Typ aspołeczny

Jestem strasznie aspołecznym typem. Wyznanie to na pewno nie zaskoczy tych, którzy mnie znają, bo wiedzą jakim jestem marudą, zgredem, nerwusem, apodyktykiem, egoistą. Wiecznie mam jakieś uwagi, ciągle się czemuś sprzeciwiam i nie wiadomo o co walczę. O uporze nawet nie wspomnę. Ale wcale nie o taką aspołeczność mi chodzi.

Kazik chyba na „Czterech pokojach” wyśpiewał, że „kto wódki nie pije ten jest wywrotowcem, tak świadomie uszczuplającym dochody państwa bezideowcem”. No i coś w tym jest. Nie żebym wódki nie pił, ale gdybym mógł wybierać, wybrałbym bimber, ale on przecież jest nielegalny…

Jednak mam na sumieniu więcej antyspołecznych, antygospodarczych i antypaństwowych rzeczy, oto przykłady:
- nie wspieram sektora usługowego gospodarki, gdyż praktycznie nie korzystam z usług elektryków, mechaników samochodowych, hydraulików, ślusarzy, stolarzy, dekarzy, malarzy pokojowych, szklarzy, spawaczy i wielu innych rzemieślników;
- nie wspieram sektora handlowego, gdyż nie popadam w gorączki zakupów świątecznych, długoweekendowych itp., nie żebym nie kupował gadżetów i zabawek, bez których mógłbym się obyć, ale nie są to najbardziej modne rzeczy i marki, nie kupuję iphonów i ipadów, choć smartfon i tablet w domu są, nie mamy też 50” telewizora z najnowszej linii, bo na starym i tak nie ma czego oglądać itp. itd.;
- nie wspieram sektora bankowego, gdyż nie biorę kredytów na rzeczy, których nie potrzebuję, kredyt czasem jest potrzebny, ale na inwestycje a nie pierdoły, nie mam zamiaru zadłużać się po to, by kupić sobie najnowszy model telefonu albo, żeby kupić szalone prezenty dla całej rodziny, nie kręci mnie też zakup na kredyt samochodu, tylko po to, by mieć młodszy rocznik niż sąsiad – 17-letnia Omega i tak jest wygodniejsza niż większość nowych mydelniczek.

Gdzie tu aspołeczność? No wszędzie! Przecież na okrągło wtłacza się nam w głowy, że powinniśmy kupować, kupować, kupować, zlecać, kupować, zlecać i kupować, a wszystko to na tani kredyt z najniższą ratą na dowód osobisty! A dlaczego? A dlatego, że od każdej transakcji państwo pobiera haracz (VAT, podatek dochodowy, inne podatki). Poza tym, gdybym wydawał więcej niż zarabiam, musiałbym jechać na kredytach, a gdy człowiek jest zadłużony to czuje się zagrożony, a jak jest zagrożony to staje się pokorny. Bunt nie wchodzi wtedy w grę, bo strach przed utratą pracy jest większy niż ból dupy gdy ruchany jest przez rząd, pracodawcę, banki i inne instytucje. Mam ten komfort, że radzę sobie z wieloma rzeczami i nie potrzebuję wydawać pieniędzy na naprawę samochodu (choć nie za wszystko się biorę), wymianę szyby w oknie czy nawet położenie blachy na dachu. Choć wiadomo dobrze, że jak ktoś zna się na wszystkim, to tak naprawdę nie zna się na niczym, to jako tako mi wiele rzeczy wychodzi: samochód jeździ, dach nie cieknie, piec grzeje, choć specjalista zrobiłby to lepiej, szybciej i ładniej (choć nie koniecznie).

Nie dość więc, że jestem komunista-ateista, to jeszcze nie wspieram gospodarki ani rządu. Aż dziw, że jeszcze nikt nie wymyślił dla takich jak ja specjalnego podatku albo obozów koncentracyjnych…

Święta, święta i po… czątek świątecznego czasu…

Jeszcze znicze się palą a w TV już świąteczne reklamy, tym razem zaczął lidl… Na dworze +15 a oni puszczają „letytsnoł”… No się trochę pośpieszyli, ale tylko czekać, aż się na ekranie pojawi tłusty świętuszek… No dobra, ale póki co nie o tym, kilka spraw na bieżąco.

Jak już jesteśmy przy reklamach, to chyba Plus po raz kolejny strzela sobie w nogę. Nie dość, że oferta dla klientów najgorsza ze wszystkich operatorów, to jeszcze ta nowa reklama plusa dla firm. Chodzi o tą, w której koleś chwali się, że na początku miał tylko jeden ciągnik, a teraz już ma całą flotę. Można się zastanawiać, gdzie tkwi jego recepta na sukces, ale to od razu widać. Koleś jak nic jest szpiegiem Putina, bo te ciężarówki są … śnieżnobiałe. Nie trzeba być Antkiem M. żeby to rozgryźć.

Putin ostatnio jest bohaterem nr jeden naszych mediów, a to zatrzymają jego szpiega, a to ujawnią, że kilka lat temu chciał zrobić rozbiór Ukrainy, albo że na raka umiera. My to mamy jakiś chyba problem na jego punkcie. Z jednej strony krytykuje się jego dyktatorskie zapędy, z drugiej strony prawica chce mieć wodza, szytego na miarę rosyjskiego prezydenta. Problem w tym, że porównując potencjały Putina i Kaczyńskiego nie mamy nawet zachowanej proporcji między potencjałami Polski i Rosji. To tak, jakby porównywać papierowy samolocik z wahadłowcem.

Swoją drogą to nie daje mi spokoju motywacja Sikorskiego do ujawnienia tej rzekomej propozycji rozbioru Ukrainy. Bo nawet jeśli taka propozycja padła z ust Putina, to na pewno nie nazwał tego rozbiorem a co najwyżej interwencją w niestabilnym państwie i na pewno wcześniej ustalił taką ewentualność z prawdziwymi graczami polityki międzynarodowej. Być może coś takiego w jego głowie się narodziło, podgadywał sąsiadów Ukrainy co one na to, ale skoro do tego nie doszło, oznacza, że Niemcy i USA na to nie pozwoliły. Ujawnienie takiej informacji to kompletna kompromitacja Sikorskiego, choć darzę go sympatią to teraz przegiął na całej linii. Daliśmy sygnał całemu światu, że sprawy ważne i delikatne trzeba załatwiać ponad naszymi głowami. Jesteśmy jak wiejski głupek, którego postanowiono wpuścić na wiejskie zebranie, nie do końca wie o co na nim chodzi, ale nie przeszkadza mu to wyrażać swoje zdanie w każdym temacie i rozgadywać po sąsiednich wioskach ustaloną strategię na bitwę z okazji dożynek.

No a teraz trochę spoważnieję. Słyszeliście zapewne o tej matce, co to została oskarżona o dzieciobójstwo bo miała kilka promili i dziecko tego nie przeżyło? Media zawyły z oburzenia, kobieta urosła do miana zbrodniarza, naród domaga się linczu. Ale jest pewien problem… Otóż kobieta miała promile we krwi, dziecko nie przeżyło, ale sprawa nie jest tak prosta, bo dziecko nie zmarło od alkoholu, ale od nożyczek. Sprawa wygląda tak, że owa kobieta i jej konkubent spodziewając się niechcianego dziecka postanowili zrobić aborcję domowym sposobem. Nie wiadomo, czy alkohol był katalizatorem wydarzeń czy też tylko środkiem znieczulającym, fakt jest taki, że pijanej kobiecie jej kochanek postanowił usunąć ciążę nożyczkami. Ale czemu o tym nie słyszeliście? Bo łatwiej w mediach krzyczeć o matce pijaczce niż o tym, do jakich patologii prowadzi zakaz aborcji. Pomyślcie jak trzeba być zdesperowanym, żeby pójść na coś takiego, albo żeby dzieci mordować. Gdyby taka kobieta jedna z drugą dowiedziawszy się o niechcianej ciąży (bo jak jej unikać w szkole jej nie nauczą, za to katechetka jej wyjaśni, że prezerwatywy powodują impotencję, pigułki raka a wszystko razem stanowi bilet do piekieł) mogła pójść i tą ciążę usunąć nie byłoby takich tragedii. Jasne, że zarówno tej kobiecie jak i facetowi należy się kara, ale przede wszystkim nie za dzieciobójstwo, bo dziecko się nie urodziło, a okolicznością łagodzącą powinna być sytuacja życiowa. Jak długo jeszcze będziemy ślepi na skutki katolickich dogmatów zaszytych w polskim prawie?

Mają rozmach sku… bani samorządowcy

Z roku na rok co raz mniej różnimy się od Ameryki, poważnie. Gdy byłem małym gówniarzem demokracja u nas raczkowała, pamiętam, że przed wyborami były jakieś plakaty, ulotki nawet z samolotów zrzucane. To był rozmach, a z każdymi kolejnymi jest jeszcze lepiej.

W tym roku wybory, przynajmniej w naszym regionie, są wyjątkowo „amerykańskie”, niezliczonych konferencji prasowych nie ma co przywoływać, lokalnym mediom pozostającym na smyczach poszczególnych kandydatów i ugrupowań też dam spokój. Ale niezwykły jest rozmach kampanii bilbordowej, zwłaszcza w Brześciu czy Włocławku. Dziesiątki małych plakatów bledną przy olbrzymich bilbordach Pałuckiego czy Wojtkowskiego. No rozumiem Włocławek, mimo wszystko jest się o co bić, ale Brześć? Czy stołek burmistrza w takim miasteczku wart jest aż takiej inwestycji jak bilbord na budynku jednej z brzeskich firm, którego powierzchnia większa jest niż metraż mojego mieszkania? A co powiedzieć o stołku radnego powiatowego, czy zwrócą się nakłady na te olbrzymie plakaty panu Ch.? No chyba, że się nie muszą zwrócić… Nie chcę nic insynuować, nic a nic, ale warto byłoby się przyjrzeć na jakich zasadach prywatna firma użycza swojej ściany kandydatowi na burmistrza. Chyba tutaj lekko krzyżują się interesy… Nie mam nic przeciwko Panu burmistrzowi Brześcia, wbrew narzekaniom wielu całkiem nieźle się miasteczko trzyma, ale dla jasności powinien takich sytuacji unikać, bo po co ma ktoś zBulwersowany brać na języki?

Rozkręcają się nam kandydaci, czekać tylko spotów w ogólnopolskiej TV… Widać prawda, że lepiej być wójtem w zapadłej dziurze niż zbijać bąki na prezydenturze…

Skąd ta nienawiść

Kurcze, chyba w naszym społeczeństwie zapanowała nowa epidemia - chroniczny skurcz dupy powodujący przewlekły ból i ucisk, a jak ktoś myśli akurat tą częścią ciała to ma wielki problem. To chyba jedyne uzasadnienie tego ciągłego napięcia i wku*wienia w narodzie na każdym poziomie. Od czasu do czasu oglądne sobie któryś z lokalnych portali - nie ma artykułu i nie ma tematu pod którym w komentarzach nie lecą hejty. I to hejty na najbardziej bzdurnym i wulgarnym poziomie. Czy piszą o polityku, czy o wypadku czy też jest sesja jakiejś "miski" i tak lecą najgorsze epitety i zaczyna się święta wojna w komentarzach. Nie możesz napisać, że Ci się jakieś zdjęcie nie podoba bo zaraz zwyzywają cię od chamów i pojadą z każdej strony. Artykuł o wypadku samochodu z rowerzystą to zaraz robią się dwa fronty - jeden broni kierowcy, rowerzystów chce wieszać, drugi rowerzystę chce kanonizować, a kierowców, od razu wszystkich zamknąć w obozach koncentracyjnych... O wyzywiskach na naszą "klasę politytyczną" nie będę nawet się rozpisywać. Po prostu jeśli masz inne zdanie to od razu jesteś śmiertelnym wrogiem, nie masz prawa wyrażać swojego zdania, po prostu nie i już! Każdy z każdym drze koty tak na prawedę o nic.

To samo na drogach... Chamstwo i agresja. Sam nie raz ku*wię na głos jak jakiś baran wpakuje się na drogę z podporządkowanej albo pcha się na trzeciego. Ale jakie nie raz lecą wyzwiska na radyjku bo ktoś jedzie 50 km/h tam gdzie dozwolone 40... Bo za wolno! Albo kierowcy super bryk sprzed dwóch dekad wsiadający na zderzak z zaciętą twarzą szukający luki żeby wyprzedzić. I nie ważne, że przed tobą ciąg kilku tirów, których i tak nie przeskoczy, ważne, że będzie przed tobą, że jednego da radę wprzedzić... 

Wybory, ech wybory…

Czuć klimat wyborczy, oj czuć i to bardzo. I to wcale nie w ogólnopolskich przekaziorach, ale tu bliżej gruntu. To, że lokalne radio bombarduje kiepskimi jakościowo spotami, w których kandydaci bardziej się kompromitują niż reklamują przywykłem, dla świętego spokoju od kilkunastu dni radio w samochodzie nie leci, żebym się nie denerwował. Miejscowe portale także przesycone są „obiektywnymi” artykułami chwalącymi lub krytykującymi władzę, w zależności od tego, bliżej czyjej kieszeni dany portal siedzi. Gazet miejscowych nie czytam, ich nie da czytać się na co dzień a co dopiero przy takich okazjach. Plakatów dużo nie ma poza Włocławkiem, w samym mieście jest tego trochę. Ale nie tylko po tym poznasz, że wybory za pasem.

Objawem wyborczej obstrukcji jest tempo i ilość realizowanych inwestycji, nagle okazuje się, że opóźnione roboty przyspieszają, że ekipy pracują w noce, niedziele i święta, że są pieniądze na wszystko i dla każdego. Moja gmina w swej wspaniałości włączyła latarnie oświetlające drogę dojazdową do mojego domu, które były wyłączone od wiosny. Ścieżka rowerowa z Brześcia w kierunku Włocławka powstaje w tempie ekspresowym, na pewno przed wyborami wstęgę uda się przeciąć. Włocławek sam w sobie zadziwia, odbiory inwestycji i roboty dróg idą jak bajka. A dziś i wczoraj przeżyłem szok! Ale SZOK prawdziwy. Otóż wieczorami po Osięcinach kręcą się patrole policji. Od kiedy zlikwidowali posterunek otwarty został „tor rajdowy – pętla Osięciny”. Przestronny rynek aż się prosi o jakiś drifcik, małe palenie gumy więc nie ma się co dziwić tym, którzy oprzeć się pokusie nie potrafią. Tak samo motocyklistom, którzy pewnie zakładają się o to, kto rozwinie większą prędkość od biedronki do kościoła… Policja czasem się pokręciła, ale ostatnio mamy patrole z prawdziwego zdarzenia. Widać budżet nie majtki, jak trzeba to się go rozciągnie bez ograniczeń.

Cóż za magiczny to czas, gdy budżety się rozciągają, radni przestają być bezradni, wójtowie i burmistrzowie przestają być ślepi i głusi, niema opozycja odzyskuje głos a drogi same się budują i naprawiają. Może by tak wybory robić co roku, to w kraju byłoby znacznie lepiej?

 

Z pamiętniczka podróżniczka – Szlak Orlich Gniazd

W ostatni weekend wybraliśmy się z Marleną w małą podróż po południu Polski, ot mała wycieczka z odwiedzinami rodziny. Jako, że oboje jesteśmy wariatami na punkcie zwiedzania, zwłaszcza zamków, to po drodze do Chrzanowa postanowiliśmy odwiedzić tyle zamków ile się uda, a udało 4: Olsztyn, Mirów, Bobolice i Ogrodzieniec. Nie zamierzam Was zanudzać relacjami z tych miejsc, ale jest okazja na parę refleksji.

Biskupi, elementarz i irański fanatyzm

Biskupi wydali pełen oburzenia jęk na temat elementarza dla pierwszoklasistów. A to, że nie ma tam wartości chrześcijańskich, że są magiczne postaci, są smoki, że pokazuje się odrabianie lekcji z dziećmi jako zajęcie ojca, że nie ma tradycyjnej rodziny itp. itd. No pewnie chcieliby sami napisać elementarz, który będzie opierać się na zaczerpniętych z biblii wzorcach.

 

I tak, tradycyjny model rodziny zostanie przedstawiony poprzez historię powiedzmy mamy Janka, która jako dziewica zaszła w ciążę niepokalana, bo jej tak anioł powiedział, a jej mąż (co to jeszcze nie skonsumował małżeństwa) opiekuje się cudownie poczętym Jankiem i uczy go takiego właśnie wzorca męskości. W dobie 12 i 13-latek zachodzących w ciążę historia o niepokalanym poczęciu może się przyjąć. Widzicie sami, że w tej historii są prawdziwe wartości – historia idealna.

Magicznych postaci i czarów też w takim elementarzu nie będzie, za to młodego człowieka w świat wprowadzą anioły, które strzegą przed demonami. Dziecko zobaczy, że czary to zło, ale święci ludzie, prorocy i sam bóg czyniąc cuda dają ludziom nadzieję i pokazują potęgę boską. Taki Mojżesz zamieniający kij w węże, Jezus zmieniający wodę w wino itp. itd. dowiodą młodemu człowiekowi, że łaska boża jest niepojęta. Poza tym historia, w której Jezus karmi tłum pięcioma chlebami i dwiema rybami uczy, że nie konsumpcjonizm jest najważniejszy i powinniśmy poskromić nasze apetyty, bo jeśli kochać będziemy boga to nas wyżywi drobinkami. Wystarczy popatrzeć na naszych biskupów, przecież to skromni ludzie, jedzą okruchy ze stołu pańskiego w ilości takiej jak wróbelek, a każdy ma mordę jak szafa trzydrzwiowa…

Dobra, już dalej się nie znęcam, bo to kopanie leżącego… Broń nas boże nieistniejący przed edukacyjną misją polskiego kościoła. Przecież nie można chłopców uczyć sprzątania po sobie, bo od tego zapragną noszenia kiecek i obetną sobie jaja… A do tego się spedalą.

A teraz przenosimy się do Iranu, który znalazł się na ustach świata dzięki pewnemu kontu na instagramie. Otóż konto to pokazuje życie towarzyskie bogatej gównarzerii z Teheranu – nocne imprezy, drogie auta, skąpe stroje, alkohol i narkotyki. Ot nic dziwnego w tych sferach, ale szokuje, że utożsamiany z fanatyzmem islamskim Iran ma takie perełki. A przecież w każdej kulturze, w każdym kraju i każdym ustroju (o religii nie wspomnę) kasa zapewnia przywilej lania na wszystko. Poza tym drodzy Europejczycy, islam kojarzy Wam się z oszołomami, którzy robią dym w Wielkiej Brytanii, Francji czy Szwecji, a islam wcale tak nie wygląda. Te oszołomy to ścierwo, które zostało z własnych ojczyzn wygnane za głupotę i fanatyzm, tam byli nie do zaakceptowania a my ich przygarnęliśmy z otwartymi ramionami… Więc tamtejsi „działacze” nie krzyczą o kamieniowaniu, obcinaniu rąk itp., to krzyczą tak „nasi”, no może poza takimi oazami demokracji wspieranymi przez USA jak Arabia Saudyjska…

 

 

Jak boga kocham, Palikot przegina

Przeczytałem ciekawy artykuł w ostatnim NIE o podobieństwach losów partii Leppera i Palikota, niestety znów się muszę z Agnieszką Wołk-Łaniewską zgodzić w jej diagnozach… Przyznaję ze smutkiem, że sam należałem do grupy, którą Palikot uwiódł swoją świeżością.

Partia Palikota zrobiła sporo dobrego, choć może nie konkretnego, ale zawsze. Jak już pisałem, takie „kwiatki” jak działacz gejowski czy „posłanek Grodzki” odcisną swoje piętno na zawsze na polityce i dyskursie publicznym, przestały to być tematy tabu, nikogo już podobne persony na listach wyborczych szokować nie będą. Ale Palikot przegrał swoją szansę, zrobił z partii kolejny biznes (co swoją drogą przeczuwałem), ale zamiast towaru dobrej jakości zaoferował bubel w ładnym opakowaniu. To nie może być skuteczne dłużej niż trzy serie – pierwsza – z ciekawości damy szansę, druga – może się czegoś nauczyli i coś poprawili, trzecia – ostatnia szansa. Palikot ostatnią szansę miał w wyborach do europarlamentu i ją koncertowo spierdzielił… Wlazł na głowy ludziom, na plecach których wjechał do sejmu, a teraz na dodatek jednemu za drugim daje kopa.

Ale zawiedzione nadzieje wyborców to nie najgorsza rzecz, jaką zrobił Palikot, bo zawodzili wszyscy od lewa do prawa. Miał on szansę zbudować realną alternatywę dla SLD – prawdziwie lewicową i rewolucyjną światopoglądowo. Niestety wielu, w tym ja, nie może patrzeć na Millera. I nie chodzi tylko o to, że będąc u władzy nie zrealizował programu, z jakim wygrał wybory. Chodzi o to, że robił wszystko to, czemu jego elektorat był przeciwny – właził w dupę biznesowi i kościołowi, umizgiwał się do USA i blokował wszelkie inicjatywy zmian „w lewo”.  Nadzieje umierają wraz z partią Palikota, nic na jej gruzach nie powstanie, bo to on trzyma kasę – nie ma struktur, nie ma pieniędzy, nie ma niczego… Tylko na kogo mam głosować? W wyborach samorządowych pewnie skreślę ludzi, których znam, niezależnie w jakiej opcji siedzą, ale już niedługo wybory do parlamentu…

Dość o polityce, zmiana tematu na nieco smutniejszy. Chyba nie ma osoby, która nie słyszała o śmierci Przybylskiej, przykra sprawa. Ładna, uzdolniona, mądra – dzięki temu udało się jej zrobić karierę i pieniądze. Nie była jedną z wielu głupich gąsek z telenowel, co to pojawiają się i znikają, wybitną artystką może nie była, ale potrafiła więcej niż 90% obecnych „gwiazdek”. Nie ganiała ślepo za sławą, a jak o czymś mówiła, to można było z przyjemnością posłuchać. Do czego zmierzam? Otóż katoliku, buddysto, wyznawco islamu, popatrz mi prosto w oczy i powiedz, że bóg istnieje – zrobisz to na pewno. A teraz popatrz w oczy jej dzieciom i powiedz, że to bóg w swej miłości im to zrobił.