PKW nakręca paranoję

Od jakiegoś czasu możemy zauważyć bardzo niebezpieczną tendencję na skrajnej prawicy – podważanie prawidłowości wyborów. Nawet z ust Kaczyńskiego płyną raz po raz żale przy każdych wyborach, że są rażące nieprawidłowości, które tak naprawdę okazują się co najwyżej błędnie podpisanymi wyborcami na liście, źle opieczętowaną urną lub pijanym członkiem komisji. Od wielu lat żadnych poważnych naruszeń ordynacji wyborczej nie było, poza łamaniem ciszy wyborczej, szczególnie przez Kościół (choć ostatnie wybory jakoś sobie czarni chyba odpuścili), skąd więc te żale i płacze, a nawet oburzenie i bunt?

A jest to znana od wieków taktyka sił, które normalną drogą nie mogą zdobyć władzy – podważenie legitymizmu (legalności) władz jest w stanie pobudzić społeczeństwo do jawnego buntu i oddania władzy w ręce sił, które np. drogą demokratycznych wyborów władzy nie zdobędą. Pojawia się w głowach myśl, że skoro ta władza jest nielegalna to ja nie muszę się jej podporządkować. Wylew tego buntu mamy każdego 11. listopada od kilku już lat. Kaczyńskiemu jest to na rękę, ale jak tylko pojawiły się pierwsze sondażowe wyniki wyborów zamilkł… Już nie krzyczy, że wybory sfałszowane, że sondaże kłamią a on ma inne wiadomości od swoich ludzi w terenie. No bo jak ma podważać wybory, w których wygrywa? Teoretycznie przydarzyła się dobra okazja do przymknięcia na pewien czas ust takich wichrzycieli jak Kaczyński, niestety rząd znów strzela sobie samobója.

To co wyprawia PKW to skandal tym większy, że podważa zaufanie do wyborów. Wyborów, w których wzięło udział najwięcej ludzi od kilku lat, gdzie frekwencja w niektórych okręgach przekroczyła nawet 70% (!). Teraz PKW daje argument oszołomom, „poszliście zagłosować, a władza zrobiła taki zamęt i was oszukała”. Każdy system informatyczny może przestać działać, ale nie na taką skalę, rozumiem, że serwery się mogły przegrzać, ale tutaj nie zawinił sprzęt, ale oprogramowanie, nie było w stanie przetworzyć takiego nawału informacji.

Nie należę raczej do paranoików, ale sam mam obawy, czy na pewno oficjalne wyniki będą odzwierciedleniem rzeczywistych wyborów Polaków. Skąd mam mieć pewność, że system źle nie dodał słupków, że głosy z jakiegoś okręgu przepadły albo zamieniły się miejscami z innym okręgiem? PKW jak tylko padł system powinna od razu porzucić myśl o jego użyciu i wrócić do tradycyjnego liczenia, nazywając rzeczy po imieniu. PKW podkopuje fundamentalną zasadę demokracji i naszego ustroju – legitymizm władzy pochodzącej z wolnych wyborów. Daje oręż niezrównoważonym i paranoikom, nie wróży to nam dobrze…

Strach w oczach

Wiecie co, przeraża mnie nasza rzeczywistość co raz bardziej. I wcale nie boję się tych łysych kiboli, idiotów w maskach maszerujących po Warszawie ze znakami drogowymi, nawet nie boję się psychopatów wypuszczanych po 25 latach z więzienia. Strach mnie ogarnia, gdy widzę pomalowane banery wyborcze…

W tej chwili się Wam lampka zapala, „no poje*ało bo już kompletnie, nie boi się kiboli a drży jak widzi zamalowane gęby tych złodziei?” Dokładnie tak. Psychola, bandytę czy kibola łatwiej zauważyć, fanatyka ze sprejem trudniej. Wyobraźcie sobie jaki rodzaj rzadkiego gooowna trzeba mieć w głowie, żeby czas i pieniądze poświęcić na to, aby objechać pół powiatu ze sprejem i zamalowywać twarze kandydatów z przeciwnej opcji politycznej. I wcale nie są to jacyś wandale z gimnazjum, ten sam kolor farby wraz z podobnym czasem akcji sugeruje, że to zorganizowana akcja… Przecież to trzeba mieć ciężką paranoję, krańcowy idiotyzm i nie wiem co jeszcze. A wiecie co jest najgorsze, że w przeciwieństwie do jednostek wspomnianych na wstępie taki „przypadek” jest trudny do wyłapania. To może być każdy, z kim macie kontakt, kolega z pracy, ekspedientka podająca Wam chleb w sklepie albo miły starszy Pan mijany co rano w drodze do pracy… Taki człowiek może wyglądać zupełnie normalnie, nie ma na obłędu w oczach, nie ma noża w ręce ani bomby pod ubraniem, ale ma za to idee, w które bezwzględnie wierzy. Wierzy też w to, że ten, kto nie podziela jego poglądów to podczłowiek, zwierzę do odstrzału, które nie ma prawa żyć.

Taki „przyczajony wojownik” będzie się maskował i ukrywał, ale walkę będzie prowadził, w partyzantce bo przecież wrogowie są wszędzie. Jego mały móżdżek ma tylko dwa tryby pracy – słuchanie wodza i sabotaż. Wódz się może zmieniać, metody i motywy sabotażu też ale wróg jest zawsze ten sam – wróg jest wrogiem!!!

Dziś taki sabotażysta zamalowywuje banery, a jutro? Jutro może stwierdzić, że czas walczyć z bandytami używającymi prezerwatyw i sprzedając w kiosku podziurawi szpilką wszystkie, albo pójdzie do marketu i zrobi to samo… Albo stwierdzi, że trzeba ukarać tych, co w niedziele robią zakupy, bo przecież powinni być w kościele i zacznie szpilki pchać do chleba albo żyletki do jabłek w Biedronce czy Tesco… Albo rozwiesi stalową linkę na ścieżce w parku, bo stwierdzi, że trzeba zrobić porządek z rowerzystami…

Właśnie tego się boję, że tacy ukryci bojownicy działają, nie mają skrupułów ani nie mają wątpliwości w swoje idee i motywy, są przekonani o swojej wyższości nad innymi i nie podważają słuszności swoich motywów i metod… Nie wyłapiemy ich, bo się do tego nie przyznają. Sądzicie, że jest inaczej? Sprawdźcie sami. PiS ma w różnych sondażach między 20 a 30% poparcia, znacie kogoś, kto jawnie się do tego przyznaje? Nie w prywatnej rozmowie ale publicznie, w tłumie? Bywam na różnych masowych imprezach, często kabareciarze lecą po Kaczyńskim i PiS, ale gdy pytają się, czy jest ktoś, kto tą partię popiera nie ma nikogo. Kilkaset osób na sali i cisza… Ale w głowach tych „procentów” już trybik trąca o trybik – o kolejny wróg do unicestwienia… 

Typ aspołeczny

Jestem strasznie aspołecznym typem. Wyznanie to na pewno nie zaskoczy tych, którzy mnie znają, bo wiedzą jakim jestem marudą, zgredem, nerwusem, apodyktykiem, egoistą. Wiecznie mam jakieś uwagi, ciągle się czemuś sprzeciwiam i nie wiadomo o co walczę. O uporze nawet nie wspomnę. Ale wcale nie o taką aspołeczność mi chodzi.

Kazik chyba na „Czterech pokojach” wyśpiewał, że „kto wódki nie pije ten jest wywrotowcem, tak świadomie uszczuplającym dochody państwa bezideowcem”. No i coś w tym jest. Nie żebym wódki nie pił, ale gdybym mógł wybierać, wybrałbym bimber, ale on przecież jest nielegalny…

Jednak mam na sumieniu więcej antyspołecznych, antygospodarczych i antypaństwowych rzeczy, oto przykłady:
- nie wspieram sektora usługowego gospodarki, gdyż praktycznie nie korzystam z usług elektryków, mechaników samochodowych, hydraulików, ślusarzy, stolarzy, dekarzy, malarzy pokojowych, szklarzy, spawaczy i wielu innych rzemieślników;
- nie wspieram sektora handlowego, gdyż nie popadam w gorączki zakupów świątecznych, długoweekendowych itp., nie żebym nie kupował gadżetów i zabawek, bez których mógłbym się obyć, ale nie są to najbardziej modne rzeczy i marki, nie kupuję iphonów i ipadów, choć smartfon i tablet w domu są, nie mamy też 50” telewizora z najnowszej linii, bo na starym i tak nie ma czego oglądać itp. itd.;
- nie wspieram sektora bankowego, gdyż nie biorę kredytów na rzeczy, których nie potrzebuję, kredyt czasem jest potrzebny, ale na inwestycje a nie pierdoły, nie mam zamiaru zadłużać się po to, by kupić sobie najnowszy model telefonu albo, żeby kupić szalone prezenty dla całej rodziny, nie kręci mnie też zakup na kredyt samochodu, tylko po to, by mieć młodszy rocznik niż sąsiad – 17-letnia Omega i tak jest wygodniejsza niż większość nowych mydelniczek.

Gdzie tu aspołeczność? No wszędzie! Przecież na okrągło wtłacza się nam w głowy, że powinniśmy kupować, kupować, kupować, zlecać, kupować, zlecać i kupować, a wszystko to na tani kredyt z najniższą ratą na dowód osobisty! A dlaczego? A dlatego, że od każdej transakcji państwo pobiera haracz (VAT, podatek dochodowy, inne podatki). Poza tym, gdybym wydawał więcej niż zarabiam, musiałbym jechać na kredytach, a gdy człowiek jest zadłużony to czuje się zagrożony, a jak jest zagrożony to staje się pokorny. Bunt nie wchodzi wtedy w grę, bo strach przed utratą pracy jest większy niż ból dupy gdy ruchany jest przez rząd, pracodawcę, banki i inne instytucje. Mam ten komfort, że radzę sobie z wieloma rzeczami i nie potrzebuję wydawać pieniędzy na naprawę samochodu (choć nie za wszystko się biorę), wymianę szyby w oknie czy nawet położenie blachy na dachu. Choć wiadomo dobrze, że jak ktoś zna się na wszystkim, to tak naprawdę nie zna się na niczym, to jako tako mi wiele rzeczy wychodzi: samochód jeździ, dach nie cieknie, piec grzeje, choć specjalista zrobiłby to lepiej, szybciej i ładniej (choć nie koniecznie).

Nie dość więc, że jestem komunista-ateista, to jeszcze nie wspieram gospodarki ani rządu. Aż dziw, że jeszcze nikt nie wymyślił dla takich jak ja specjalnego podatku albo obozów koncentracyjnych…

Święta, święta i po… czątek świątecznego czasu…

Jeszcze znicze się palą a w TV już świąteczne reklamy, tym razem zaczął lidl… Na dworze +15 a oni puszczają „letytsnoł”… No się trochę pośpieszyli, ale tylko czekać, aż się na ekranie pojawi tłusty świętuszek… No dobra, ale póki co nie o tym, kilka spraw na bieżąco.

Jak już jesteśmy przy reklamach, to chyba Plus po raz kolejny strzela sobie w nogę. Nie dość, że oferta dla klientów najgorsza ze wszystkich operatorów, to jeszcze ta nowa reklama plusa dla firm. Chodzi o tą, w której koleś chwali się, że na początku miał tylko jeden ciągnik, a teraz już ma całą flotę. Można się zastanawiać, gdzie tkwi jego recepta na sukces, ale to od razu widać. Koleś jak nic jest szpiegiem Putina, bo te ciężarówki są … śnieżnobiałe. Nie trzeba być Antkiem M. żeby to rozgryźć.

Putin ostatnio jest bohaterem nr jeden naszych mediów, a to zatrzymają jego szpiega, a to ujawnią, że kilka lat temu chciał zrobić rozbiór Ukrainy, albo że na raka umiera. My to mamy jakiś chyba problem na jego punkcie. Z jednej strony krytykuje się jego dyktatorskie zapędy, z drugiej strony prawica chce mieć wodza, szytego na miarę rosyjskiego prezydenta. Problem w tym, że porównując potencjały Putina i Kaczyńskiego nie mamy nawet zachowanej proporcji między potencjałami Polski i Rosji. To tak, jakby porównywać papierowy samolocik z wahadłowcem.

Swoją drogą to nie daje mi spokoju motywacja Sikorskiego do ujawnienia tej rzekomej propozycji rozbioru Ukrainy. Bo nawet jeśli taka propozycja padła z ust Putina, to na pewno nie nazwał tego rozbiorem a co najwyżej interwencją w niestabilnym państwie i na pewno wcześniej ustalił taką ewentualność z prawdziwymi graczami polityki międzynarodowej. Być może coś takiego w jego głowie się narodziło, podgadywał sąsiadów Ukrainy co one na to, ale skoro do tego nie doszło, oznacza, że Niemcy i USA na to nie pozwoliły. Ujawnienie takiej informacji to kompletna kompromitacja Sikorskiego, choć darzę go sympatią to teraz przegiął na całej linii. Daliśmy sygnał całemu światu, że sprawy ważne i delikatne trzeba załatwiać ponad naszymi głowami. Jesteśmy jak wiejski głupek, którego postanowiono wpuścić na wiejskie zebranie, nie do końca wie o co na nim chodzi, ale nie przeszkadza mu to wyrażać swoje zdanie w każdym temacie i rozgadywać po sąsiednich wioskach ustaloną strategię na bitwę z okazji dożynek.

No a teraz trochę spoważnieję. Słyszeliście zapewne o tej matce, co to została oskarżona o dzieciobójstwo bo miała kilka promili i dziecko tego nie przeżyło? Media zawyły z oburzenia, kobieta urosła do miana zbrodniarza, naród domaga się linczu. Ale jest pewien problem… Otóż kobieta miała promile we krwi, dziecko nie przeżyło, ale sprawa nie jest tak prosta, bo dziecko nie zmarło od alkoholu, ale od nożyczek. Sprawa wygląda tak, że owa kobieta i jej konkubent spodziewając się niechcianego dziecka postanowili zrobić aborcję domowym sposobem. Nie wiadomo, czy alkohol był katalizatorem wydarzeń czy też tylko środkiem znieczulającym, fakt jest taki, że pijanej kobiecie jej kochanek postanowił usunąć ciążę nożyczkami. Ale czemu o tym nie słyszeliście? Bo łatwiej w mediach krzyczeć o matce pijaczce niż o tym, do jakich patologii prowadzi zakaz aborcji. Pomyślcie jak trzeba być zdesperowanym, żeby pójść na coś takiego, albo żeby dzieci mordować. Gdyby taka kobieta jedna z drugą dowiedziawszy się o niechcianej ciąży (bo jak jej unikać w szkole jej nie nauczą, za to katechetka jej wyjaśni, że prezerwatywy powodują impotencję, pigułki raka a wszystko razem stanowi bilet do piekieł) mogła pójść i tą ciążę usunąć nie byłoby takich tragedii. Jasne, że zarówno tej kobiecie jak i facetowi należy się kara, ale przede wszystkim nie za dzieciobójstwo, bo dziecko się nie urodziło, a okolicznością łagodzącą powinna być sytuacja życiowa. Jak długo jeszcze będziemy ślepi na skutki katolickich dogmatów zaszytych w polskim prawie?

Wybory, ech wybory…

Czuć klimat wyborczy, oj czuć i to bardzo. I to wcale nie w ogólnopolskich przekaziorach, ale tu bliżej gruntu. To, że lokalne radio bombarduje kiepskimi jakościowo spotami, w których kandydaci bardziej się kompromitują niż reklamują przywykłem, dla świętego spokoju od kilkunastu dni radio w samochodzie nie leci, żebym się nie denerwował. Miejscowe portale także przesycone są „obiektywnymi” artykułami chwalącymi lub krytykującymi władzę, w zależności od tego, bliżej czyjej kieszeni dany portal siedzi. Gazet miejscowych nie czytam, ich nie da czytać się na co dzień a co dopiero przy takich okazjach. Plakatów dużo nie ma poza Włocławkiem, w samym mieście jest tego trochę. Ale nie tylko po tym poznasz, że wybory za pasem.

Objawem wyborczej obstrukcji jest tempo i ilość realizowanych inwestycji, nagle okazuje się, że opóźnione roboty przyspieszają, że ekipy pracują w noce, niedziele i święta, że są pieniądze na wszystko i dla każdego. Moja gmina w swej wspaniałości włączyła latarnie oświetlające drogę dojazdową do mojego domu, które były wyłączone od wiosny. Ścieżka rowerowa z Brześcia w kierunku Włocławka powstaje w tempie ekspresowym, na pewno przed wyborami wstęgę uda się przeciąć. Włocławek sam w sobie zadziwia, odbiory inwestycji i roboty dróg idą jak bajka. A dziś i wczoraj przeżyłem szok! Ale SZOK prawdziwy. Otóż wieczorami po Osięcinach kręcą się patrole policji. Od kiedy zlikwidowali posterunek otwarty został „tor rajdowy – pętla Osięciny”. Przestronny rynek aż się prosi o jakiś drifcik, małe palenie gumy więc nie ma się co dziwić tym, którzy oprzeć się pokusie nie potrafią. Tak samo motocyklistom, którzy pewnie zakładają się o to, kto rozwinie większą prędkość od biedronki do kościoła… Policja czasem się pokręciła, ale ostatnio mamy patrole z prawdziwego zdarzenia. Widać budżet nie majtki, jak trzeba to się go rozciągnie bez ograniczeń.

Cóż za magiczny to czas, gdy budżety się rozciągają, radni przestają być bezradni, wójtowie i burmistrzowie przestają być ślepi i głusi, niema opozycja odzyskuje głos a drogi same się budują i naprawiają. Może by tak wybory robić co roku, to w kraju byłoby znacznie lepiej?

 

Jak boga kocham, Palikot przegina

Przeczytałem ciekawy artykuł w ostatnim NIE o podobieństwach losów partii Leppera i Palikota, niestety znów się muszę z Agnieszką Wołk-Łaniewską zgodzić w jej diagnozach… Przyznaję ze smutkiem, że sam należałem do grupy, którą Palikot uwiódł swoją świeżością.

Partia Palikota zrobiła sporo dobrego, choć może nie konkretnego, ale zawsze. Jak już pisałem, takie „kwiatki” jak działacz gejowski czy „posłanek Grodzki” odcisną swoje piętno na zawsze na polityce i dyskursie publicznym, przestały to być tematy tabu, nikogo już podobne persony na listach wyborczych szokować nie będą. Ale Palikot przegrał swoją szansę, zrobił z partii kolejny biznes (co swoją drogą przeczuwałem), ale zamiast towaru dobrej jakości zaoferował bubel w ładnym opakowaniu. To nie może być skuteczne dłużej niż trzy serie – pierwsza – z ciekawości damy szansę, druga – może się czegoś nauczyli i coś poprawili, trzecia – ostatnia szansa. Palikot ostatnią szansę miał w wyborach do europarlamentu i ją koncertowo spierdzielił… Wlazł na głowy ludziom, na plecach których wjechał do sejmu, a teraz na dodatek jednemu za drugim daje kopa.

Ale zawiedzione nadzieje wyborców to nie najgorsza rzecz, jaką zrobił Palikot, bo zawodzili wszyscy od lewa do prawa. Miał on szansę zbudować realną alternatywę dla SLD – prawdziwie lewicową i rewolucyjną światopoglądowo. Niestety wielu, w tym ja, nie może patrzeć na Millera. I nie chodzi tylko o to, że będąc u władzy nie zrealizował programu, z jakim wygrał wybory. Chodzi o to, że robił wszystko to, czemu jego elektorat był przeciwny – właził w dupę biznesowi i kościołowi, umizgiwał się do USA i blokował wszelkie inicjatywy zmian „w lewo”.  Nadzieje umierają wraz z partią Palikota, nic na jej gruzach nie powstanie, bo to on trzyma kasę – nie ma struktur, nie ma pieniędzy, nie ma niczego… Tylko na kogo mam głosować? W wyborach samorządowych pewnie skreślę ludzi, których znam, niezależnie w jakiej opcji siedzą, ale już niedługo wybory do parlamentu…

Dość o polityce, zmiana tematu na nieco smutniejszy. Chyba nie ma osoby, która nie słyszała o śmierci Przybylskiej, przykra sprawa. Ładna, uzdolniona, mądra – dzięki temu udało się jej zrobić karierę i pieniądze. Nie była jedną z wielu głupich gąsek z telenowel, co to pojawiają się i znikają, wybitną artystką może nie była, ale potrafiła więcej niż 90% obecnych „gwiazdek”. Nie ganiała ślepo za sławą, a jak o czymś mówiła, to można było z przyjemnością posłuchać. Do czego zmierzam? Otóż katoliku, buddysto, wyznawco islamu, popatrz mi prosto w oczy i powiedz, że bóg istnieje – zrobisz to na pewno. A teraz popatrz w oczy jej dzieciom i powiedz, że to bóg w swej miłości im to zrobił.

Zrzut z wątroby

 

Uff minęły dwa tygodnie od ostatniej wrzuty, chwila przerwy każdemu ponoć jest potrzebna, Wy ją dostaliście, ja nie bardzo… Jak zwykle na koniec września targi Agroshow wyjmują ponad tydzień z mojego życia, co rok jest to samo, tak samo, choć czasem zdarzają się rzeczy nietypowe. Ale co ja się będę o targach rozpisywał.

Mamy przecież nowy rząd, a w nim prawdziwe perełki jak „ministra”, co sama sobie odprawę dała albo Schetyna kierujący MSZ… Wielkie powroty i małe „niktosie” w rządzie to dość ciekawy eksperyment, oby tylko pacjent przeżył. Jedyne co może nam w związku z tą zmianą przynieść odrobinkę zabawy to Radek Sikorski na stołku marszałka sejmu. No powiem Wam szczerze, z taką niewyparzoną gębą jak jego może być wesoło do końca kadencji…

Nowa premier to spora zmiana, która nic nie zmieni. To gabinet cieni i cieniasów, które teraz będą tylko o wyborach w regionach, bo przecież każdy cieć wie, że lepsza posada radnego w mieście powiatowym niż ministra, lepiej być burmistrzem niż premierem, bo mniej ciekawskich oczu na ręce patrzy, a i decyzyjność bezpośrednia niemałych kwot dotyczy. Ot taki paradoks, że im niżej, tym lepiej.

A jak już przy samorządach jesteśmy to kampania rusza pełnym pędem. Obserwuję Włocławek, z racji bliskości, i doskonale widać zdziczenie i zdziwaczenie polityki lokalnej. To, że do stołków pchają się ludzie, którzy mają albo problemy ze zdrowiem psychicznym, albo nie mają wstydu żadnego przywykłem, to że obrzucają się gównem  też nie dziwi, ale że niektórzy się własnym zajadają to już mnie zadziwia. To ciekawe jak z własnych win i wad można robić swoje atuty… We Włocławku jest jeszcze jedna ciekawa tradycja – przed wyborami okazuje się, że spółki komunalne odczuwają silną potrzebę organizacji imprez plenerowych dla mieszkańców miasta. Nagle okazuje się, że festyny są wpisane w politykę promocji firm, których miasto jest właścicielem. 

Z drugiej jednak strony wybory mogłyby być co rok, bo nagle zaczęto remonty tam, gdzie do tej pory się podobno nie dało, nawet aleja Kazika we Włocławku zyskuje nową nawierzchnię co nie udawało się odkąd pamiętam…

A teraz coś obyczajowego. Chyba już przestanę się dziwić zdziczeniu języka polityki, bo okazuje się, że nadal politycy trzymają pewien poziom. Od jakiegoś czasu każdy w TV chce się jakoś wyróżniać, a na popularności zyskuje zwykłe chamstwo. Obarczany jest za to Wojewódzki, bo to on zaczął jako pierwszy „jazdy” po uczestnikach Idola. Jednak to, co odróżnia Wojewódzkiego od takiej grubej blondyny z TVN to fakt, że tamten jechał po faktycznych debilach i „gwiazdach”, a teraz po prostu w telewizji się ku*wi i jedzie po wszystkich i wszystkim dla zasady. Nigdy całego programu tej grubaski nie widziałem, widziałem tylko zapowiedzi i to mi wystarczy, jakby taka przyszła do mnie, do mojego domu lub restauracji to za ¾ swoich tekstów by zwyczajnie w ryj dostała, a ciemny lud przed telewizorami się tym podnieca. To samo te denne podróbki zachodnich programów z gotowaniem w tle – chamstwo i prostactwo. A szczytem jest puszczanie zapowiedzi programu, w której jeden z chyba prowadzących rzuca tekst o „pokazaniu dupy tradycji”. No to już jest ku*wa przesada!

Tak wiem, sam przeklinam, wręcz ku*wię niemiłosiernie, ale wg pewnych zasad. Nie klnę w domu i przy rodzicach, nie klnę w wypowiedziach oficjalnych, nie klnę wśród obcych, klnę tylko wtedy gdy jestem wśród ludzi, którym wiem, że moje wulgaryzmy przeszkadzać nie będą. Czasem przekleństwo jest potrzebne, żeby coś wyrazić lub podkreślić, dlatego nie razi mnie to w filmach, piosenkach itp. Zupełnie nie przeszkadza mi np. kawałek Liroya „Scyzork” – bo takim językiem mówiła subkultura, z której autor i target się wywodzą. Leję na to, że politycy w prywatnych rozmowach klną sobie soczyście, bo to były PRYWATNE rozmowy. Ale rzucanie przekleństwami w TV w porze obiadowej tylko po to, aby się pokazać, wyróżnić i zaimponować ciemnej widowni, że mogę skur*ić dowolnego uczestnika a on podkuli ogon to zwykłe prostactwo, na które nie powinno być przyzwolenia.

Na Moherowie też jest sporo przekleństw, kiedyś było więcej i nie były „gwiazdkowane”, ale taki już jest styl tej strony. Rozmawiam z Wami, jak z przyjaciółmi, na luzie i bez „krępacji”, stąd jakieś dziwne słowotwórstwa, pokręcone aluzje i wspomniane wulgaryzmy. Jestem chamem ze wsi, ale dobrze wychowanym i wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na soczyste kurwa mać! a kiedy nie.

No dobra, zrzuciłem z wątroby to i owo, wracam do codziennych wrzut, a może jeszcze dziś wrzucę coś do śmiechu – zobaczy się. Roboty mam sporo, jak chcecie zobaczyć, czym się zajmuję to zapraszam na mojego bloga >>>

 

 

Rasowy komunista Tusk

No nie wiem jak Wam, ale mi wczorajsze deklaracje premiera Tuska bardzo się spodobały, brakło jeszcze tylko obietnicy stu milionów dla każdego… No ale bez drwin, poważnie, nowy program rządu to czyste lewactwo, SLD i jego program przy propozycjach rządu to liberliberalizm gospodarczy. Co z tego, że to przedwyborcza paplanina, bo nie wierzę, że Tusk przeszedł przemianę i dostrzegł, że czas zdjąć Balcerowicza z ołtarza i pójść śladem najlepszych socjaldemokracji Europy. Liberalny kapitalizm umarł na świecie, niewidzialna ręka rynku, która doprowadziła do ostatniej recesji jest pomału odgryzana przez światową gospodarkę, tylko w Polsce ciągle słuchają Balcerowicza i magików z Centrum im. A. Smitha – choć co raz rzadziej. O ironio, Polskę uratowało przed zagładą opóźnienie w liberalizowaniu gospodarki i smycz (choć baaaardzo długa) założona sektorowi bankowemu.Pięknie by było, gdyby Tusk faktycznie doszedł do tego, że odpowiedzialna społecznie polityka gospodarcza to jedyna słuszna droga rozwoju, po tylu latach za sterem można by się spodziewać takiego oświecenia, ale mam wrażenie, że podobnie jak Miller ponad 10 lat temu tak i Tusk po wyborach zapomni o lewej nodze, za to prawą zasadzi kopa lewicowemu elektoratowi, który na pewno po tych deklaracjach może być skłonny go poprzeć. Jakie to szczęście, że teraz są wybory do samorządu, gdzie przynajmniej ja oddaję głosy na ludzi, których znam, a nie na partie. Jeśli Tusk przymnie kurs na lewo i utrzyma go dłużej niż do wyborów samorządowych to może podczas następnych wyborów będę miał na kogo zagłosować…

Ta lewicowa retoryka może mieć jeszcze jedną przyczynę, nie chodzi tylko o podprowadzenie socjalistycznego elektoratu SLD i PiS (tam więcej jest socjalistów niż w SLD, szkoda tylko, że o brunatnym zabarwieniu…). To może być ukłon w stronę Millera w imię przyszłej koalicji. PO boi się przegranej w wyborach do parlamentu, więc musi jakoś umożliwić sobie koalicję z Sojuszem. Millerowi nie wypadałoby pchać się do liberalnego związku, ale jeśli Tusk utrzyma ton wypowiedzi to Miller może prowadzić kampanię pod hasłem koalicji z PO nawróconą na „lewicę”. Jedno jest pewne, jeśli do takiej koalicji dojdzie, to krótko będzie to koalicja PO-SLD, szybko zmieni się w stan „po SLD”…

A kiedyś to taka fajna partia była…

Who the fuck is Rafalala

 Głupota naszego narodu oraz mediów już dawno przestała mnie dziwić, mało co jest w stanie mnie zaskoczyć w kwestii zidiocenia i zidiocania, ale ostatnia afera z Zawiszą i jakimś Rafalalą rozpierdzieliła mnie jak ekspres samobójcę.

To, że Zawisza należy do tej części ciemnoty, za którą jest już tylko czarna dziura nie jest niespodzianką, ale ciągle nie mogę zrozumieć jak on i jemu podobni uwielbiają sobie utrudniać życie. Gdyby ów obrońca moralności nie zgodził się pokazać w TV z kimś z gatunku, do którego pała nienawiścią i nie zaczął odpierdzielać nikt nie wiedziałby kto to jest ten czy ta Rafalala – ja nie wiedziałem i przyznam szczerze, widok tej gęby jest dla mnie nadal traumatycznym przeżyciem. Nie mam nic przeciwko transwestytom czy transseksualistą, ale takie coś jak ta cała Rafalala to nie żaden transwestyta tylko zwykły frajer-pozer. Swoje problemy z seksualnością zamienił w jakąś tanią groteskę a teraz dzięki Zawiszy bryluje to „coś” na salonach i w mediach, robiąc dla środowiska transwestytów i transseksualistów więcej złego niż dobrego.

Tak więc panie Zawisza, Zawiszu, a ch*j z tym, panie z ciemnogrodu, to pan uczyniłeś z tego czegoś gwiazdę i symbol walki z prześladowaniami na tle seksualności, pan sprawiłeś, że ten/ta/to Rafalala będzie pokazywane w przekaziorach i powiem panu szczerze, nie wybaczą tego panu pańscy współtowarzysze z prawej strony, nie wybaczą ludzie z kręgów trans i nie wybaczę tego panu ja – człowiek, który to całe zamieszanie ma w dupie, ale przez pana został narażony na widok tej szkarady… No sory, no niech się w kobiece ciuszki przebiera ale oglądanie tej facjaty do przyjemności nie należy, i nie chodzi o jego/jej/tego seksualność, to coś jest po prostu szkaradne! To ja już wolę babę z brodą, niż z taką gębą.

Swoją drogą niech mi ktoś wyjaśni jakim cudem to Rafalala znalazło się w TV, bo co pozuje z chu*em z warzyw i wrzuca zdjęcia na swojego bloga? Co to za walka z równouprawnieniem? To farsa i komediodramat. A teraz to coś, czego poziom artystyczny wyrażany na blogu jest na poziome gęstego osadu w szambie będzie pisać książkę. I znajdzie się idiota, który to wyda, znajdą się kretyni, którzy to kupią i nawet tacy, którzy to przeczytają. A ludzie, którzy w kulturalny sposób mają coś wartościowego do powiedzenia nie mają na to szansy, bo nie chcą gołą dupą świecić ani lać komuś w twarz wodę przed kamerami.

Co za czasy…

Wakacyjne pitolenie

 „Waaaakaaaacje, znów będą waaaakaaaacje, na pewno mam raaaaaację, wakacje będą znów.” I znów jak zwykle będą nie dla mnie… Ale tym razem nie narzekam aż tak bardzo jak zwykle, bo chociaż ręce mi już odpadają a głowa pęka od zmęczenia, to zmęczony jestem fotografią, a to akurat jest zajebiste. Tak fotograficznego roku nie miałem do tej pory i mam nadzieję, że kolejne będą tylko lepsze.

No ale to blog o zabarwieniu politycznym i trzeba by coś o polityce powiedzieć, no ale o czym tu pisać jak w polityce wakacje na całego. Nic spektakularnego się nie dzieje w okolicach Wisły, bo jak ktoś nie na wakacjach to przeżywa orgazmy z okazji powstania warszawskiego i cudu nad Wisłą. Patriotyczno-narodowy miesiąc, ku*wa jego mać! A to wszystko przez to, że sierpień jest miesiącem abstynencji…

Na szczęście w Europie się dzieje, zwłaszcza na Ukrainie, która znów stygnie. Konwój, który śledziły media żądne krwi okazał się jednak pomocą humanitarną, przy której busy z pomocą wysyłane z Polski wyglądają, delikatnie rzecz ujmując, blado. Doniesienia o czołgach i wozach pancernych armii rosyjskiej na Ukrainie też okazują się bzdurą, nawet o zestrzelonym boeingu cisza jak serią, znaczy się makiem zasiał… Co się stało?

Ano Rosja pokazała Europie co znaczy jej gospodarka, zamknęli się na eksport z Polski i na europejskich salonach powiało grozą, że im też zamkną furtki. A do tego jeszcze mogą kurki przykręcić i wtedy będzie problem. Na zachód od Odry dobrze wiedzą, że Putin wschodniej Ukrainy nie zajmie, uzależni od siebie ale nie anektuje jak Krymu, bo tak naprawdę miejscowi tego nie chcą. Buntują się przeciwko Kijowowi, ale nie chcą do Moskwy, chcą się czuć bezpiecznie, a wizja ojczyzny rządzonej przez oligarchów przy pomocy faszystowskich bojówek nie za bardzo im się podoba. Tylko Polaczki rzucają się okropnie a Obama wykorzystuje biało-czerwonego ratlerka do kąsania po kostkach Putina w imię swoich interesów.

No dobra, dosyć o Ukrainie, trochę o sporcie. ME w lekkoatletyce okazały się bardzo owocne jak na nasze polskie możliwości. Gratulacje bez złośliwości dla wszystkich medalistów i całej masy tych, którzy dość dobrze wypadli mimo, że medalu nie zdobyli. Szczególnie jednak trzeba pogratulować naszemu maratończykowi, który wywalczył pierwsze w historii srebro w maratonie. A takie gratulacje należą się jemu szczególnie, bo od komentatorów TVP otrzymał „milczący aplauz” podczas ceremonii wręczania medali. Może i mieli oni problemy techniczne, ale póki jeszcze był dźwięk między wierszami szło usłyszeć coś, co można odczytać jako: „no i teraz medal dla czarnucha, no zdobył, wstyd jak ch*j, że czarny w naszych barwach, medal jest medal, ale bez niego by się obyło, ale skoro jest, to niech sobie będzie”. Ludzie, żadnej radości, żadnej dumy, nic. I my się nazywamy tolerancyjnym państwem XXI wieku…