Zrzut z wątroby

 

Uff minęły dwa tygodnie od ostatniej wrzuty, chwila przerwy każdemu ponoć jest potrzebna, Wy ją dostaliście, ja nie bardzo… Jak zwykle na koniec września targi Agroshow wyjmują ponad tydzień z mojego życia, co rok jest to samo, tak samo, choć czasem zdarzają się rzeczy nietypowe. Ale co ja się będę o targach rozpisywał.

Mamy przecież nowy rząd, a w nim prawdziwe perełki jak „ministra”, co sama sobie odprawę dała albo Schetyna kierujący MSZ… Wielkie powroty i małe „niktosie” w rządzie to dość ciekawy eksperyment, oby tylko pacjent przeżył. Jedyne co może nam w związku z tą zmianą przynieść odrobinkę zabawy to Radek Sikorski na stołku marszałka sejmu. No powiem Wam szczerze, z taką niewyparzoną gębą jak jego może być wesoło do końca kadencji…

Nowa premier to spora zmiana, która nic nie zmieni. To gabinet cieni i cieniasów, które teraz będą tylko o wyborach w regionach, bo przecież każdy cieć wie, że lepsza posada radnego w mieście powiatowym niż ministra, lepiej być burmistrzem niż premierem, bo mniej ciekawskich oczu na ręce patrzy, a i decyzyjność bezpośrednia niemałych kwot dotyczy. Ot taki paradoks, że im niżej, tym lepiej.

A jak już przy samorządach jesteśmy to kampania rusza pełnym pędem. Obserwuję Włocławek, z racji bliskości, i doskonale widać zdziczenie i zdziwaczenie polityki lokalnej. To, że do stołków pchają się ludzie, którzy mają albo problemy ze zdrowiem psychicznym, albo nie mają wstydu żadnego przywykłem, to że obrzucają się gównem  też nie dziwi, ale że niektórzy się własnym zajadają to już mnie zadziwia. To ciekawe jak z własnych win i wad można robić swoje atuty… We Włocławku jest jeszcze jedna ciekawa tradycja – przed wyborami okazuje się, że spółki komunalne odczuwają silną potrzebę organizacji imprez plenerowych dla mieszkańców miasta. Nagle okazuje się, że festyny są wpisane w politykę promocji firm, których miasto jest właścicielem. 

Z drugiej jednak strony wybory mogłyby być co rok, bo nagle zaczęto remonty tam, gdzie do tej pory się podobno nie dało, nawet aleja Kazika we Włocławku zyskuje nową nawierzchnię co nie udawało się odkąd pamiętam…

A teraz coś obyczajowego. Chyba już przestanę się dziwić zdziczeniu języka polityki, bo okazuje się, że nadal politycy trzymają pewien poziom. Od jakiegoś czasu każdy w TV chce się jakoś wyróżniać, a na popularności zyskuje zwykłe chamstwo. Obarczany jest za to Wojewódzki, bo to on zaczął jako pierwszy „jazdy” po uczestnikach Idola. Jednak to, co odróżnia Wojewódzkiego od takiej grubej blondyny z TVN to fakt, że tamten jechał po faktycznych debilach i „gwiazdach”, a teraz po prostu w telewizji się ku*wi i jedzie po wszystkich i wszystkim dla zasady. Nigdy całego programu tej grubaski nie widziałem, widziałem tylko zapowiedzi i to mi wystarczy, jakby taka przyszła do mnie, do mojego domu lub restauracji to za ¾ swoich tekstów by zwyczajnie w ryj dostała, a ciemny lud przed telewizorami się tym podnieca. To samo te denne podróbki zachodnich programów z gotowaniem w tle – chamstwo i prostactwo. A szczytem jest puszczanie zapowiedzi programu, w której jeden z chyba prowadzących rzuca tekst o „pokazaniu dupy tradycji”. No to już jest ku*wa przesada!

Tak wiem, sam przeklinam, wręcz ku*wię niemiłosiernie, ale wg pewnych zasad. Nie klnę w domu i przy rodzicach, nie klnę w wypowiedziach oficjalnych, nie klnę wśród obcych, klnę tylko wtedy gdy jestem wśród ludzi, którym wiem, że moje wulgaryzmy przeszkadzać nie będą. Czasem przekleństwo jest potrzebne, żeby coś wyrazić lub podkreślić, dlatego nie razi mnie to w filmach, piosenkach itp. Zupełnie nie przeszkadza mi np. kawałek Liroya „Scyzork” – bo takim językiem mówiła subkultura, z której autor i target się wywodzą. Leję na to, że politycy w prywatnych rozmowach klną sobie soczyście, bo to były PRYWATNE rozmowy. Ale rzucanie przekleństwami w TV w porze obiadowej tylko po to, aby się pokazać, wyróżnić i zaimponować ciemnej widowni, że mogę skur*ić dowolnego uczestnika a on podkuli ogon to zwykłe prostactwo, na które nie powinno być przyzwolenia.

Na Moherowie też jest sporo przekleństw, kiedyś było więcej i nie były „gwiazdkowane”, ale taki już jest styl tej strony. Rozmawiam z Wami, jak z przyjaciółmi, na luzie i bez „krępacji”, stąd jakieś dziwne słowotwórstwa, pokręcone aluzje i wspomniane wulgaryzmy. Jestem chamem ze wsi, ale dobrze wychowanym i wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na soczyste kurwa mać! a kiedy nie.

No dobra, zrzuciłem z wątroby to i owo, wracam do codziennych wrzut, a może jeszcze dziś wrzucę coś do śmiechu – zobaczy się. Roboty mam sporo, jak chcecie zobaczyć, czym się zajmuję to zapraszam na mojego bloga >>>

 

 

Tabu tematem tabu

Chyba każde pokolenie patrząc na następne stuka się w czoło i zastanawia nad tym, co się stało, że do tego doszło? Taka już kolej rzeczy, że młodsi idą trochę inną ścieżką niż starsi, szokując tych drugich, a przynajmniej powodując zniesmaczenie. Ale to, co obserwujemy dzisiaj jest chyba bardziej zadziwiające niż wszelkie poprzednie pokoleniowe rewolucje.

Na początek może wyjaśnię o co mi chodzi. Faceci z torebkami w różowych rurkach, kolorowych okularach „zerówkach”, używający pomadek do ust, chodzący na solarium, do kosmetyczki zrobić sobie maseczkę, paznokcie i depilację to raz. Nastolatki nieodczuwające wstydu – 14-15 latki (a nawet młodsze) robiące sobie erotyczne samojebki i publikujące to na fejsie, żeby zgarniać lajki. Wzajemne obrzucanie się najgorszymi epitetami w komentarzach na rzeczonym fejsie, które ma być czymś w stylu droczenia. Małolaty ubierające się do szkoły w sposób, w jaki 15 lat temu wstydziły się ubierać przydrożne dziwki, nie wspomnę nawet o tym, jak ubierają się na dyskoteki. Małoletnie pary, które na ulicach wręcz się do siebie dobierają, puszczające się po krzakach i opuszczonych budynkach. Gównarzeria nie czująca żadnego respektu do starszych zachowująca się jak bydło (choć może bydła nie ma co się czepiać, jakby co bat zrozumie, obecna młodzież jest tak tępa, że można ją po łbie napier*alać a i tak nic do niej nie dotrze). Oczywiście to tylko uogólnienia, nie wszyscy są tacy, ale sami przyznajcie, że powyższe jest nader powszechne...

No więc co doprowadziło do takiego zdziczenia. Cóż, kiedyś, żeby kolegom zaimponować wystarczyło wejść na drzewo wyżej niż inni, uczepić się ciągnika jadąc na rowerze albo napisać „huj” na przystanku autobusowym. W dobie internetu to zupełnie nie ma znaczenia. Otóż net pozwolił zobaczyć, że można więcej, można bardziej, można a wręcz trzeba, żeby zaistnieć. Dzięki googlom bez trudu znajdziecie ludzi żrących własne odchody, tnących swoje genitalia siekierą albo gwałcących gniazdo os... A dzieciarnia ma chęć zaimponowania otoczeniu właśnie po to, aby wyróżnić się ze stada. Trzeba więc zrobić coś gorszego.

Tak samo z wyglądem współczesnych chłopaków. Jeśli w tv lansowane są wzory zniewieściałych gogusiów z seriali Disneya to jak zaimponować dziewczynom? Trzeba być bardziej zniewieściałym, do tego wystarczy dorobić ideę, że jest się prześladowanym lub wyśmiewanym za wygląd i mamy gotowy przepis na „zbuntowane ciacho”... Zobaczcie jak wyglądali na początku swojej kariery „bekstritbojsi”, którzy w owym czasie uchodzili za szczyt zniewieścienia i niemęskości. Przecież dzisiaj tak wystylizowani faceci uznani byliby za zgredów bez poczucia mody, albo za twardzieli. Jak przychodzi mi pokręcić się po jakimś centrum handlowym mam wrażenie, że w moich jeansach, skórze, t-shircie i półbutach wyglądam jak ufoludek w skafandrze, albo gość z innej epoki jak kolesie z „Goście, goście”.

A to wszystko przez internet, który zabił tytułowe tabu. Były tematy, których się nie poruszało, granice, których nikt normalny nie przekraczał. Dziś łamanie tabu jest sposobem na zaistnienie, każdy możne zobaczyć, że granic nie ma. Dlatego dzieciarnia nie wie, co dobre, a co złe, no bo jeśli fajna fotka dwóch koleżanek na ławeczce zapijających pepsi zbiera 1000 razy mniej lajków niż zrobione w toalecie w dyskotece zdjęcie dwóch roznegliżowanych i całujących się panienek, z których jedna ma obrzyganą bluzkę, to którą drogą pójdzie dzieciak, który jak tlenu potrzebuje akceptacji i poczucia wspólnoty z grupą?

 

Fkórf tygodnia

Kto ogląda Czarne Owce ten wie, że w każdym odcinku Dakan i Kierownik rozgadują się na temat tego, co ich ostatnio wkurw*ło, tak sobie myślę, że mi też się takie coś może przydać. Choćby ze względów terapeutycznych. Zacznę z grubej rury, no może z dwururki.

Ostatnio da się zauważyć pewną tendecję, nie wiem jak w damskich toaletach, ale w męskich zapanowała moda na rozsmarowywanie swoich gili po ścianach. Najpierw w pracy jakiś baran swoje smarki rozsmarował nad pisuarem w taki sposób, że aż piękne strugi w dół spłynęły... Ale to widać nie jednostkowy przypadek, bo ostatnio na stacji benzynowej to samo - stado gili na płytkach... No ja rozumiem, każdy dłubie w nosie, ja rozumiem, że coś urobkiem trzeba zrobić, jedni kulają, kulki, inni strzepują z palca do skutku, jeszcze inni wycierająw podeszwę buta lub nogawkę od środka, a ekstremiści zwyczajnie zjadają to co wygrzebią... No ale żeby kur*a na płytkach to rozsmarowywać? Szczyt szczytów jak gówno na Czomolungmie, czy jak tam się ta góra nazywa. 

Ale ja już wiem, czyja to wina. To wina facebooka! Homo fejsbookus jest nauczony, że wszystko musi wrzucić na "łola", więc odruchowo to co wygrzebie, cały syf wrzuca na ścianę toalety - naki nawyk. Póki co to są gile, ale jeśli tendencja pójdzie dalej, to tak jak na fejsie, ściany będą pełne gówna. Na fb można dodać smarującego do ignorowanych, w życiu żeby tego nie zobaczyć nie mam zamiaru okularów zdejmować, żeby się czasem nie umazać.

Tak więc drodzy smarujący, lepiej jak będziedzie te swoje urobki żreć, bylebyście przestali nimi smarować w toaletach po ścianach.

 

Uśmiech numeru

Przychodzi do klasy nowy nauczyciel.
- Nazywam się Arsienij Pietrowicz, jestem banderowcem. Dzieci, po kolei przedstawiajcie się tak samo jak ja.
- Nazywam się Oleg, jestem banderowcem.
- Nazywam się Irina, jestem banderówką.
- Nazywam się Witalik, jestem banderowcem.
- Nazywam się Wowoczka, jestem separatystą.
- Wowoczka, dlaczego jesteś separatystą !?!
- Moja mama jest separatystką, mój tata jest separatystą, moi przyjaciele są separatystami, więc ja także jestem separatystą.
- Wowoczka, a jeśliby twoja mama była by prostytutką, twój tata - pedofilem, siostra - dziwką, brat - ćpunem a przyjaciele - pedałami, to kim byś był wtedy ?
- Właśnie wtedy byłbym banderowcem.

No i nadejszła wiekopomna chwiła…

Niniejszym ja malkontent i maruda, cynik i komuch z alergią na prawicowo definiowany patriotyzm oświadczam wszem i wobec, że dawno, ale to dawno nie czułem się tak dumny z bycia Polakiem. Bo to nie byle sukces, że premier rządu, który zaledwie przez 10 lat jest członkiem UE obejmuje funkcję równoważną z prezydenturą. I żeby nie było, wybrany został w zadziwiającej jednomyślności (brakło tylko poparcia Litwy), a ciężko mają ostatnio dogadać się w Unii nawet w drobnych sprawach. Przyznam, że bardziej prawdopodobny wydawał mi się Radek S. na czele unijnej dyplomacji, ale stało się. Polak stoi na czele Unii Europejskiej, quasifederacji o potencjalne mocarstwa. Jest powód do dumy. Teraz też wyjaśnia się odrobinkę skręt Tuska w lewo po sejmowych wakacjach – Unia nie wybrałaby na przywódcę liberała, musiał pokazać lewy policzek aby nie przegrać na starcie.

A co to oznacza dla Polski? Powiedziano na ten temat wiele, ale przeważnie bzdury. Tusk nie będzie w stanie rzucać nam grosz za groszem, bo to nie jego kompetencja. Zasadniczo chodzi przede wszystkim o prestiż, ale Polak na czele UE ma jeszcze jedną zaletę – Polska będzie musiała brzmieć bardziej jednogłośnie z Unią, bo jakże to przeciwstawiać się własnemu prezydentowi UE?

Świat będzie raczej słuchał co ma do powiedzenia Polak na czele UE niż Polak na czele Polski, a ten w UE będzie musiał uważać co mówi. Ryzyko dyplomatycznych gaf z naszej strony drastycznie spada.

Tusk może i jest pierdołą i karierowiczem, ale nie można mu odmówić konsekwencji w działaniu i unikanie pochopnych kroków. Któż inny przeciwstawiłby się finansjerze w sprawie OFE? Kampania nienawiści wywołana w mediach przez finansjerę, której interesy zostały przycięte nie wystraszyła Tuska, nie zmiękł przed głupią retoryką i szantażem „rodzin smoleńskich”. Pod tym względem ma jaja i sądzę, że nie ma lepszego kandydata w Polsce na takie stanowisko.

Nadal nie lubię Tuska i jego ferajny, ale nawet Kaczor się ucieszył z jego wyboru, to czemu ja mam nie być z niego dumny. Osiągnął sukces, jakiego nikt przed nim z Polski nie osiągnął, bo porównywanie tego wyboru z wyborem Wojtyły na papieża jest dla mnie kretyństwem…

Trzymajmy kciuki za Tuska, no i za nas, bo co po Tusku? Kopacz to porażka… ale nikt inny premierem raczej nie zostanie. To będzie ciężki czas walki w PO o władzę po wodzu, korpus bez głowy zacznie się miotać w konwulsjach. Będzie niezłe zamieszanie na scenie politycznej, na którym wbrew pozorom może Platforma zyskać. Kaczor straci wroga nr 1, blask sukcesu Tuska opromieni PO i znów może wygrać wybory.

Rasowy komunista Tusk

No nie wiem jak Wam, ale mi wczorajsze deklaracje premiera Tuska bardzo się spodobały, brakło jeszcze tylko obietnicy stu milionów dla każdego… No ale bez drwin, poważnie, nowy program rządu to czyste lewactwo, SLD i jego program przy propozycjach rządu to liberliberalizm gospodarczy. Co z tego, że to przedwyborcza paplanina, bo nie wierzę, że Tusk przeszedł przemianę i dostrzegł, że czas zdjąć Balcerowicza z ołtarza i pójść śladem najlepszych socjaldemokracji Europy. Liberalny kapitalizm umarł na świecie, niewidzialna ręka rynku, która doprowadziła do ostatniej recesji jest pomału odgryzana przez światową gospodarkę, tylko w Polsce ciągle słuchają Balcerowicza i magików z Centrum im. A. Smitha – choć co raz rzadziej. O ironio, Polskę uratowało przed zagładą opóźnienie w liberalizowaniu gospodarki i smycz (choć baaaardzo długa) założona sektorowi bankowemu.Pięknie by było, gdyby Tusk faktycznie doszedł do tego, że odpowiedzialna społecznie polityka gospodarcza to jedyna słuszna droga rozwoju, po tylu latach za sterem można by się spodziewać takiego oświecenia, ale mam wrażenie, że podobnie jak Miller ponad 10 lat temu tak i Tusk po wyborach zapomni o lewej nodze, za to prawą zasadzi kopa lewicowemu elektoratowi, który na pewno po tych deklaracjach może być skłonny go poprzeć. Jakie to szczęście, że teraz są wybory do samorządu, gdzie przynajmniej ja oddaję głosy na ludzi, których znam, a nie na partie. Jeśli Tusk przymnie kurs na lewo i utrzyma go dłużej niż do wyborów samorządowych to może podczas następnych wyborów będę miał na kogo zagłosować…

Ta lewicowa retoryka może mieć jeszcze jedną przyczynę, nie chodzi tylko o podprowadzenie socjalistycznego elektoratu SLD i PiS (tam więcej jest socjalistów niż w SLD, szkoda tylko, że o brunatnym zabarwieniu…). To może być ukłon w stronę Millera w imię przyszłej koalicji. PO boi się przegranej w wyborach do parlamentu, więc musi jakoś umożliwić sobie koalicję z Sojuszem. Millerowi nie wypadałoby pchać się do liberalnego związku, ale jeśli Tusk utrzyma ton wypowiedzi to Miller może prowadzić kampanię pod hasłem koalicji z PO nawróconą na „lewicę”. Jedno jest pewne, jeśli do takiej koalicji dojdzie, to krótko będzie to koalicja PO-SLD, szybko zmieni się w stan „po SLD”…

A kiedyś to taka fajna partia była…

Who the fuck is Rafalala

 Głupota naszego narodu oraz mediów już dawno przestała mnie dziwić, mało co jest w stanie mnie zaskoczyć w kwestii zidiocenia i zidiocania, ale ostatnia afera z Zawiszą i jakimś Rafalalą rozpierdzieliła mnie jak ekspres samobójcę.

To, że Zawisza należy do tej części ciemnoty, za którą jest już tylko czarna dziura nie jest niespodzianką, ale ciągle nie mogę zrozumieć jak on i jemu podobni uwielbiają sobie utrudniać życie. Gdyby ów obrońca moralności nie zgodził się pokazać w TV z kimś z gatunku, do którego pała nienawiścią i nie zaczął odpierdzielać nikt nie wiedziałby kto to jest ten czy ta Rafalala – ja nie wiedziałem i przyznam szczerze, widok tej gęby jest dla mnie nadal traumatycznym przeżyciem. Nie mam nic przeciwko transwestytom czy transseksualistą, ale takie coś jak ta cała Rafalala to nie żaden transwestyta tylko zwykły frajer-pozer. Swoje problemy z seksualnością zamienił w jakąś tanią groteskę a teraz dzięki Zawiszy bryluje to „coś” na salonach i w mediach, robiąc dla środowiska transwestytów i transseksualistów więcej złego niż dobrego.

Tak więc panie Zawisza, Zawiszu, a ch*j z tym, panie z ciemnogrodu, to pan uczyniłeś z tego czegoś gwiazdę i symbol walki z prześladowaniami na tle seksualności, pan sprawiłeś, że ten/ta/to Rafalala będzie pokazywane w przekaziorach i powiem panu szczerze, nie wybaczą tego panu pańscy współtowarzysze z prawej strony, nie wybaczą ludzie z kręgów trans i nie wybaczę tego panu ja – człowiek, który to całe zamieszanie ma w dupie, ale przez pana został narażony na widok tej szkarady… No sory, no niech się w kobiece ciuszki przebiera ale oglądanie tej facjaty do przyjemności nie należy, i nie chodzi o jego/jej/tego seksualność, to coś jest po prostu szkaradne! To ja już wolę babę z brodą, niż z taką gębą.

Swoją drogą niech mi ktoś wyjaśni jakim cudem to Rafalala znalazło się w TV, bo co pozuje z chu*em z warzyw i wrzuca zdjęcia na swojego bloga? Co to za walka z równouprawnieniem? To farsa i komediodramat. A teraz to coś, czego poziom artystyczny wyrażany na blogu jest na poziome gęstego osadu w szambie będzie pisać książkę. I znajdzie się idiota, który to wyda, znajdą się kretyni, którzy to kupią i nawet tacy, którzy to przeczytają. A ludzie, którzy w kulturalny sposób mają coś wartościowego do powiedzenia nie mają na to szansy, bo nie chcą gołą dupą świecić ani lać komuś w twarz wodę przed kamerami.

Co za czasy…

Czas mierzony nietypowo

ŁONA to jedyny raper, którego można słuchać bez końca i którego da się słuchać z włączonym mózgiem. W jego repertuarze jest kawałek o przemijaniu, w którym o upływie czasu przypomina mu ciepły kaloryfer. Wiecie, coś w tym jest, że czasu najczęściej nie mierzymy w sekundach, minutach i godzinach, ale w zupełnie nietypowych jednostkach – każdy w swoich.

Nie musiałem się długo zastanawiać, żeby zidentyfikować swoje jednostki czasu, od wielu lat pozostają niezmiennie, choć zmieniają się odrobinkę. O upływie dni przypomina mi blister Betalocu, po który muszę sięgać codzienne. Przez jakiś czas obywałem się bez niego, ale znów wrócił jako deser do śniadania. Kiedyś tą samą funkcję pełnił Ketonal, ale Betaloc jest w tym lepszy – na blistrach nadrukowane są nazwy dni tygodnia, więc nie sposób się pogubić.

Tygodnie też mierzę nietypowo – kolejnymi numerami Tygodnika NIE, gdy kończę czytać każdy kolejny numer mam wrażenie, że zaraz będzie weekend, nawet jeśli czytanie kończę w poniedziałek. Czas tygodnikiem mierzę prawie 15 lat, ale początkowo nieregularnie. Za to od deski do deski przeczytałem każdy numer, który ukazał się w XXI wieku. Dawno temu NIE ukazywało się w poniedziałki, teraz NIE kończy tydzień w piątek, więc się okres rozrachunkowy zmienił odrobinkę.

Miesiące odliczam spłatami, od początku dorosłości niemal spłacam coś, jakąś ratę lub rachunek, więc przywykłem do comiesięcznego rytuału – nie ważne którego dnia miesiąca płacę ratę, ubywanie kolejnych rat jest skuteczniejsze w przypominaniu o przemijaniu niż ciepły kaloryfer ŁONY.

Rok „obrachunkowy” kończy się dla mnie już od jakiegoś czasu kolejnymi wystawami Agroshow. Czas w pracy i po pracy płynie w tym rytmie przypominając o kolejnych mijających latach, mityczne Agroshow wyznacza granicę, jednoznacznie krzyczy w twarz, że minął kolejny rok, rok w którym już nie miało być Agroshow…

Ale jest jeszcze jedna jednostka mierząca czas i boleśnie przypominająca o przemijaniu. Od kilku lat w Wigilię robimy sobie rodzinne zdjęcie – tak, jestem ateistą, ale każda okazja jest dobra aby spotkać się w rodzinnym gronie, więc nie wybrzydzam. Niemal każdego roku zdjęcie jest inne, niestety ostatnio częściej kogoś ubywa niż przybywa… Ta jednostka czasu budzi więc mieszane uczucia, z jednej strony niezwykle ciepło i miło ogląda się takie zdjęcie, ale jest tak póki nie porówna się zdjęcia z tym sprzed roku…

A Wy czym mierzycie czas? Pomyślcie chwilkę a sami się zdziwicie.

Wakacyjne pitolenie

 „Waaaakaaaacje, znów będą waaaakaaaacje, na pewno mam raaaaaację, wakacje będą znów.” I znów jak zwykle będą nie dla mnie… Ale tym razem nie narzekam aż tak bardzo jak zwykle, bo chociaż ręce mi już odpadają a głowa pęka od zmęczenia, to zmęczony jestem fotografią, a to akurat jest zajebiste. Tak fotograficznego roku nie miałem do tej pory i mam nadzieję, że kolejne będą tylko lepsze.

No ale to blog o zabarwieniu politycznym i trzeba by coś o polityce powiedzieć, no ale o czym tu pisać jak w polityce wakacje na całego. Nic spektakularnego się nie dzieje w okolicach Wisły, bo jak ktoś nie na wakacjach to przeżywa orgazmy z okazji powstania warszawskiego i cudu nad Wisłą. Patriotyczno-narodowy miesiąc, ku*wa jego mać! A to wszystko przez to, że sierpień jest miesiącem abstynencji…

Na szczęście w Europie się dzieje, zwłaszcza na Ukrainie, która znów stygnie. Konwój, który śledziły media żądne krwi okazał się jednak pomocą humanitarną, przy której busy z pomocą wysyłane z Polski wyglądają, delikatnie rzecz ujmując, blado. Doniesienia o czołgach i wozach pancernych armii rosyjskiej na Ukrainie też okazują się bzdurą, nawet o zestrzelonym boeingu cisza jak serią, znaczy się makiem zasiał… Co się stało?

Ano Rosja pokazała Europie co znaczy jej gospodarka, zamknęli się na eksport z Polski i na europejskich salonach powiało grozą, że im też zamkną furtki. A do tego jeszcze mogą kurki przykręcić i wtedy będzie problem. Na zachód od Odry dobrze wiedzą, że Putin wschodniej Ukrainy nie zajmie, uzależni od siebie ale nie anektuje jak Krymu, bo tak naprawdę miejscowi tego nie chcą. Buntują się przeciwko Kijowowi, ale nie chcą do Moskwy, chcą się czuć bezpiecznie, a wizja ojczyzny rządzonej przez oligarchów przy pomocy faszystowskich bojówek nie za bardzo im się podoba. Tylko Polaczki rzucają się okropnie a Obama wykorzystuje biało-czerwonego ratlerka do kąsania po kostkach Putina w imię swoich interesów.

No dobra, dosyć o Ukrainie, trochę o sporcie. ME w lekkoatletyce okazały się bardzo owocne jak na nasze polskie możliwości. Gratulacje bez złośliwości dla wszystkich medalistów i całej masy tych, którzy dość dobrze wypadli mimo, że medalu nie zdobyli. Szczególnie jednak trzeba pogratulować naszemu maratończykowi, który wywalczył pierwsze w historii srebro w maratonie. A takie gratulacje należą się jemu szczególnie, bo od komentatorów TVP otrzymał „milczący aplauz” podczas ceremonii wręczania medali. Może i mieli oni problemy techniczne, ale póki jeszcze był dźwięk między wierszami szło usłyszeć coś, co można odczytać jako: „no i teraz medal dla czarnucha, no zdobył, wstyd jak ch*j, że czarny w naszych barwach, medal jest medal, ale bez niego by się obyło, ale skoro jest, to niech sobie będzie”. Ludzie, żadnej radości, żadnej dumy, nic. I my się nazywamy tolerancyjnym państwem XXI wieku…