Prorocze kino?

Wczoraj wieczorem w ramach łapania chwili oddechu po wyczerpującym weekendzie (normalni ludzie w weekend odpoczywają, ja pracuję, normalni ludzie mają czas, żeby się wyspać, ja spałem parę godzin…) obejrzałem sobie po raz których „Uciekiniera” z Arnoldem S. w roli głównej. To jeden z filmów, który pokazuje nasze czasy jako odległą przyszłość, która najczęściej jest zdegenerowana. Film jak to przystało na lata osiemdziesiąte ze specyficznym klimatem i tekstami w stylu „Ja tu jeszcze wrócę” pokazuje świat, który miał być w 2019 roku w ciekawy sposób.

Twórcy nie wysilali się za dużo z „przewidywaniem” przyszłości, są co prawda karty pamięci, futurystycznie wyglądające pojazdy i stroje, ale są też i wpadki, jak np. nagroda dla widza teleturnieju w postaci kasety VHS. Kto dziś jeszcze ma odtwarzacz i go używa?

No dobra, ale nie o tym chciałem. W świecie z „Uciekiniera” władze ogłupiają lud krwawym teleturniejem, w którym łowcy polują na „degeneratów”. Oczywiście wszystko jest zmanipulowane, nawet jeśli ktoś przetrwa teleturniej i tak kończy jako sztywniak. Rząd wrabia dzielnego wojaka, który nie chciał strzelać do cywilów demonstrujących o chleb, a on musi teraz przetrwać teleturniej. Łowcy mają oczywistą przewagę i mogą stosować dowolne chwyty, uciekinierzy mają przesrane. Jak przystało na Arnolda pokonuje przeciwników, dołącza do ruchu oporu, przejmuje telewizję i wykańcza obłudnego prezentera, który jest twarzą znienawidzonej władzy w rządowej telewizji.

Tyle o fabule – czas przejść do rzeczy. Otóż ten prezenter w pewnym momencie (gdy łowcy giną rząd zaczyna panikować) kłócąc się z kimś z władz mówi: „chcieliście, żeby ludzie zamiast strajkować gapili się w telewizor, więc wam to dałem”. I tu właśnie powinna zapalić się nam mała lampeczka, która oznacza, że ktoś nas robi w konia. Przewidywania przyszłości rodem z „Uciekiniera” nie mają wiele wspólnego z naszymi czasami, ale w tej kwestii nie wiele się pomylono. Zastanawialiście się nie raz, czemu na każdym kanale leci jakiś debilny turniej, tańce z gwiazdami, z gwiazdami na lodzie, o twarzy brzmiącej znajomo, jak oni śpiewają, mam talenty i inne idole. Otóż to jest właśnie realizacja myśli z „Uciekiniera”, media dają nam papkę, która ma zająć naszą uwagę, zmarnować czas i wyłączyć myślenie, żeby nam nie przyszło do głowy zastanowić się nad rzeczywistością i chcieć ją zmieniać. Mamy być tępymi konsumentami, którzy mają harować w pogoni za potrzebami, które nam wmówiono, a których spełnienie jest niemożliwe, bo ciągle podsycane są na nowo. Powiecie, że przesadzam, przecież nikt nikogo nie morduje w tv. A ja Wam powiem, że to kwestia czasu. Tylko czekać, aż ktoś na to pozwoli, bo lud już tego chce. Pomyślcie, czy ktoś by robił wielkie halo, gdyby na początku tego roku ktoś zrobił zawody pt. „Upoluj Mariusza T.” albo „Z widłami na bestię”? Tak naprawdę, to chyba nie mamy jeszcze tak źle, żeby nas musiano takim czymś karmić, na razie wystarczą wydurniające się gwiazdy, które słyną z tego, że są słynne i takie programy jak „Ryzykanci”. Na zachodzie od lat są popularne różne turnieje sprawnościowe, gdzie ludzie dają się obijać, wrzucać do wody albo błota. Ostatnio pojawił się pomysł reality show, w którym kobiety mają w samotności rodzić dzieci bez niczyjej pomocy. W „Ryzykantach” lata temu ludzie dawali się głodzić i karmić byle gównem dla nagrody, a my to oglądaliśmy z wypiekami na twarzy. Tylko czekać, jak nam się to znudzi i zażądamy ludzkiej krwi na pile łańcuchowej zamiast byczej krwi jako napoju do kolacji.

Takie turnieje jak z „Uciekiniera” pojawią się na pewno, już nam wmówiono, że pedofil to nie człowiek ale bestia i zwierzę (no chyba, że nosi sutannę, wtedy to ofiara spisku), że komuch i jego dzieci do dziesiątego pokolenia są śmieciami i nie mają prawa do człowieczeństwa itp. itd. Bez trudu media wcisną nam każdy kit, to tylko kwestia czasu…

Wielkie zjednoczenie?

Szkok - Palikot z Millerem podają sobie ręce... Jednoczą się... Lewicowa partia, która z lewicą ma nie za dużo wspólnego i partia lewicowa, która ostatnio się przestaje do swojej lewicowości przyznawać. Oj mamy lewicę w Polsce... 

Jak to się stało, że w każdym praktycznie europejskim kraju ruch lewicowy odgrywa znaczącą rolę, dumnie broni interesów słabszych i idei wolnościowych? Dlaczego u nas przyznać się do lewicowości to tak jakby przy wigilijnej kolacji puścić soczystego bąka? Podobno to wina traumy z czasów PRL, że niby socjalista to od razu zbrodniarz komunistyczny. Czemu socjalizm to taki wstyd? 

Dlaczego pozwoliliśmy sobie wmówić, że lewicowe poglądy to zbrodnia, dlaczego mamy my socjaliści odpowiadać za zbrodnie czasów stalinowskich, które z socjalizmem miały tyle wspólnego co nic. To byli bardziej narodowcy niż socjaliści, tyle że zamiast w boga wierzyli w Stalina. Bycie socjalistą to nic złego, nie bójmy się tego, może wtedy będziemy mieć w Polsce prawdziwie lewicową lewicę, która dumnie walczyć będzie o dobro słabszych. Nie będziemy mieli Millera, który będąc premierem klęczał przed klerem, Palikota, który zmieni front jak tylko dostrzeże nową okazję do lansu ani Sierakowskiego, który ze swojej kobiety robił przez pięć lat murzyna...

Lewico obudź się, nie dajmy się zaszczekać prawicowym oszołomom, nawet gdybyśmy wzięli na siebie winy stalinizmu i leninizmu, to i tak katolicy i prawicowcy mają więcej do wzięcia na swoje barki.

 

Węglowy taśmociąg

Afera taśmowa ciągnie się i rozwija, robi się co raz ciekawiej. Oczywiście służby niespecjalne nadal się kompromitują, tak jak prokuratura, która filmami udowadniała, że jej wysłannicy to niewinne baranki i ogólnie są cacy bo grzecznie prosili i błagali... No jak my takie mamy charty sprawiedliwości to ja się zastanawiam, czy nie kupić sobie kota - żaden mnie nie ruszy bo się wystraszy... 

Podobno za całą tą aferą stoją zamieszani w przekręty związane z węglem. Afera węglowa, która jest bardzo pomału ujawniana, to pryszcz w porównaniu z wcześniejszymi. Poczytajcie sobie artykuł z pierwszej strony ostatniego numeru "NIE" - w skrócie: sieć układów między dyrektorami kopalń a handlarzami węglem doprowadziła do tego, że kopalnie sprzedają węgiel najwyższej jakości po 600-700 zł za tonę, handlarze sprzedają ten węgiel zmieszany z tanim importowanym dziadostwem za nawet 1000 zł. W efekcie ludzie kupują rzekomo "polski" węgiel za grube pieniądze, który okazuje się być gówniany... Co więcej, przez takie upłynnianie węgla importowanego polskie kopalnie nie mają rynku zbytu i wydobywają węgiel "na plac", górnikom płacić muszą a węgla nie mają gdzie sprzedać. Jeszcze lepszy "myczek" to fakt, że węgiel jest towarem parującym, tzn. z tych hałd węgla ubywa w niewyjaśniony dotąd sposób - tu zginie węgiel za 10 mln zł, gdzie indziej zniknęło węgla za 100 mln zł... W jednej z kopalni po ujawnieniu takich niedoborów ukarano naganą jedną osobę za nieścisłości w rachunkach... Podobno o wszystkim dowiedział się Tusk, który zje*ał wraz z Sienkiewiczem parę osób i kazał służbom zrobić z tym porządek. 

Coś w tym może być, gdyż dziwnym trafem nie nagrano nikogo z PSL, który ma bardzo rączki węglem upaprane... A nawet jeśli nagrano, to nagrań nie ujawniono. Tak długi okres rządów tej samej ekipy ma wiele wad, ale w tym przypadku może wyjść nam na dobre. Układy i układziki trzymają się dobrze, bo zmiana władzy je zamazuje, jedne zastępują drugie tak szybko, że nie można ich zauważyć. Poza tym nowe ekipy skupiają się na tym jak zarobić, a nie tracą czasu na szukanie przekrętów poprzedników. Teraz układy są już zasiedziałe, przekręty tak wielkie, że nie idzie tego zatuszować. Tusk jeśli chce jeszcze istnieć w polityce musi zrobić z tym porządek. I proszę nie być naiwnymi, Tusk w tym palców nie maczał. Przekrętów już nie robi się na szczeblu ministrów, przekręty robi się niżej bez wiedzy góry. Góra jest ciągle obserwowana, dół robi co chce. Może coś z tego będzie pozytywnego?

A jak już jesteśmy przy pozytywach. Nigdy nie lubiłem Sikorskiego, wkurzał mnie tą swoją minką lalusia i amerykańskim włazidupstwem. Okazuje się jednak, że ma charakter. Sądzili wszyscy, że jest on do szpiku proamerykański, a tymczasem bardzo trafnie ocenił nasze wzajemne relacje z USA. Złapał plusa. Jednak martwi mnie jedna rzecz, czemu wbrew sobie oficjalnie tak właził Ameryce po samo jelito cienkie? Żeby była jasność nie tylko on. Skąd ta hipokryzja? 

Taśmy ujawniły raczej więcej dobrego niż złego. To, że sobie ministrowie "poku*wią" przy piwie mam gdzieś, ale poza Nowakiem, wszyscy nagrani urzędnicy nie łatwili swoich prywatnych spraw, w sposób mało popularny ale i szczery wyrażali swoje poglądy na temat stanu Rzeczpospolitej. Sienkiewicza wkurza uzurpatorstwo wielkiego biznesu, Belka boi się o przyszłość Polski pod rządami PiS, Sikorski krytykuje naszą uległość wobec USA. Gdyby ci ludzie PO zaczęli na prawdę mówić to co myślą i robić wszystko tak, jak im sumienie podpowiada to sam bym ze sztandarem PO nakłaniał do głosowania na nich! Okazuje się jednak, że politycy nie są aż tak od rzeczywistości oderwani, ale z niewiadomych przyczyn robią wszystko tak, jakby byli ślepcami. O co w tym wszystkim chodzi?

Ech ta nasza lewica...

Sierakowski chce uchodzić za ideologa lewicy, za jej "Wodza" intelektualnego, chce nadawać jej kierunek rozwoju. Nigdy za gościem nie przepadałem, ale teraz pokazał prawdziwe swoje oblicze robiąc z siebie bohatera gdy tymczasem pokazał to, że jest zwykłym skurwy*ynem.

Otóż ten lew lewicy wyznaje, że przez wiele lat ze swojej partnerki robił "murzyna"! Wyznaje, że jego partnerka współtworzyła niemal wszystko co wydał przez ostatnie lata, była współautorką felietonów, tekstów politycznych, wypowiedzi itp. itd. Miała swój wkład w "ideologię" Sierakowskiego i Krytyki Politycznej. I robiła to wszystko nie dość, że za darmo, to jeszcze anonimowo... Teraz Sierakowski wpisem na blogu chce jej podziękować za to wszystko, myśli, że jest to z jego strony poprawne zachowanie. Otóż panie Sierakowski, nawet gdybyś był pan prawicowym oszołomem, to poprawnym zachowaniem byłoby zatrudnienie swojej partnerki na etacie i wypłacanie jej wierszówki. Wyrazem przyzwoitości byłoby choćby podawanie jej jako współautorki swoich tekstów! Człowiekowi lewicy nie wypada wykorzystywać w ten sposób ludzi obcych, a co dopiero bliskich! Tyle pana środowisko prawi o prawach kobiet, a sam pan ze swojej partnerki zrobił niewolnicę. Oj bardzo chu*owo to wygląda...

Ale nie Pani Cveta Dimitrowa też po części sama sobie winna. Inteligentna kobieta o lewicowych poglądach dała z siebie zrobić "murzyna"! W imię czego? Miłości? Idei? To brak elementarnej godności! Choć z drugiej strony nie ma co się dziwić, przecież nie wypada kobiecie pchać się na afisz, ma wspierać swojego "menszczyzne" a nie dbać o swoją sławę. No ale żeby takie myślenie było na polskiej lewicy?

Jeśli chcecie sami przeczytać, jak Sierakowski strzela sobie w stopę to zapraszam - http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20140622/cveta-dimitrova 

Świat się z nas już nie śmieje...

Kolejna afera podsłuchowa w Polsce zaczyna przekraczać granice absurdów poprzedniczek. Dawno zapomniana afera Rywina to było robienie piany z niczego, nagrania Beger to był kabaret, afera hazardowa to klasyczny przykład zamiatania pod dywan, ale tym razem to już zaczyna pachnieć Kafką...

Ujawnione póki co nagrania nie tworzą spójnej całości, co prawda Nowak chciał załatwić prywatny biznes to ocena Sienkiewicza i Belki tak jednoznaczna być nie może. Jak zauważa Agnieszka Wołk-Łaniewska w najnowszym numerze "NIE" ich rozmowa wygląda jak dysputa mężów stanu w mało eleganckiej formie na tematy, których nikt nie chce poruszać publicznie. Ich motywy nie są prywaciarskie, wynikają raczej ze swoiście pojmowanej troski o kraj. A co ciekawe Sienkiewicz najbardziej uderza w święte krowy - wielkich biznesmenów, którym większość sceny politycznej liże dupy za zupełną darmochę. 

Ale i tak największym przegranym jest teraz Tusk, a wkopały go jego własne służby a nie "Wprost" i ten, kto podsłuchy zlecił. Akcje w redakcji "Wprost" to żenada i skandal. Za takie coś powinno polecieć całe kierownictwo ABW i prokuratorzy! Mam małe przeczucie, że nikt z rządu, a tym bardziej premier, nie zlecili takiego działania. Ta akcja to albo wynik nadgorliwości "służbistów", albo inspiracja ze strony "szarych eminencji", które boją się ujawnienia, bo nie wiedzą, czy czasem ich też ktoś nie nagrał.

Najgorsze jest jednak to, że kompromitujemy się na całym świecie, media na zachodzie porównują nas do Białorusi i Rosji (to wcale nie jest żart). Organizacje międzynarodowe, w tym OBWE, wyrażają zaniepokojenie sytuacją nad Wisłą. Takich akcji nie robił nawet PiS za swoich rządów. 

Do czego to nas doprowadzi? Najgorsze co nas może teraz spotkać to dymisja rządu i wcześniejsze wybory zanim zostanie wyjaśnione przynajmniej to, kto zlecił podsłuchy i po co. Ujawnienie tych taśm z takim opóźnieniem wydaje się być bardzo dziwne, okazji do ich upublicznienia było już wiele i mogłyby już dawno doprowadzić do zmiany rządu. Mam wrażenie, choć może to pachnieć spiskową teorią dziejów, że za tymi podsłuchami stoi wielki biznes. Tusk zaczął się pomału dobierać do naszych oligarchów, a to posłał OFE na cmentarz, a to zabiera się za umowy śmieciowe (ZUS ma takie dokładnie prześwietlać). Zaczyna wyganiać święte krowy z warzywnika na pastwisko, bo za długo już siedzą w szkodzie. 

Jeśli teraz będą wybory czeka nas burdel. PiS zapewne wygra, zanim PO z SLD i PSL założy koalicję będą dziać się różne rzeczy i chyba o to właśnie autorom nagrań chodzi. W takim chaosie nikt nie zauważy, że ktoś dobiera się do konfitur. Coś tu śmierdzi i tym razem smród nie idzie z Wiejskiej...

Ruchanie Palikota

Już dwukrotnie głosowałem na partię Palikota, za każdym razem inaczej się nazywała, ale stanowiła tą samą nowość na scenie politycznej. Nowość stosunkowo bezkompromisową i oryginalną, łamiącą tabu. Jako "komuch" z krwi i kości dostrzegałem w ruchu Palikota coś na kształt rewolucji, policzka wymierzonego w zadumane oblicze Pomrocznej, który wyrwie ją z letargu. Teraz ja i mi podobni też dostajemy policzek od Palikota. Po porażce w wyborach do PE Palikot a co gorsze i jego świta z Rozenkiem na czele zaczynają coś pieprzyć o błędach programowych, że za bardzo antyklerykalni, za bardzo radykalni no i że nigdy nie byli formacją lewicową...

Ktoś może powiedzieć, że dałem się nabrać, tymczasem raczej wychodzi na moje. Od początku mówiłem, że Palikotowi nie ma co wierzyć do końca, przechodził już nie jedną przemianę (od OZONu do apostazji), ale przede wszystkim to biznesmen, a jak biznesmen to chciwiec, który zrobi wszystko, żeby zarobić. Tak też i jest z jego partią, przede wszystkim jest to przedsięwzięcie biznesowe, ale o tyle różni się od większości takich przedsięwzięć, że przyniosło nam trochę pożytku. Ruch Palikota zrobił swoje, a teraz odejdzie w niebyt na własne życzenie. Na naszej scenie brakuje partii wyrazistych o radykalnych poglądach, stąd głód wyborców od prawicy po lewicę, stąd sukces Korwina-Mikke i stąd był sukces palikociarni. Ale od kiedy Palikot zaczął sięgać po "sprawdzone" twarze polityki, które tak naprawdę są twarzami "spranymi", od kiedy w szeregach Palikota znajdowały się osoby od prawa do lewa wszystko zaczęło się pierdzielić. Palikot przestał być wyrazisty, stał się tak samo nijaki jak PO. PSL, PiS i SLD - dołączył do reszty w sposób najgorszy z możliwych - na oceanie polityki zaczął zbierać na swój pokład to gówno, które odkleiło się od pozostałych. Z pierwszego frontu zdjął Biedronia, Jonasza i Grodzką, a wystawił Kalisza, Szczukę i Siwca. O Kwaśniewskim przez litość nie wspomnę.

Tak więc Palikot pomyślał sobie, że przez radykalizm uraził za dużo elektoratu, a prawda jest wręcz przeciwna - przez brak konsekwencji w radykalizmie elektorat stracił. W wyborach do PE głosowałem na Palikota z braku innego wyboru, na SLD nie zagłosuję póki jest tam Miller, na Szczukę głosowałem z obrzydzeniem (bo jej nie lubię), ale stwierdziłem, że nie chciałbym aby Palikot i jego partia zniknęły. Po tym, co teraz wyprawiają już tego sentymentu nie będzie. Prawdopodobnie wejdzie teraz Paliot w jakąś koalicję wyborczą i odda swoją cnotę za ostatnie miejsca na listach - tak czuję wspólną listę do samorządów z PO.

Tylko na kogo teraz mają głosować ludzie tacy jak ja? Do samorządu nie mam tego problemu - nie będę głosował na partie ale na ludzi, których znam. Gorzej będzie w wyborach do Sejmu i Senatu. Jedno jest pewne, nie zachowam się jak idiota i do wyborów pójdę. Jaka szkoda, że już nie ma Leppera...

Już mi brak słów

Jestem zdecydowanym przeciwnikiem radykalnych rozwiązań, ale wsadzenie takiemu kretynowi płonącej żagwi w dupsko to chyba za mało. Powiedzcie mi, co powoduje taki debilizm to będę tego unikał, bo sama religia do takiego czegoś nie jest w stanie doprowadzić. Może go ktoś gwałcił jak był malutki, może mózg mu zlasowały ukryte kompleksy albo skłonności? Może dowiedział się, że miał być wyskrobany... No to już się kawilifikuje do utraty człowieczeństwa, nazwanie go gnojem to obraza dla obornika... 

O kim mowa, a o tym debilu skończonym. Wolność słowa rozumiem, ale takie poglądy powinny być karane:

Terlikowski

Swoją drogą używajcie antykoncepcji, bo się wam może taki frajer urodzić...

Oderwani od rzeczywistości...

Władza na każdym kroku udowadnia jak bardzo jest oderwana od rzeczywistości, nie trzeba długo szukać przykładów, wystarczy włączyć radio tak jak ja dziś rano w drodze do pracy by usłyszeć dwa doskonałe przykłady.

Pierwszy z brzegu to karta dla rodzin wielodzietnych, taki państwowy "paszport Polsatu", co to ma zachęcić zniżkami do posiadania wielości potomstwa... No i o ile zniżki na przejazdy PKP mogą być kuszące (pytanie tylko czy na wszystkie trasy i na wszystkich "przewoźników") to reszta propozycji zwala z nóg:
- zniżki na bilety do muzeów, teatrów, oper i kin
- zniżki na wczasy w ośrodkach OHP i należących do Kancelarii Prezydenta
- zniżki na turnusy itp.

I to wszystko... A teraz powiedzcie mi, czy to ma sens? Pokażcie mi przeciętną rodzinę wielodzietną, która chodzi do kina, teatru, muzeum albo posyła dzieci na wczasy? Policzmy przykładowe kino, do którego chcemy zabrać trójkę dzieci. Niech na film w dzień powszedni (tańsze bilety) idzie tylko mama z dziećmi (tata sobie jakieś zajęcie znajdzie, albo jest w pracy) a zniżka na bilet na kartę niech będzie całe 20% (nie sądzę, aby była tak wielka). Ceny biletów do Multikina to 24 zł dla dorosłego i 19 zł na dziecko, tak więc koszt biletów to 81 zł, po teoretycznej zniżce około 65 zł. Nawet jeśli dzieci nie będą chciały napoju i czegoś do zjedzenia to i tak spora kwota dla kogoś, kto musi utrzymać taką rodzinę z jednej pensji (o ile ma pracę). O kosztach dojazdu nie będę wspominał nawet - w mieście to jeszcze nie taki wielki problem, ale rodzina ze wsi ze zniżkowych przejazdów autobusem nie skorzysta, bo tych autobusów zwyczajnie nie ma...

To samo dotyczy zniżek na inne "atrakcje"... Twórcy pomysłu liczną na to, że podobne zniżki dla posiadaczy karty dla rodzin wielodzietnych zaoferuje prywatny sektor. Pobożne życzenia... Biznes ukierunkowany jest na zysk, nie na "inwestycję w człowieka", więc jeśli nie skorzysta na ulgach dla rodzin wielodzietnych to tych ulg nie udzieli. Podejrzewam, że pojawi się jakiś super pomysł, aby firmy oferujące ulgi miały jakieś preferencje albo ulgi podatkowe. Co więcej, ten pomysł wejdzie w życie i będzie ogłoszony jako zajebis*e rozwiązanie - bo takim będzie ale dla firm, a nie rodzin. Otóż powiedzmy, że jakiś ośrodek SPA udzieli rabatu dla posiadaczy karty na turnus weekendowy dla rodziny poza sezonem urlopowym w wysokości nawet 40%, w zamian dostanie zwolnienie powiedzmy z podatku od nieruchomości. Szansa, że rodziny masowo z tej ulgi skorzystają niewielka, strata na rodzinach które skorzystają także będzie znikoma o ile będzie, a ulga będzie czystym zyskiem. I znów na idei pomagania biednym skorzystają bogaci...

Durne tłumaczenie głupoty rodaków

Dziś rano jadąc do pracy słuchałem radiowej Trójki, a tam w związku z wiadomą rocznicą reportaż o wolności, ale mnie najbardziej zaintrygowała rozmowa z jakimś socjologiem, którego nazwiska nie pamiętam, ale to nie istotne, bo to co powiedział powtarza jak matrę dziś każdy od żula spod budki z piwem po wielkich biznesmenów. Otóż dziennikarz zagaił, że teraz ludzie z wolności wyboru nie korzystają, bo frekwencja taka niska, na co socjolog wyrzygał z siebie, że to także korzystanie z wolności, nie idąc głosują przeciwko klasie politycznej. Co za durnota! Jakie korzystanie z wolności?! Tak samo swoje niepójście na wybory uzasadnia większość ludzi, a ten jeszcze ich w tym wspiera taką gadką... No co to kuźwa ma być?

To, że mamy taką a nie inną frekwencję nie wynika z buntu, głosowania przeciw przez niegłosowanie, nie wynika z beznadziei ale ze zwykłego lenistwa! Dup się nie chce ruszyć sprzed komputera i telewizora, nie chce się pomyśleć nad tym na kogo głosować, nie ma czasu na zapoznanie się z programem czy kandydatami, bo przecież właśnie leci Klan a tam jedna taka ma umrzeć, inna co dziewicą miała być do ślubu dała dupy... Więc jakim prawem jakiś "socjolog" dorabia do tego ideologię korzystania z wolności niepójścia na wybory? Mam nadzieję, że mówił tak tylko po to, by wbić się w ogólnie przyjętą interpretację niskiej frekwencji, albo po prostu kopiuje opinie innych i nie ma odwagi wyrazić swojej. Ale jeśli tak twierdzi w oparciu o swoją analizę, to takiemu socjologowi psie kupy sprzątać a nie w radiu się wypowiadać.

Amen