak to przystało na lata osiemdziesiąte ze specyficznym klimatem i tekstami w stylu „Ja tu jeszcze wrócę” pokazuje świat, który miał być w 2019 roku w ciekawy sposób.

Twórcy nie wysilali się za dużo z „przewidywaniem” przyszłości, są co prawda karty pamięci, futurystycznie wyglądające pojazdy i stroje, ale są też i wpadki, jak np. nagroda dla widza teleturnieju w postaci kasety VHS. Kto dziś jeszcze ma odtwarzacz i go używa?

No dobra, ale nie o tym chciałem. W świecie z „Uciekiniera” władze ogłupiają lud krwawym teleturniejem, w którym łowcy polują na „degeneratów”. Oczywiście wszystko jest zmanipulowane, nawet jeśli ktoś przetrwa teleturniej i tak kończy jako sztywniak. Rząd wrabia dzielnego wojaka, który nie chciał strzelać do cywilów demonstrujących o chleb, a on musi teraz przetrwać teleturniej. Łowcy mają oczywistą przewagę i mogą stosować dowolne chwyty, uciekinierzy mają przesrane. Jak przystało na Arnolda pokonuje przeciwników, dołącza do ruchu oporu, przejmuje telewizję i wykańcza obłudnego prezentera, który jest twarzą znienawidzonej władzy w rządowej telewizji.

Tyle o fabule – czas przejść do rzeczy. Otóż ten prezenter w pewnym momencie (gdy łowcy giną rząd zaczyna panikować) kłócąc się z kimś z władz mówi: „chcieliście, żeby ludzie zamiast strajkować gapili się w telewizor, więc wam to dałem”. I tu właśnie powinna zapalić się nam mała lampeczka, która oznacza, że ktoś nas robi w konia. Przewidywania przyszłości rodem z „Uciekiniera” nie mają wiele wspólnego z naszymi czasami, ale w tej kwestii nie wiele się pomylono. Zastanawialiście się nie raz, czemu na każdym kanale leci jakiś debilny turniej, tańce z gwiazdami, z gwiazdami na lodzie, o twarzy brzmiącej znajomo, jak oni śpiewają, mam talenty i inne idole. Otóż to jest właśnie realizacja myśli z „Uciekiniera”, media dają nam papkę, która ma zająć naszą uwagę, zmarnować czas i wyłączyć myślenie, żeby nam nie przyszło do głowy zastanowić się nad rzeczywistością i chcieć ją zmieniać. Mamy być tępymi konsumentami, którzy mają harować w pogoni za potrzebami, które nam wmówiono, a których spełnienie jest niemożliwe, bo ciągle podsycane są na nowo. Powiecie, że przesadzam, przecież nikt nikogo nie morduje w tv. A ja Wam powiem, że to kwestia czasu. Tylko czekać, aż ktoś na to pozwoli, bo lud już tego chce. Pomyślcie, czy ktoś by robił wielkie halo, gdyby na początku tego roku ktoś zrobił zawody pt. „Upoluj Mariusza T.” albo „Z widłami na bestię”? Tak naprawdę, to chyba nie mamy jeszcze tak źle, żeby nas musiano takim czymś karmić, na razie wystarczą wydurniające się gwiazdy, które słyną z tego, że są słynne i takie programy jak „Ryzykanci”. Na zachodzie od lat są popularne różne turnieje sprawnościowe, gdzie ludzie dają się obijać, wrzucać do wody albo błota. Ostatnio pojawił się pomysł reality show, w którym kobiety mają w samotności rodzić dzieci bez niczyjej pomocy. W „Ryzykantach” lata temu ludzie dawali się głodzić i karmić byle gównem dla nagrody, a my to oglądaliśmy z wypiekami na twarzy. Tylko czekać, jak nam się to znudzi i zażądamy ludzkiej krwi na pile łańcuchowej zamiast byczej krwi jako napoju do kolacji.

Takie turnieje jak z „Uciekiniera” pojawią się na pewno, już nam wmówiono, że pedofil to nie człowiek ale bestia i zwierzę (no chyba, że nosi sutannę, wtedy to ofiara spisku), że komuch i jego dzieci do dziesiątego pokolenia są śmieciami i nie mają prawa do człowieczeństwa itp. itd. Bez trudu media wcisną nam każdy kit, to tylko kwestia czasu…

Mistrzostwa i po mistrzostwach

Jako niefan piłki nożnej oglądam wyłącznie mecze reprezentacji Niemiec na Mistrzostwach Świata lub Europy, reszta futbolowego świata mnie nie interesuje. Tegoroczny Mundial dał mi jednak trochę do myślenia nie tylko o piłce nożnej, ale w trochę szerszym ujęciu. Już śpieszę z wyjaśnieniami.

Nigdy nie podobała mi się gra Brazylii, Argentyny, Hiszpanii czy Portugalii. Do tej pory nie wiedziałem czemu podobają mi się tak „nudne” drużyny jak Niemcy. Teraz już wiem, po prostu podoba mi się gra drużynowa, nie zbieranina indywidualności, nie gwiazda z szarymi przybocznymi, podobają mi się dobrze ułożone machiny, w których każdy trybik wie co ma robić. Dlatego właśnie oglądanie niemieckiej reprezentacji to czysta przyjemność, a patrzenie na grę Portugalii czy Argentyny przyprawia mnie o mdłości. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że właśnie ten rodzaj futbolu dominuje, Niemcy czy Holandia grały przepięknie, tym drugim brakło szczęścia, ale i tak zapisali się pozytywnie.

Niestety moje postrzeganie drużynowości rozciągnąłem trochę szerzej na życie i obrywam za to po dupie. Popatrzcie na Niemców, tam pojęcie wspólnego jest świętością, u nas niczym. Na zachodzie ceni się lojalność, u nas nie ma co na nią liczyć. Dlatego też zawsze będziemy sto lat za murzynami, bo jak spojrzeć na afrykański futbol widać, że oni już potrafią grać w drużynie. My nie potrafimy być w jednej drużynie ani na boisku, ani w życiu. Mam jakieś skrzywienie, zawszę liczę, że za lojalność otrzymam lojalność, szczerość za szczerość, ale w naszym grajdole tak być nie może. Każdy dba o własną dupę, a zainteresowanie Tobą przejawia jedynie wtedy, gdy rozpoznaje między którymi żebrami masz najszerszą szparę, żeby nóż się zmieścił…

Zabrzmiało filozoficznie, co? Aż dziwne, że piłka nożna skłoniła do takich refleksji, a tu mam jeszcze jedną. Złota piłka dla Messiego to kolejny przykład schematu rządzącego światem – kolesiostwa. Nie ważne jakie masz wyniki, nagrodzą przydupasa…

No i ta nasza narodowa zawiść – obciachem nad Wisłą wg mediów jest kibicować Niemcom. Większość ludzi, których znam jeśli komuś kibicowała to drużynie niemieckiej. Tymczasem wg przekaziorów w Polsce kibicowano wyłącznie Argentynie…

Dobra, dość ględzenia, trochę zabawnych obrazków na rozluźnienie sytuacji: