Zrzut z wątroby

 

Uff minęły dwa tygodnie od ostatniej wrzuty, chwila przerwy każdemu ponoć jest potrzebna, Wy ją dostaliście, ja nie bardzo… Jak zwykle na koniec września targi Agroshow wyjmują ponad tydzień z mojego życia, co rok jest to samo, tak samo, choć czasem zdarzają się rzeczy nietypowe. Ale co ja się będę o targach rozpisywał.

Mamy przecież nowy rząd, a w nim prawdziwe perełki jak „ministra”, co sama sobie odprawę dała albo Schetyna kierujący MSZ… Wielkie powroty i małe „niktosie” w rządzie to dość ciekawy eksperyment, oby tylko pacjent przeżył. Jedyne co może nam w związku z tą zmianą przynieść odrobinkę zabawy to Radek Sikorski na stołku marszałka sejmu. No powiem Wam szczerze, z taką niewyparzoną gębą jak jego może być wesoło do końca kadencji…

Nowa premier to spora zmiana, która nic nie zmieni. To gabinet cieni i cieniasów, które teraz będą tylko o wyborach w regionach, bo przecież każdy cieć wie, że lepsza posada radnego w mieście powiatowym niż ministra, lepiej być burmistrzem niż premierem, bo mniej ciekawskich oczu na ręce patrzy, a i decyzyjność bezpośrednia niemałych kwot dotyczy. Ot taki paradoks, że im niżej, tym lepiej.

A jak już przy samorządach jesteśmy to kampania rusza pełnym pędem. Obserwuję Włocławek, z racji bliskości, i doskonale widać zdziczenie i zdziwaczenie polityki lokalnej. To, że do stołków pchają się ludzie, którzy mają albo problemy ze zdrowiem psychicznym, albo nie mają wstydu żadnego przywykłem, to że obrzucają się gównem  też nie dziwi, ale że niektórzy się własnym zajadają to już mnie zadziwia. To ciekawe jak z własnych win i wad można robić swoje atuty… We Włocławku jest jeszcze jedna ciekawa tradycja – przed wyborami okazuje się, że spółki komunalne odczuwają silną potrzebę organizacji imprez plenerowych dla mieszkańców miasta. Nagle okazuje się, że festyny są wpisane w politykę promocji firm, których miasto jest właścicielem. 

Z drugiej jednak strony wybory mogłyby być co rok, bo nagle zaczęto remonty tam, gdzie do tej pory się podobno nie dało, nawet aleja Kazika we Włocławku zyskuje nową nawierzchnię co nie udawało się odkąd pamiętam…

A teraz coś obyczajowego. Chyba już przestanę się dziwić zdziczeniu języka polityki, bo okazuje się, że nadal politycy trzymają pewien poziom. Od jakiegoś czasu każdy w TV chce się jakoś wyróżniać, a na popularności zyskuje zwykłe chamstwo. Obarczany jest za to Wojewódzki, bo to on zaczął jako pierwszy „jazdy” po uczestnikach Idola. Jednak to, co odróżnia Wojewódzkiego od takiej grubej blondyny z TVN to fakt, że tamten jechał po faktycznych debilach i „gwiazdach”, a teraz po prostu w telewizji się ku*wi i jedzie po wszystkich i wszystkim dla zasady. Nigdy całego programu tej grubaski nie widziałem, widziałem tylko zapowiedzi i to mi wystarczy, jakby taka przyszła do mnie, do mojego domu lub restauracji to za ¾ swoich tekstów by zwyczajnie w ryj dostała, a ciemny lud przed telewizorami się tym podnieca. To samo te denne podróbki zachodnich programów z gotowaniem w tle – chamstwo i prostactwo. A szczytem jest puszczanie zapowiedzi programu, w której jeden z chyba prowadzących rzuca tekst o „pokazaniu dupy tradycji”. No to już jest ku*wa przesada!

Tak wiem, sam przeklinam, wręcz ku*wię niemiłosiernie, ale wg pewnych zasad. Nie klnę w domu i przy rodzicach, nie klnę w wypowiedziach oficjalnych, nie klnę wśród obcych, klnę tylko wtedy gdy jestem wśród ludzi, którym wiem, że moje wulgaryzmy przeszkadzać nie będą. Czasem przekleństwo jest potrzebne, żeby coś wyrazić lub podkreślić, dlatego nie razi mnie to w filmach, piosenkach itp. Zupełnie nie przeszkadza mi np. kawałek Liroya „Scyzork” – bo takim językiem mówiła subkultura, z której autor i target się wywodzą. Leję na to, że politycy w prywatnych rozmowach klną sobie soczyście, bo to były PRYWATNE rozmowy. Ale rzucanie przekleństwami w TV w porze obiadowej tylko po to, aby się pokazać, wyróżnić i zaimponować ciemnej widowni, że mogę skur*ić dowolnego uczestnika a on podkuli ogon to zwykłe prostactwo, na które nie powinno być przyzwolenia.

Na Moherowie też jest sporo przekleństw, kiedyś było więcej i nie były „gwiazdkowane”, ale taki już jest styl tej strony. Rozmawiam z Wami, jak z przyjaciółmi, na luzie i bez „krępacji”, stąd jakieś dziwne słowotwórstwa, pokręcone aluzje i wspomniane wulgaryzmy. Jestem chamem ze wsi, ale dobrze wychowanym i wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na soczyste kurwa mać! a kiedy nie.

No dobra, zrzuciłem z wątroby to i owo, wracam do codziennych wrzut, a może jeszcze dziś wrzucę coś do śmiechu – zobaczy się. Roboty mam sporo, jak chcecie zobaczyć, czym się zajmuję to zapraszam na mojego bloga >>>

 

 

Rasowy komunista Tusk

No nie wiem jak Wam, ale mi wczorajsze deklaracje premiera Tuska bardzo się spodobały, brakło jeszcze tylko obietnicy stu milionów dla każdego… No ale bez drwin, poważnie, nowy program rządu to czyste lewactwo, SLD i jego program przy propozycjach rządu to liberliberalizm gospodarczy. Co z tego, że to przedwyborcza paplanina, bo nie wierzę, że Tusk przeszedł przemianę i dostrzegł, że czas zdjąć Balcerowicza z ołtarza i pójść śladem najlepszych socjaldemokracji Europy. Liberalny kapitalizm umarł na świecie, niewidzialna ręka rynku, która doprowadziła do ostatniej recesji jest pomału odgryzana przez światową gospodarkę, tylko w Polsce ciągle słuchają Balcerowicza i magików z Centrum im. A. Smitha – choć co raz rzadziej. O ironio, Polskę uratowało przed zagładą opóźnienie w liberalizowaniu gospodarki i smycz (choć baaaardzo długa) założona sektorowi bankowemu.Pięknie by było, gdyby Tusk faktycznie doszedł do tego, że odpowiedzialna społecznie polityka gospodarcza to jedyna słuszna droga rozwoju, po tylu latach za sterem można by się spodziewać takiego oświecenia, ale mam wrażenie, że podobnie jak Miller ponad 10 lat temu tak i Tusk po wyborach zapomni o lewej nodze, za to prawą zasadzi kopa lewicowemu elektoratowi, który na pewno po tych deklaracjach może być skłonny go poprzeć. Jakie to szczęście, że teraz są wybory do samorządu, gdzie przynajmniej ja oddaję głosy na ludzi, których znam, a nie na partie. Jeśli Tusk przymnie kurs na lewo i utrzyma go dłużej niż do wyborów samorządowych to może podczas następnych wyborów będę miał na kogo zagłosować…

Ta lewicowa retoryka może mieć jeszcze jedną przyczynę, nie chodzi tylko o podprowadzenie socjalistycznego elektoratu SLD i PiS (tam więcej jest socjalistów niż w SLD, szkoda tylko, że o brunatnym zabarwieniu…). To może być ukłon w stronę Millera w imię przyszłej koalicji. PO boi się przegranej w wyborach do parlamentu, więc musi jakoś umożliwić sobie koalicję z Sojuszem. Millerowi nie wypadałoby pchać się do liberalnego związku, ale jeśli Tusk utrzyma ton wypowiedzi to Miller może prowadzić kampanię pod hasłem koalicji z PO nawróconą na „lewicę”. Jedno jest pewne, jeśli do takiej koalicji dojdzie, to krótko będzie to koalicja PO-SLD, szybko zmieni się w stan „po SLD”…

A kiedyś to taka fajna partia była…

Who the fuck is Rafalala

 Głupota naszego narodu oraz mediów już dawno przestała mnie dziwić, mało co jest w stanie mnie zaskoczyć w kwestii zidiocenia i zidiocania, ale ostatnia afera z Zawiszą i jakimś Rafalalą rozpierdzieliła mnie jak ekspres samobójcę.

To, że Zawisza należy do tej części ciemnoty, za którą jest już tylko czarna dziura nie jest niespodzianką, ale ciągle nie mogę zrozumieć jak on i jemu podobni uwielbiają sobie utrudniać życie. Gdyby ów obrońca moralności nie zgodził się pokazać w TV z kimś z gatunku, do którego pała nienawiścią i nie zaczął odpierdzielać nikt nie wiedziałby kto to jest ten czy ta Rafalala – ja nie wiedziałem i przyznam szczerze, widok tej gęby jest dla mnie nadal traumatycznym przeżyciem. Nie mam nic przeciwko transwestytom czy transseksualistą, ale takie coś jak ta cała Rafalala to nie żaden transwestyta tylko zwykły frajer-pozer. Swoje problemy z seksualnością zamienił w jakąś tanią groteskę a teraz dzięki Zawiszy bryluje to „coś” na salonach i w mediach, robiąc dla środowiska transwestytów i transseksualistów więcej złego niż dobrego.

Tak więc panie Zawisza, Zawiszu, a ch*j z tym, panie z ciemnogrodu, to pan uczyniłeś z tego czegoś gwiazdę i symbol walki z prześladowaniami na tle seksualności, pan sprawiłeś, że ten/ta/to Rafalala będzie pokazywane w przekaziorach i powiem panu szczerze, nie wybaczą tego panu pańscy współtowarzysze z prawej strony, nie wybaczą ludzie z kręgów trans i nie wybaczę tego panu ja – człowiek, który to całe zamieszanie ma w dupie, ale przez pana został narażony na widok tej szkarady… No sory, no niech się w kobiece ciuszki przebiera ale oglądanie tej facjaty do przyjemności nie należy, i nie chodzi o jego/jej/tego seksualność, to coś jest po prostu szkaradne! To ja już wolę babę z brodą, niż z taką gębą.

Swoją drogą niech mi ktoś wyjaśni jakim cudem to Rafalala znalazło się w TV, bo co pozuje z chu*em z warzyw i wrzuca zdjęcia na swojego bloga? Co to za walka z równouprawnieniem? To farsa i komediodramat. A teraz to coś, czego poziom artystyczny wyrażany na blogu jest na poziome gęstego osadu w szambie będzie pisać książkę. I znajdzie się idiota, który to wyda, znajdą się kretyni, którzy to kupią i nawet tacy, którzy to przeczytają. A ludzie, którzy w kulturalny sposób mają coś wartościowego do powiedzenia nie mają na to szansy, bo nie chcą gołą dupą świecić ani lać komuś w twarz wodę przed kamerami.

Co za czasy…

Wakacyjne pitolenie

 „Waaaakaaaacje, znów będą waaaakaaaacje, na pewno mam raaaaaację, wakacje będą znów.” I znów jak zwykle będą nie dla mnie… Ale tym razem nie narzekam aż tak bardzo jak zwykle, bo chociaż ręce mi już odpadają a głowa pęka od zmęczenia, to zmęczony jestem fotografią, a to akurat jest zajebiste. Tak fotograficznego roku nie miałem do tej pory i mam nadzieję, że kolejne będą tylko lepsze.

No ale to blog o zabarwieniu politycznym i trzeba by coś o polityce powiedzieć, no ale o czym tu pisać jak w polityce wakacje na całego. Nic spektakularnego się nie dzieje w okolicach Wisły, bo jak ktoś nie na wakacjach to przeżywa orgazmy z okazji powstania warszawskiego i cudu nad Wisłą. Patriotyczno-narodowy miesiąc, ku*wa jego mać! A to wszystko przez to, że sierpień jest miesiącem abstynencji…

Na szczęście w Europie się dzieje, zwłaszcza na Ukrainie, która znów stygnie. Konwój, który śledziły media żądne krwi okazał się jednak pomocą humanitarną, przy której busy z pomocą wysyłane z Polski wyglądają, delikatnie rzecz ujmując, blado. Doniesienia o czołgach i wozach pancernych armii rosyjskiej na Ukrainie też okazują się bzdurą, nawet o zestrzelonym boeingu cisza jak serią, znaczy się makiem zasiał… Co się stało?

Ano Rosja pokazała Europie co znaczy jej gospodarka, zamknęli się na eksport z Polski i na europejskich salonach powiało grozą, że im też zamkną furtki. A do tego jeszcze mogą kurki przykręcić i wtedy będzie problem. Na zachód od Odry dobrze wiedzą, że Putin wschodniej Ukrainy nie zajmie, uzależni od siebie ale nie anektuje jak Krymu, bo tak naprawdę miejscowi tego nie chcą. Buntują się przeciwko Kijowowi, ale nie chcą do Moskwy, chcą się czuć bezpiecznie, a wizja ojczyzny rządzonej przez oligarchów przy pomocy faszystowskich bojówek nie za bardzo im się podoba. Tylko Polaczki rzucają się okropnie a Obama wykorzystuje biało-czerwonego ratlerka do kąsania po kostkach Putina w imię swoich interesów.

No dobra, dosyć o Ukrainie, trochę o sporcie. ME w lekkoatletyce okazały się bardzo owocne jak na nasze polskie możliwości. Gratulacje bez złośliwości dla wszystkich medalistów i całej masy tych, którzy dość dobrze wypadli mimo, że medalu nie zdobyli. Szczególnie jednak trzeba pogratulować naszemu maratończykowi, który wywalczył pierwsze w historii srebro w maratonie. A takie gratulacje należą się jemu szczególnie, bo od komentatorów TVP otrzymał „milczący aplauz” podczas ceremonii wręczania medali. Może i mieli oni problemy techniczne, ale póki jeszcze był dźwięk między wierszami szło usłyszeć coś, co można odczytać jako: „no i teraz medal dla czarnucha, no zdobył, wstyd jak ch*j, że czarny w naszych barwach, medal jest medal, ale bez niego by się obyło, ale skoro jest, to niech sobie będzie”. Ludzie, żadnej radości, żadnej dumy, nic. I my się nazywamy tolerancyjnym państwem XXI wieku…

Miało być pięknie, a będzie jak zwykle

Jak większość ciemnego ludu przyjąłem z radością wieść o tym, że autostrada A1 przes sierpniowe weekendy będzie za darmo, zwłaszcza, że jeśli obrobię się ze wszystkim chciałbym w tym roku po raz pierwszy w życiu zobaczyć Bałtyk... Radość ma nie trwała jednak zbyt długo, bo potem do mnie doszły realia. Darmowa autostrada ma rozładować korki przy bramkach, ale czy na pewno podniesienie szlabanów rozwiąże ten problem? Otóż raczej go pogłębi... Od Pikutkowa (a wcześniej od Kowala) do Strykowa i ze Strykowa do Warszawy (na tym odcinku chyba) można jeździć za darmo i to chyba największe nieszczęście tych dróg... Otóż bezpłatna autostrada kusi wszystkich, włącznie z niedzielnymi kierowcami, "babami" za kierownicą, właścicieli wraków mogących rozpędzić się max do 60 km/h oraz "superstjuningowanychzajebiaszczychfur" typu 25-letnie BMWice i równie wiekowe AUDIce. Ci pierwsi "się mogą przejechać", ci drudzy "mogą sprawdzić ile ich bryka wyciągnie". Taki efekt właśnie przyniesie podniesienie szlabanów na A1, może korki nie będą większe, ale ruch znacznie intensywniejszy. No i zrobi się niebezpieczniej, bo wspomniani przeze mnie powyżej "kierowcy" rzadko właściwie używają autostrady - jazda lewym pasem, wyprzedzanie przez 3 km, bo bryka więcej nie wyciągnie, zatrzymywanie się na siku na pasie awaryjnym i nerwowe ruchy na zjazdach to standard. No i ta zawrotna prędkość osiągana przez niektórych kierowców, co to przyklejeni do przedniej szyby zachowują uwagę - 75 km/h... 

Pan premier chciał nam zrobić dobrze, ale raczej nam jak zwykle dopierdzielił problemów. Jeśli sądzicie, że przesadzam to poczytajcie sobie o ilości zdarzeń między Kowalem a Włocławkiem. Wielu zrobiło sobie z A1 obwodnicę Włocławka, nie ma tygodnia aby nie było dwóch-trzech kolizji, najczęściej spowodowanych przez miejscowych kierowców... 

No i jeszcze jeden "myczek". Darmowa autostrada wykończy przydrożny biznes przy starych trasach. Jak chcecie zobaczyć jak to działa polecam przejechać się z Łowicza do Kutna - widoki jak z dzikiego zachodu - pozarastane przydroża, ludzi jak na lekarstwo i nawet gastronomii nie użyczy...

Panie premierze, żeby nie było korków przy bramkach wystarczy bramki przenieść na zjazdy z autostrad no i dać możliwość "przedpłaty" przejazdu.

Paranoja z jabłkami w tle

Nieee, nie będę znowu czepiał się firmy Apple, nie widzę póki co potrzeby dokładania czegoś do swoich poprzednich wypowiedzi w tej kwestii. Dziś o zwykłych polskich jabłkach, które w umysłach „ułanów znad Wisły” mają moc bomb atomowych. Jabłkowa dieta ma zniszczyć imperium Putina, ma pokazać Rosji, że przed byle kim nie klękamy i sami sobie bez nich damy radę! Paranoja…

Ktoś mądry rzucił hasło, że aby zniweczyć plan Putina, który embargiem na jabłka mści się za sankcje gospodarcze, wystarczy jeść więcej jabłek, ktoś inny równie mądry wyliczył, że straty naszej gospodarki wyrównamy, jeśli każdy z nas oprócz normalnego zakupu jabłek kupi dodatkowo miesięcznie 4,5 kg jabłek. Wszystko się niby matematycznie zgadza… ale…

Idea ratowania sadownictwa jest jak najbardziej słuszna, bo niby czemu polski sadownik ma spocząć na ołtarzu jako ofiara w intencji wolnej Ukrainy? Tylko czy uratowanie sadowników jest równoznaczne z brakiem strat w naszej gospodarce? Gówno prawda szanowni państwo! Jeśli poprzez wzbudzenie popytu wewnętrznego ponad normalną miarę sprawimy, że wielkość sprzedaży jabłek nie spadnie to faktycznie sadownicy bezpośrednio straty nie odczują, ale gospodarka i tak jest w plecy, bo pogłębi to deficyt handlowy z Rosją i sprawi, że z naszej gospodarki odpłynie więcej pieniądza. Przekładając to z polskiego na nasze, jak będziemy więcej żreć jabłek to sadownicy zarobią, ale w skali gospodarki to przekładanie kasy z jednej kieszeni do drugiej, bogactwa nam nie przybędzie. Znaczy to tyle, że musimy skołować dodatkową kasę na zakup gazu i ropy z Rosji, bo jabłkami już za jego część „nie zapłacimy”. Tak to właśnie teoretycznie mądra idea okazuje się totalną bzdurą.

Zastanawiające jest jednak, czemu do tej pory nikt w mediach o tym nie powiedział (przecież nie jest tak, że jako jedyny jestem tak bystry i na to wpadłem)? Ano nie powie nikt o tym, bo i po co. Lepiej wmówić ciemnemu narodowi, że nasza krucjata przeciwko Putinowi wcale nam nie szkodzi, że nie ponosimy z tego tytułu żadnych kosztów. Ciemny lud uwierzy i dalej będzie drzeć ryja o wolną Ukrainę i śmierć Putina…

Choć nasuwa mi się pewne rozwiązanie, na którym nasza gospodarka zyska. Jak wiadomo importujemy z Rosji głównie gaz. Gdy zaczniemy żreć tyle jabłek to na bank czeka nas wielkie zbiorowe wzdęcie. Jeśli będziemy pierdzieć bezkarnie, to wzrośnie emisja gazów cieplarnianych, ale jeśli każdemu w dupsko wsadzi się wąż i podepnie do gazociągu to można zmniejszyć zapotrzebowanie na rosyjski gaz…  Tylko czy taka akcja będzie się cieszyć społecznym poparciem?

Nie dla godziny W

Z każdej strony atakują mnie media powstaniem warszawskim, zewsząd rozkazy i nakazy świętowania, zachwycania się bohaterstwem powstańców, czci dla jego uczestników i oburzenia na Stalina i Hitlera (jednego bo nie wsparł powstania, które przeciw niemu było wywołane, drugiego bo kazał zburzyć zbuntowane miasto). Nie zatrzymam się dziś o 17tej, nie wcisnę klaksonu, nie uczczę rocznicy minutą ciszy – nie będę gloryfikował jednej z największych zbrodni, jaka została dokonana przez Polaków na Polakach w imię krótkowzrocznych interesów politycznych – zwykłej żądzy władzy!

A oto czemu nie zrobię tego, czego oczekują tępe media i IPN:

- bo powstanie warszawskie to zbrodnia dokonana przez dowódców AK na cywilnej ludności Warszawy; wywołali powstanie dobrze wiedząc, że nie ma ono szans powodzenia, że powstańcy nie są gotowi do walki z ciągle jeszcze nieźle trzymającym się wojskiem niemieckim, że Armia Czerwona nie ma interesu wspierać powstania a sama musi odpocząć po pogoni za Wermachtem i przygotować się do forsowania Wisły. Dowódcom powstania zależało tylko na jednym, by przejąć władzę w mieście i pokazać swoją siłę nie licząc się z kosztami. Nie mam nic przeciwko samym powstańcom, walczyli dzielnie bez szans na zwycięstwo, ale zostali oszukani i wykorzystani a ich krew była przelana na darmo

- bo w imię interesów politycznych z olbrzymiej klęski i tragedii zrobiono polityczne widowisko, na krwi powstańców i ludności cywilnej dziś chcą rosnąć polityczne kariery, a z ciał ofiar i gruzów miasta robi się nawóz dla słupków poparcia, robi się to w sposób żenujący i bezwstydny

- bo bezmyślnie wtłacza się młodym ludziom utopię „moralnego zwycięstwa”, ideę przelewania krwi nawet w bezsensownym boju, bezmyślnego pójścia na rzeź

- bo z bezwzględnych dowódców, którzy bez mrugnięcia okiem wysyłali nieuzbrojone dzieci do walki z regularną, dobrze wyszkoloną i ciągle świetnie wyposażoną armią robi się geniuszy strategii i bohaterów narodowych, zamiast nazywać ich zdrajcami stanu i krótkowzrocznymi głupcami.

Powodów jest jeszcze kilka, ale szkoda miejsca na ich wymienianie, bo w zalewie propagandy i tak się nie przebiją.

Dlaczego świętujemy porażkę i głupotę zamiast poddać je słusznej krytyce?

I powtarzam, nie mam nic do samych powstańców, nie dziwię się, że dali się oszukać i ponieść nastrojowi walki. Wmówiono im, że mają szansę i powinni walczyć, a oni mieli już dość wojny i okupacji. To byli bohaterowie, ale oszukani i zdradzeni przez tych, którym wierzyli. Tak samo oszukani byli liczni żołnierze AK, którzy wychowani przez wojnę, umiejąc tylko walczyć dawali się zwodzić swoim dowódcom i zostali w lesie walcząc w wojnie dawno przegranej. To nie wina dzieciaków z karabinami ani szeregowych partyzantów, że stali się narzędziami w rękach zwykłych skurwysynów!

Wykończenie przez Rosjan dowódców AK to zbrodnia, ale nie dlatego, że skazano ich bezprawnie. Powinni zostać osądzeni w Polsce, przez Polaków za wysyłanie ludzi na śmierć na próżno w imię urojeń i osobistych ambicji.

Dla mnie godzina W to symbol hańby i zdrady narodu przez jego przywódców!

Przygrzewa...

Jak ja nienawidzę takiej temperatury... Jak ja nie znoszę upałów... Pot leje się ze mnie wodospadami, sił nie ma na nic a ja jeszcze w taką pogodę łatwo się przeziębiam, tak przeziębiam. Gardło boli mnie od miesiąca, ledwie skończyłem antybiotyk a jak tak dalej pójdzie pójdę po drugi, bo po ostatniej sobocie pracującej na sali z klimatyzacją znowu się coś może przygruchać... Zdycham.

Nie dziwcie się więc, że tak mało wrzucam na Moherowo, bo i okoliczności niesprzyjające i roboty masa (z tej roboty akurat się cieszę). Jednak nie mogę się powstrzymać od paru komentarzy odnośnie tego, co się dzieje.

Na początek Rosja i sankcje wobec niej. Tak póki co nie komentowałem całej tej sytuacji ze zestrzelonym samolotem, bo tak nie do końca wszystko wydaje mi się tutaj proste. Zachód i nasze jamniki polityki wiedzą, kto jest winien, a ja się zastanawiam, kto na tej sytuacji korzysta, bo na pewno nie separatyści i na pewno nie Rosja. Czy to była zwykła pomyłka? Wątpię, ktoś, kto posiada takie rakiety i umie nimi strzelać nie popełnia takiego błędu - potrafi zidentyfikować samolot. Na tej sytuacji skorzystał rząd w Kijowie - świat znów ma Ukrainę na ustach, znów się interesuje, bo ostatnio światowa opinia publiczna średnio interesowała się tamtejszą sytuacją. Czy możliwe jest, aby samolot został zestrzelony na polecenie Kijowa, żeby stworzyć odpowiednią atmosferę międzynarodową? Myślę, że tak, jest to możliwe. Ukrainą rządzą teraz siły nie do końca stabilne i nie do końca uczciwe. Zestrzelenie samolotu pasażerskiego, na którego pokładzie byli ludzie różnych narodowości sprawia, że konflikt staje się problemem kilku państw. Żadne śledztwo do końca nie wyjaśni sprawy, żadna ze stron nie jest zupełnie niewinna, więc może się okazać, że sytuacja będzie nakręcać się z upływem czasu, bo zamiast o wyjaśnienie przyczyn będzie chodziło o szum polityczny. Tak jak z katastrofą smoleńską, wierzącym w zamach nie chodzi o wyjaśnienie sprawy, chodzi o kapitał polityczny, który można na smoleńskich trupach zbić. To samo będzie tutaj. 

A jak już o Smoleńsku wspomniałem, to jak to jest możliwe, że rzekomo śledztwa w sprawie tej katastrofy nie można było umiędzynarodowić (bo to sprzeczne z przepisami) a śledztwo w sprawie boeinga jest międzynarodowe? No ale tym niech się Antek zajmuje.

Dziś usłyszałem o genialnym pomyśle MEN na temat ocen w podstawówkach, aby zastąpić je opiniami... Kolejny sposób na maskowanie mierności edukacji w Polsce zaczyna wchodzić w życie. Po katastrofalnych wynikach matury (z roku na rok poziom jest zaniżany a i tak odsetek zdających maleje) teraz będą upośledzać ludzi w podstawówkach. Kiedyś od pierwszej klasy podstawówki dzieciak wiedział, że jak ma 2 tzn. że musi się przykładać, jak ma 5 znaczy, że jest w tym dobry. Teraz w pierwszych klasach są opisy, które można streścić np. następująco "dziecko się uczy, chodzi do szkoły, wybitnie zdolne może i nie jest, ale na pewno coś potrafi". Jak taką ocenę mają interpretować dzieci i rodzice? Choć ci ostatni nauczyli się, że jak dziecko jest głąb, to na pewno nie ich wina, nie jest wina godzin spędzonych przed komputerem zamiast przed książkami tylko wina szkoły i nauczycieli. No na pewno po części tak, ale jak szkoła ma wymagać od dziecka, skoro rodzice na każdą krytykę ich pociechy reagują agresją?

Wracając do ocen, nowe rozwiązanie sprawi, że porównanie poziomu wiedzy dzieciaków będzie niemożliwe, nie przeliczy się tego na średnią a same opinie będą więcej uznaniowe niż obiektywne... Masakra. 

Choć pomysły MEN to i tak pikuś w porównaniu z pomysłami nauczycieli, którzy chcą podpisać klauzulę sumienia. Czy to oznaczać będzie, że nauczyciel, który podpisał taką klauzulę będzie mógł odmówić nauki teorii ewolucji w szkole bo to sprzeczne z jego poglądami? A może historyk będzie mógł przemilczeć wyprawy krzyżowe i inkwizycję, bo to obraża jego uczucia religijne? Co to kurwa ma być?! Dla mnie nauczyciel biologii, który podważa teorię Darwina nie powinien być nauczycielem. To tak, jakby geograf twierdził, że ziemia jest płaska... A jak rodzice mają zadbać o edukację swojego dziecka? Co, dostaną od nauczyciela listę rzeczy, których jego poglądy zabraniają nauczać? 

Szkoda, że środowisko nauczycieli o racjonalistycznych poglądach nie ma na tyle odwagi, aby np. sprzeciwić się przymusowi chodzenia na kościelne obchody szkolnych uroczystości, że nie protestują, gdy uczniowie zmuszani są do udziału w rekolekcjach albo apelach na cześć jedynie słusznego świętego.

Ale jest nadzieja, sam Kościół się stara o to, aby się ośmieszać. Po akcjach z in vitro, po kabarecie z transplantologią i Chazanem czas na inne atrakcje. Otóż pewien ksiądz dostaje smsy od ... diabła, który tak mści się za próbę egzorcyzmów, którą duchowny przeprowadził. Diabeł go obraża, diabeł mu grozi a ten z całą powagą mówi o tym publicznie... Kiedyś takich ludzi zamykano w psychiatrykach, dziś robi się z nimi wywiady dla prasy...

A tak swoją drogą to ciekawe jaką taryfę ma diabeł i czy w piekle jest roaming? No bo o operatora się nie pytam, to na pewno Play, bo tam się już kręci jedna taka co Szatan się nazywa...

Oj widać, że nie tylko mnie przygrzewa... 

 

Kara za więzienia, których nie było…

No i stało się, dostaliśmy wyrok za tajne więzienia CIA w Polsce. Obicach na całej linii… Kolejny dowód na naszą „murzyńskość” w relacjach z USA, dla których jesteśmy szmatą do wycierania podłogi z gówna, jak na podłogę naniesie ją swoimi kowbojkami wielki brat. Wbrew interesom własnym i europejskim wykazujemy niewiarygodną nadgorliwość w byciu sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. I co z tego mamy?

Mamy wku*wienie naszych europejskich partnerów.

Mamy udział w wojnach, które nas w żaden sposób nie dotyczą, a nawet jak w przypadku Iraku są sprzeczne z naszymi interesami gospodarczymi i politycznymi.

Mamy skansen przestarzałych „jaszczembi” i offset, którego nie było.

Mamy wizy.

Mamy zapłacić terrorystom nie małą kasę.

Mamy przejeb*ne…

To tylko najważniejsze korzyści z naszego sojuszu. Ale o tym wie każdy. Mnie natomiast jedna rzecz martwi, a druga bulwersuje. Martwi mnie fakt, że przywódca lewicowej partii zachowuje się jak podwórkowy gnojek. Skoro już wypiął się „hamerykańcom” i pozwolił im założyć katownię u nas to teraz powinien mieć trochę odwagi i honoru i się do tego przyznać, a nie iść w zaparte. Cały świat wie, że więzienia były, są na to ujawnione dokumenty w USA, a ten cały czas, że żadnych więzień nie było. To jak ze złodziejem, który złapany za rękę na kradzieży jabłek twierdzi, że to nie jego ręka jest, on nie wie czyja, no i czy to w ogóle jest ręka? Jakież świadectwo wiarygodności sobie wystawia nasz lew lewicy? Jeśli nie chce się z tego tłumaczyć to niech odejdzie z polityki, zniknie gdzieś w Bieszczadach i żyje z emerytury wypracowanej jako działacz polityczny. Wiek już ma słuszny, wstydu nie będzie, nikt też nie będzie się emeryta czepiał, bo i po co, jak już niegroźny?

Ale bulwersuje mnie coś innego. Pamiętacie lata temu, gdy jeszcze wojna z terroryzmem trwała w najlepsze był pewien polityk, który mówił o tajnych więzieniach CIA w Polsce. Pamiętacie co wtedy z tym politykiem zrobiono? Wyśmiano go, drwiono z niego, że może to nie CIA ale kosmici lądowali, że jest wariat i kretyn, że populista. Pamiętacie kto był tym sponiewieranym mężem stanu, który nie bał się lata temu mówić o tym, o czym teraz się boją nawet szeptać politycy? Nazywał się on Andrzej Lepper. Dziś to nazwisko powinno być na ustach wszystkich, powinien być wspominany, że ostrzegał lata temu, że miał odwagę, że miał informacje.

Fakt, nic mu z tego nie przyjdzie, zaszczuty popełnił samobójstwo. To był prosty chłop, może i wieśniak i cham, ale to był jedyny polityk, który miał wyje*ane na sondaże, który miał odwagę mówić to, co myśli, a nie to co mediom się podoba. Zrobiono z niego wariata, głupka i gwałciciela, jak pokazuje bieg wydarzeń, żadne z powyższych nie okazało się prawdą. Może by jednak ktoś go trochę docenił?

PS. Ciekawe czy kasy ze sławnych walizek z dolarami starczy na te odszkodowania dla terrorystów?