Biskupi, elementarz i irański fanatyzm

Biskupi wydali pełen oburzenia jęk na temat elementarza dla pierwszoklasistów. A to, że nie ma tam wartości chrześcijańskich, że są magiczne postaci, są smoki, że pokazuje się odrabianie lekcji z dziećmi jako zajęcie ojca, że nie ma tradycyjnej rodziny itp. itd. No pewnie chcieliby sami napisać elementarz, który będzie opierać się na zaczerpniętych z biblii wzorcach.

 

I tak, tradycyjny model rodziny zostanie przedstawiony poprzez historię powiedzmy mamy Janka, która jako dziewica zaszła w ciążę niepokalana, bo jej tak anioł powiedział, a jej mąż (co to jeszcze nie skonsumował małżeństwa) opiekuje się cudownie poczętym Jankiem i uczy go takiego właśnie wzorca męskości. W dobie 12 i 13-latek zachodzących w ciążę historia o niepokalanym poczęciu może się przyjąć. Widzicie sami, że w tej historii są prawdziwe wartości – historia idealna.

Magicznych postaci i czarów też w takim elementarzu nie będzie, za to młodego człowieka w świat wprowadzą anioły, które strzegą przed demonami. Dziecko zobaczy, że czary to zło, ale święci ludzie, prorocy i sam bóg czyniąc cuda dają ludziom nadzieję i pokazują potęgę boską. Taki Mojżesz zamieniający kij w węże, Jezus zmieniający wodę w wino itp. itd. dowiodą młodemu człowiekowi, że łaska boża jest niepojęta. Poza tym historia, w której Jezus karmi tłum pięcioma chlebami i dwiema rybami uczy, że nie konsumpcjonizm jest najważniejszy i powinniśmy poskromić nasze apetyty, bo jeśli kochać będziemy boga to nas wyżywi drobinkami. Wystarczy popatrzeć na naszych biskupów, przecież to skromni ludzie, jedzą okruchy ze stołu pańskiego w ilości takiej jak wróbelek, a każdy ma mordę jak szafa trzydrzwiowa…

Dobra, już dalej się nie znęcam, bo to kopanie leżącego… Broń nas boże nieistniejący przed edukacyjną misją polskiego kościoła. Przecież nie można chłopców uczyć sprzątania po sobie, bo od tego zapragną noszenia kiecek i obetną sobie jaja… A do tego się spedalą.

A teraz przenosimy się do Iranu, który znalazł się na ustach świata dzięki pewnemu kontu na instagramie. Otóż konto to pokazuje życie towarzyskie bogatej gównarzerii z Teheranu – nocne imprezy, drogie auta, skąpe stroje, alkohol i narkotyki. Ot nic dziwnego w tych sferach, ale szokuje, że utożsamiany z fanatyzmem islamskim Iran ma takie perełki. A przecież w każdej kulturze, w każdym kraju i każdym ustroju (o religii nie wspomnę) kasa zapewnia przywilej lania na wszystko. Poza tym drodzy Europejczycy, islam kojarzy Wam się z oszołomami, którzy robią dym w Wielkiej Brytanii, Francji czy Szwecji, a islam wcale tak nie wygląda. Te oszołomy to ścierwo, które zostało z własnych ojczyzn wygnane za głupotę i fanatyzm, tam byli nie do zaakceptowania a my ich przygarnęliśmy z otwartymi ramionami… Więc tamtejsi „działacze” nie krzyczą o kamieniowaniu, obcinaniu rąk itp., to krzyczą tak „nasi”, no może poza takimi oazami demokracji wspieranymi przez USA jak Arabia Saudyjska…

 

 

Jak boga kocham, Palikot przegina

Przeczytałem ciekawy artykuł w ostatnim NIE o podobieństwach losów partii Leppera i Palikota, niestety znów się muszę z Agnieszką Wołk-Łaniewską zgodzić w jej diagnozach… Przyznaję ze smutkiem, że sam należałem do grupy, którą Palikot uwiódł swoją świeżością.

Partia Palikota zrobiła sporo dobrego, choć może nie konkretnego, ale zawsze. Jak już pisałem, takie „kwiatki” jak działacz gejowski czy „posłanek Grodzki” odcisną swoje piętno na zawsze na polityce i dyskursie publicznym, przestały to być tematy tabu, nikogo już podobne persony na listach wyborczych szokować nie będą. Ale Palikot przegrał swoją szansę, zrobił z partii kolejny biznes (co swoją drogą przeczuwałem), ale zamiast towaru dobrej jakości zaoferował bubel w ładnym opakowaniu. To nie może być skuteczne dłużej niż trzy serie – pierwsza – z ciekawości damy szansę, druga – może się czegoś nauczyli i coś poprawili, trzecia – ostatnia szansa. Palikot ostatnią szansę miał w wyborach do europarlamentu i ją koncertowo spierdzielił… Wlazł na głowy ludziom, na plecach których wjechał do sejmu, a teraz na dodatek jednemu za drugim daje kopa.

Ale zawiedzione nadzieje wyborców to nie najgorsza rzecz, jaką zrobił Palikot, bo zawodzili wszyscy od lewa do prawa. Miał on szansę zbudować realną alternatywę dla SLD – prawdziwie lewicową i rewolucyjną światopoglądowo. Niestety wielu, w tym ja, nie może patrzeć na Millera. I nie chodzi tylko o to, że będąc u władzy nie zrealizował programu, z jakim wygrał wybory. Chodzi o to, że robił wszystko to, czemu jego elektorat był przeciwny – właził w dupę biznesowi i kościołowi, umizgiwał się do USA i blokował wszelkie inicjatywy zmian „w lewo”.  Nadzieje umierają wraz z partią Palikota, nic na jej gruzach nie powstanie, bo to on trzyma kasę – nie ma struktur, nie ma pieniędzy, nie ma niczego… Tylko na kogo mam głosować? W wyborach samorządowych pewnie skreślę ludzi, których znam, niezależnie w jakiej opcji siedzą, ale już niedługo wybory do parlamentu…

Dość o polityce, zmiana tematu na nieco smutniejszy. Chyba nie ma osoby, która nie słyszała o śmierci Przybylskiej, przykra sprawa. Ładna, uzdolniona, mądra – dzięki temu udało się jej zrobić karierę i pieniądze. Nie była jedną z wielu głupich gąsek z telenowel, co to pojawiają się i znikają, wybitną artystką może nie była, ale potrafiła więcej niż 90% obecnych „gwiazdek”. Nie ganiała ślepo za sławą, a jak o czymś mówiła, to można było z przyjemnością posłuchać. Do czego zmierzam? Otóż katoliku, buddysto, wyznawco islamu, popatrz mi prosto w oczy i powiedz, że bóg istnieje – zrobisz to na pewno. A teraz popatrz w oczy jej dzieciom i powiedz, że to bóg w swej miłości im to zrobił.

Zrzut z wątroby

 

Uff minęły dwa tygodnie od ostatniej wrzuty, chwila przerwy każdemu ponoć jest potrzebna, Wy ją dostaliście, ja nie bardzo… Jak zwykle na koniec września targi Agroshow wyjmują ponad tydzień z mojego życia, co rok jest to samo, tak samo, choć czasem zdarzają się rzeczy nietypowe. Ale co ja się będę o targach rozpisywał.

Mamy przecież nowy rząd, a w nim prawdziwe perełki jak „ministra”, co sama sobie odprawę dała albo Schetyna kierujący MSZ… Wielkie powroty i małe „niktosie” w rządzie to dość ciekawy eksperyment, oby tylko pacjent przeżył. Jedyne co może nam w związku z tą zmianą przynieść odrobinkę zabawy to Radek Sikorski na stołku marszałka sejmu. No powiem Wam szczerze, z taką niewyparzoną gębą jak jego może być wesoło do końca kadencji…

Nowa premier to spora zmiana, która nic nie zmieni. To gabinet cieni i cieniasów, które teraz będą tylko o wyborach w regionach, bo przecież każdy cieć wie, że lepsza posada radnego w mieście powiatowym niż ministra, lepiej być burmistrzem niż premierem, bo mniej ciekawskich oczu na ręce patrzy, a i decyzyjność bezpośrednia niemałych kwot dotyczy. Ot taki paradoks, że im niżej, tym lepiej.

A jak już przy samorządach jesteśmy to kampania rusza pełnym pędem. Obserwuję Włocławek, z racji bliskości, i doskonale widać zdziczenie i zdziwaczenie polityki lokalnej. To, że do stołków pchają się ludzie, którzy mają albo problemy ze zdrowiem psychicznym, albo nie mają wstydu żadnego przywykłem, to że obrzucają się gównem  też nie dziwi, ale że niektórzy się własnym zajadają to już mnie zadziwia. To ciekawe jak z własnych win i wad można robić swoje atuty… We Włocławku jest jeszcze jedna ciekawa tradycja – przed wyborami okazuje się, że spółki komunalne odczuwają silną potrzebę organizacji imprez plenerowych dla mieszkańców miasta. Nagle okazuje się, że festyny są wpisane w politykę promocji firm, których miasto jest właścicielem. 

Z drugiej jednak strony wybory mogłyby być co rok, bo nagle zaczęto remonty tam, gdzie do tej pory się podobno nie dało, nawet aleja Kazika we Włocławku zyskuje nową nawierzchnię co nie udawało się odkąd pamiętam…

A teraz coś obyczajowego. Chyba już przestanę się dziwić zdziczeniu języka polityki, bo okazuje się, że nadal politycy trzymają pewien poziom. Od jakiegoś czasu każdy w TV chce się jakoś wyróżniać, a na popularności zyskuje zwykłe chamstwo. Obarczany jest za to Wojewódzki, bo to on zaczął jako pierwszy „jazdy” po uczestnikach Idola. Jednak to, co odróżnia Wojewódzkiego od takiej grubej blondyny z TVN to fakt, że tamten jechał po faktycznych debilach i „gwiazdach”, a teraz po prostu w telewizji się ku*wi i jedzie po wszystkich i wszystkim dla zasady. Nigdy całego programu tej grubaski nie widziałem, widziałem tylko zapowiedzi i to mi wystarczy, jakby taka przyszła do mnie, do mojego domu lub restauracji to za ¾ swoich tekstów by zwyczajnie w ryj dostała, a ciemny lud przed telewizorami się tym podnieca. To samo te denne podróbki zachodnich programów z gotowaniem w tle – chamstwo i prostactwo. A szczytem jest puszczanie zapowiedzi programu, w której jeden z chyba prowadzących rzuca tekst o „pokazaniu dupy tradycji”. No to już jest ku*wa przesada!

Tak wiem, sam przeklinam, wręcz ku*wię niemiłosiernie, ale wg pewnych zasad. Nie klnę w domu i przy rodzicach, nie klnę w wypowiedziach oficjalnych, nie klnę wśród obcych, klnę tylko wtedy gdy jestem wśród ludzi, którym wiem, że moje wulgaryzmy przeszkadzać nie będą. Czasem przekleństwo jest potrzebne, żeby coś wyrazić lub podkreślić, dlatego nie razi mnie to w filmach, piosenkach itp. Zupełnie nie przeszkadza mi np. kawałek Liroya „Scyzork” – bo takim językiem mówiła subkultura, z której autor i target się wywodzą. Leję na to, że politycy w prywatnych rozmowach klną sobie soczyście, bo to były PRYWATNE rozmowy. Ale rzucanie przekleństwami w TV w porze obiadowej tylko po to, aby się pokazać, wyróżnić i zaimponować ciemnej widowni, że mogę skur*ić dowolnego uczestnika a on podkuli ogon to zwykłe prostactwo, na które nie powinno być przyzwolenia.

Na Moherowie też jest sporo przekleństw, kiedyś było więcej i nie były „gwiazdkowane”, ale taki już jest styl tej strony. Rozmawiam z Wami, jak z przyjaciółmi, na luzie i bez „krępacji”, stąd jakieś dziwne słowotwórstwa, pokręcone aluzje i wspomniane wulgaryzmy. Jestem chamem ze wsi, ale dobrze wychowanym i wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na soczyste kurwa mać! a kiedy nie.

No dobra, zrzuciłem z wątroby to i owo, wracam do codziennych wrzut, a może jeszcze dziś wrzucę coś do śmiechu – zobaczy się. Roboty mam sporo, jak chcecie zobaczyć, czym się zajmuję to zapraszam na mojego bloga >>>

 

 

Tabu tematem tabu

Chyba każde pokolenie patrząc na następne stuka się w czoło i zastanawia nad tym, co się stało, że do tego doszło? Taka już kolej rzeczy, że młodsi idą trochę inną ścieżką niż starsi, szokując tych drugich, a przynajmniej powodując zniesmaczenie. Ale to, co obserwujemy dzisiaj jest chyba bardziej zadziwiające niż wszelkie poprzednie pokoleniowe rewolucje.

Na początek może wyjaśnię o co mi chodzi. Faceci z torebkami w różowych rurkach, kolorowych okularach „zerówkach”, używający pomadek do ust, chodzący na solarium, do kosmetyczki zrobić sobie maseczkę, paznokcie i depilację to raz. Nastolatki nieodczuwające wstydu – 14-15 latki (a nawet młodsze) robiące sobie erotyczne samojebki i publikujące to na fejsie, żeby zgarniać lajki. Wzajemne obrzucanie się najgorszymi epitetami w komentarzach na rzeczonym fejsie, które ma być czymś w stylu droczenia. Małolaty ubierające się do szkoły w sposób, w jaki 15 lat temu wstydziły się ubierać przydrożne dziwki, nie wspomnę nawet o tym, jak ubierają się na dyskoteki. Małoletnie pary, które na ulicach wręcz się do siebie dobierają, puszczające się po krzakach i opuszczonych budynkach. Gównarzeria nie czująca żadnego respektu do starszych zachowująca się jak bydło (choć może bydła nie ma co się czepiać, jakby co bat zrozumie, obecna młodzież jest tak tępa, że można ją po łbie napier*alać a i tak nic do niej nie dotrze). Oczywiście to tylko uogólnienia, nie wszyscy są tacy, ale sami przyznajcie, że powyższe jest nader powszechne...

No więc co doprowadziło do takiego zdziczenia. Cóż, kiedyś, żeby kolegom zaimponować wystarczyło wejść na drzewo wyżej niż inni, uczepić się ciągnika jadąc na rowerze albo napisać „huj” na przystanku autobusowym. W dobie internetu to zupełnie nie ma znaczenia. Otóż net pozwolił zobaczyć, że można więcej, można bardziej, można a wręcz trzeba, żeby zaistnieć. Dzięki googlom bez trudu znajdziecie ludzi żrących własne odchody, tnących swoje genitalia siekierą albo gwałcących gniazdo os... A dzieciarnia ma chęć zaimponowania otoczeniu właśnie po to, aby wyróżnić się ze stada. Trzeba więc zrobić coś gorszego.

Tak samo z wyglądem współczesnych chłopaków. Jeśli w tv lansowane są wzory zniewieściałych gogusiów z seriali Disneya to jak zaimponować dziewczynom? Trzeba być bardziej zniewieściałym, do tego wystarczy dorobić ideę, że jest się prześladowanym lub wyśmiewanym za wygląd i mamy gotowy przepis na „zbuntowane ciacho”... Zobaczcie jak wyglądali na początku swojej kariery „bekstritbojsi”, którzy w owym czasie uchodzili za szczyt zniewieścienia i niemęskości. Przecież dzisiaj tak wystylizowani faceci uznani byliby za zgredów bez poczucia mody, albo za twardzieli. Jak przychodzi mi pokręcić się po jakimś centrum handlowym mam wrażenie, że w moich jeansach, skórze, t-shircie i półbutach wyglądam jak ufoludek w skafandrze, albo gość z innej epoki jak kolesie z „Goście, goście”.

A to wszystko przez internet, który zabił tytułowe tabu. Były tematy, których się nie poruszało, granice, których nikt normalny nie przekraczał. Dziś łamanie tabu jest sposobem na zaistnienie, każdy możne zobaczyć, że granic nie ma. Dlatego dzieciarnia nie wie, co dobre, a co złe, no bo jeśli fajna fotka dwóch koleżanek na ławeczce zapijających pepsi zbiera 1000 razy mniej lajków niż zrobione w toalecie w dyskotece zdjęcie dwóch roznegliżowanych i całujących się panienek, z których jedna ma obrzyganą bluzkę, to którą drogą pójdzie dzieciak, który jak tlenu potrzebuje akceptacji i poczucia wspólnoty z grupą?

 

Fkórf tygodnia

Kto ogląda Czarne Owce ten wie, że w każdym odcinku Dakan i Kierownik rozgadują się na temat tego, co ich ostatnio wkurw*ło, tak sobie myślę, że mi też się takie coś może przydać. Choćby ze względów terapeutycznych. Zacznę z grubej rury, no może z dwururki.

Ostatnio da się zauważyć pewną tendecję, nie wiem jak w damskich toaletach, ale w męskich zapanowała moda na rozsmarowywanie swoich gili po ścianach. Najpierw w pracy jakiś baran swoje smarki rozsmarował nad pisuarem w taki sposób, że aż piękne strugi w dół spłynęły... Ale to widać nie jednostkowy przypadek, bo ostatnio na stacji benzynowej to samo - stado gili na płytkach... No ja rozumiem, każdy dłubie w nosie, ja rozumiem, że coś urobkiem trzeba zrobić, jedni kulają, kulki, inni strzepują z palca do skutku, jeszcze inni wycierająw podeszwę buta lub nogawkę od środka, a ekstremiści zwyczajnie zjadają to co wygrzebią... No ale żeby kur*a na płytkach to rozsmarowywać? Szczyt szczytów jak gówno na Czomolungmie, czy jak tam się ta góra nazywa. 

Ale ja już wiem, czyja to wina. To wina facebooka! Homo fejsbookus jest nauczony, że wszystko musi wrzucić na "łola", więc odruchowo to co wygrzebie, cały syf wrzuca na ścianę toalety - naki nawyk. Póki co to są gile, ale jeśli tendencja pójdzie dalej, to tak jak na fejsie, ściany będą pełne gówna. Na fb można dodać smarującego do ignorowanych, w życiu żeby tego nie zobaczyć nie mam zamiaru okularów zdejmować, żeby się czasem nie umazać.

Tak więc drodzy smarujący, lepiej jak będziedzie te swoje urobki żreć, bylebyście przestali nimi smarować w toaletach po ścianach.

 

Uśmiech numeru

Przychodzi do klasy nowy nauczyciel.
- Nazywam się Arsienij Pietrowicz, jestem banderowcem. Dzieci, po kolei przedstawiajcie się tak samo jak ja.
- Nazywam się Oleg, jestem banderowcem.
- Nazywam się Irina, jestem banderówką.
- Nazywam się Witalik, jestem banderowcem.
- Nazywam się Wowoczka, jestem separatystą.
- Wowoczka, dlaczego jesteś separatystą !?!
- Moja mama jest separatystką, mój tata jest separatystą, moi przyjaciele są separatystami, więc ja także jestem separatystą.
- Wowoczka, a jeśliby twoja mama była by prostytutką, twój tata - pedofilem, siostra - dziwką, brat - ćpunem a przyjaciele - pedałami, to kim byś był wtedy ?
- Właśnie wtedy byłbym banderowcem.

No i nadejszła wiekopomna chwiła…

Niniejszym ja malkontent i maruda, cynik i komuch z alergią na prawicowo definiowany patriotyzm oświadczam wszem i wobec, że dawno, ale to dawno nie czułem się tak dumny z bycia Polakiem. Bo to nie byle sukces, że premier rządu, który zaledwie przez 10 lat jest członkiem UE obejmuje funkcję równoważną z prezydenturą. I żeby nie było, wybrany został w zadziwiającej jednomyślności (brakło tylko poparcia Litwy), a ciężko mają ostatnio dogadać się w Unii nawet w drobnych sprawach. Przyznam, że bardziej prawdopodobny wydawał mi się Radek S. na czele unijnej dyplomacji, ale stało się. Polak stoi na czele Unii Europejskiej, quasifederacji o potencjalne mocarstwa. Jest powód do dumy. Teraz też wyjaśnia się odrobinkę skręt Tuska w lewo po sejmowych wakacjach – Unia nie wybrałaby na przywódcę liberała, musiał pokazać lewy policzek aby nie przegrać na starcie.

A co to oznacza dla Polski? Powiedziano na ten temat wiele, ale przeważnie bzdury. Tusk nie będzie w stanie rzucać nam grosz za groszem, bo to nie jego kompetencja. Zasadniczo chodzi przede wszystkim o prestiż, ale Polak na czele UE ma jeszcze jedną zaletę – Polska będzie musiała brzmieć bardziej jednogłośnie z Unią, bo jakże to przeciwstawiać się własnemu prezydentowi UE?

Świat będzie raczej słuchał co ma do powiedzenia Polak na czele UE niż Polak na czele Polski, a ten w UE będzie musiał uważać co mówi. Ryzyko dyplomatycznych gaf z naszej strony drastycznie spada.

Tusk może i jest pierdołą i karierowiczem, ale nie można mu odmówić konsekwencji w działaniu i unikanie pochopnych kroków. Któż inny przeciwstawiłby się finansjerze w sprawie OFE? Kampania nienawiści wywołana w mediach przez finansjerę, której interesy zostały przycięte nie wystraszyła Tuska, nie zmiękł przed głupią retoryką i szantażem „rodzin smoleńskich”. Pod tym względem ma jaja i sądzę, że nie ma lepszego kandydata w Polsce na takie stanowisko.

Nadal nie lubię Tuska i jego ferajny, ale nawet Kaczor się ucieszył z jego wyboru, to czemu ja mam nie być z niego dumny. Osiągnął sukces, jakiego nikt przed nim z Polski nie osiągnął, bo porównywanie tego wyboru z wyborem Wojtyły na papieża jest dla mnie kretyństwem…

Trzymajmy kciuki za Tuska, no i za nas, bo co po Tusku? Kopacz to porażka… ale nikt inny premierem raczej nie zostanie. To będzie ciężki czas walki w PO o władzę po wodzu, korpus bez głowy zacznie się miotać w konwulsjach. Będzie niezłe zamieszanie na scenie politycznej, na którym wbrew pozorom może Platforma zyskać. Kaczor straci wroga nr 1, blask sukcesu Tuska opromieni PO i znów może wygrać wybory.

Rasowy komunista Tusk

No nie wiem jak Wam, ale mi wczorajsze deklaracje premiera Tuska bardzo się spodobały, brakło jeszcze tylko obietnicy stu milionów dla każdego… No ale bez drwin, poważnie, nowy program rządu to czyste lewactwo, SLD i jego program przy propozycjach rządu to liberliberalizm gospodarczy. Co z tego, że to przedwyborcza paplanina, bo nie wierzę, że Tusk przeszedł przemianę i dostrzegł, że czas zdjąć Balcerowicza z ołtarza i pójść śladem najlepszych socjaldemokracji Europy. Liberalny kapitalizm umarł na świecie, niewidzialna ręka rynku, która doprowadziła do ostatniej recesji jest pomału odgryzana przez światową gospodarkę, tylko w Polsce ciągle słuchają Balcerowicza i magików z Centrum im. A. Smitha – choć co raz rzadziej. O ironio, Polskę uratowało przed zagładą opóźnienie w liberalizowaniu gospodarki i smycz (choć baaaardzo długa) założona sektorowi bankowemu.Pięknie by było, gdyby Tusk faktycznie doszedł do tego, że odpowiedzialna społecznie polityka gospodarcza to jedyna słuszna droga rozwoju, po tylu latach za sterem można by się spodziewać takiego oświecenia, ale mam wrażenie, że podobnie jak Miller ponad 10 lat temu tak i Tusk po wyborach zapomni o lewej nodze, za to prawą zasadzi kopa lewicowemu elektoratowi, który na pewno po tych deklaracjach może być skłonny go poprzeć. Jakie to szczęście, że teraz są wybory do samorządu, gdzie przynajmniej ja oddaję głosy na ludzi, których znam, a nie na partie. Jeśli Tusk przymnie kurs na lewo i utrzyma go dłużej niż do wyborów samorządowych to może podczas następnych wyborów będę miał na kogo zagłosować…

Ta lewicowa retoryka może mieć jeszcze jedną przyczynę, nie chodzi tylko o podprowadzenie socjalistycznego elektoratu SLD i PiS (tam więcej jest socjalistów niż w SLD, szkoda tylko, że o brunatnym zabarwieniu…). To może być ukłon w stronę Millera w imię przyszłej koalicji. PO boi się przegranej w wyborach do parlamentu, więc musi jakoś umożliwić sobie koalicję z Sojuszem. Millerowi nie wypadałoby pchać się do liberalnego związku, ale jeśli Tusk utrzyma ton wypowiedzi to Miller może prowadzić kampanię pod hasłem koalicji z PO nawróconą na „lewicę”. Jedno jest pewne, jeśli do takiej koalicji dojdzie, to krótko będzie to koalicja PO-SLD, szybko zmieni się w stan „po SLD”…

A kiedyś to taka fajna partia była…