Józef Oleksy nie żyje

Józef Oleksy

Ostatni czas okrutny jest dla tej prawdziwej lewicy w Polsce, śmierć zabrała kolejnego z ostatnich już prawdziwych czerwonych lewicowców. Dziś po ciężkiej chorobie zmarł Józef Oleksy, który był jednym z najważniejszych ludzi na lewej stronie sceny politycznej w ostatnich trzech dekadach.

Zaszczuty i pomówiony długo musiał walczyć o dobre imię, teraz też toczył długą walkę z nękającą go chorobą nowotworową. Szkoda, że przez chorobę przestał udzielać się w polityce, może gdyby zdrowie mu pozwoliło kondycja lewej strony byłaby lepsza.

Trwał w SLD mimo wszystko, nie wstydził się swoich poglądów i przeszłości. Szkoda, że takich jak on jest co raz mniej.

Zdjęcie: wikimedia.org 

Czemu tak trudno upolować Sikorkę?

Ofensywa na Sikorskiego idzie z każdej strony, a i on sam nie próbuje nawet uniknąć ciosów. Jak nie palnie jakiejś głupoty na temat rozbioru Ukrainy, to znowu bierze kilometrówkę tak, jakby zza kierownicy nie wysiadał, ale pierwszy drze ryja o rozliczeniu posłów, teraz wychodzi, że opłacał kolegę za sprawdzanie jego anglojęzycznych przemówień, choć córka innego kolegi została w MSZ zatrudniona właśnie po to. Wpadka jedna za drugą, w kółko (jak nieszczęsna pizza z BORowikami) wychodzi coś nowego i kończy się na niczym.

Może bym sobie i Wam tym głowy nie zawracał, ale jak dziś na onecie czytam, że Michnik broni Sikorskiego, że ucina dyskusję, bo nie będzie brał udziału w pokazie niszczenia autorytetu Sikorskiego, bo to taki dobry minister był. No miarka się przebrała, o co tu chodzi? Czemu Sikorski jest taki niezatapialny?

Pomyślcie sami, posłowie PiS wylecieli za oszustwa przy delegacji, Sikorski zalicza kolejną wtopę, wcześniej skandale międzynarodowe jak z tą gadką o rozbiorze Ukrainy. Ewidentne przegięcie przy rozliczeniu a on ciągle na topie. No raz powiedział coś mądrego o stosunkach oralnych polsko-amerykańskich, ale to też zakwalifikować można jako polityczną wpadkę, choć prawdę powiedział. Tak czy owak szarga wizerunek Polski, podważa autorytet urzędu Marszałka Sejmu i ewidentnie szkodzi Platformie a tu go jeszcze nawet Michnik broni?

Tu coś śmierdzi i to bardzo. Albo faktycznie za Sikorskim stoją służby, albo Sikorski wie za dużo o czymś, co nie powinno zostać ujawnione. Albo jest to wypadkowa tych dwóch rzeczy, dzięki temu, że ma wsparcie obcych służb dowiedział się czegoś, czego wiedzieć nie powinien, a teraz trzyma za jaja kogoś bardzo ważnego.

Nie tak łatwo upolować Sikorkę...

PS. Myślałem nad jakimś podsumowaniem zeszłego roku, ale co tu rozdrapywać stare rany...

Ostatnia nadzieja czerwonych

 Ot popadł zombie w „kalabalę”, wybory idą a kandydata brak. Znaczy się jest, ale on chce, inni go nie chcą, a ci chciani nie chcą nawet chcieć, bo i po co. Sytuacja taka, że swędzi, ale nie ma sensu nawet próbować się podrapać, bo wiadomo, że się nie sięgnie, a kto inny nie podrapie, bo co to za przyjemność drapać politycznego trupa… Smród się większy rozjedzie a jeszcze trochę truchła za paznokciami zostać może.

Miller ma potężny problem sam ze sobą ale i z partią. Tak trochę na ratunek sobie rozpoczął dyskusję o kandydacie lewicy na prezydenta. I ten wielki podzielnik lewicy nagle mówi o wspólnym kandydacie, którym miałby być Rysiek Kalisz. Nie mam nic do Ryśka, nawet go trochę lubię, ale taki z niego lewicowiec jak ze mnie pobożny katolik. Wielkiego lidera na lewicy nie mamy, nie ma postaci, która wstrząśnie lewą stroną aż do fundamentów, porwie tłumy do urn i choć na wygraną szans wielkich nie ma, to może pokazać, że lewica ma potencjał.

Jakie czasy taka kultura...

Skakałem ostatnio po kanałach w poszukiwaniu czegoś, na co dałoby się patrzeć. Niestety oferta programowa jest taka jaka jest... W pewnym momencie trafiam na program co się nazywa „Czas na kulturę” czy jakoś tak. Patrzę, jakaś relacja z imprezy modowej, przez chwilę, stwierdziłem, popatrzę, bo moda do kultury pasuje mi jak pięść do nosa. Chciałem się przekonać czy aby nie jestem w błędzie, czy na pewno dobrze widzę – moda w kulturze?

No dobra, przeszło mi przez myśl, może faktycznie moda to rodzaj sztuki, dla mnie niezrozumiałej ale może i jest. Gada jakaś blondi, słucham i zastanawiam się kim ona jest, ale po chwili dyskusja zaczyna wkraczać na wyższe poziomy... Na ekranie pojawia się taka jedna blogerka modowa (cokolwiek to kur*a znaczy), twarz mi znajoma, bo to ta z krzywym ryłem i potężną wadą wymowy – Mercedes jakaś tam... A po niej pojawia się koleś (chyba) z grzywką postawioną w pozycji „zbieram pajęczyny” i pierdzieli coś o tym, w co jest ubrany... Że na koszuli zaoszczędził to sobie adidasy kupił... No ja rozumiem wszystko, ale kim są takie „osobowości”, że pokazuje się je w telewizji i to jeszcze w programie o kulturze?

Od lansowania takich idiotów i kretynek bardziej wkurza mnie chyba tylko internet w Aduro... Jakby co to polecam – pingi po 4000 (tak, właśnie tyle) i prędkości, które są tylko w umowie! Co miesiąc wyskakującymi komunikatami domagają się haraczu, a człowiek nie może w niedzielny wieczór z Internetu normalnie skorzystać...

Idź Pan w chuj, panie Miller!

Wiecie, los to mistrz ironii. Miller powiedział kiedyś, że mężczyznę poznaje się po tym jak kończy... Leszku Millerze, daj się wreszcie poznać i SKOŃCZ!
Leszek Miller to jeden z najlepszych i najbardziej inteligentnych polityków w Polsce, no a jednocześnie największy arogant i ignorant. Jak to możliwe? To częsta przypadłość ludzi sukcesu, nawet najmądrzejsi zaczynają wierzyć w to, że ich sukces daje im monopol naprawdę, że są pomazańcami bożymi itp., itd. Odrywają się tacy od rzeczywistości i orbitują gdzieś między Marsem a Jowiszem...

Gdy pokonując AWS doprowadził SLD do władzy ja i mi podobni byliśmy pełni nadziei, nadziei na zmianę kursu ku zagładzie. Marzyło nam się zakończenie grzebania w etosie i historii, a całą energię chcieliśmy włożyć w budowę prawdziwego europejskiego państwa. Wtedy ponad 40% wyborców uwierzyło, że może być świeckie państwo bez biskupów u steru, że może być gospodarka oparta na społecznej solidarności a nie krwiożerczy kapitalizm ze sztucznym bezrobociem, które ma trzymać społeczeństwo za ryj. Chcieliśmy zmian, odejścia od dzikiej prywatyzacji, liberalizacji prawa pracy i ograniczania wolności osobistych. Miller był tych nadziei personifikacją. No i przez jakiś czas był w tym świetny, zanim ludzie zorientowali się, że to tylko cyniczna gra było już za późno. Obiadki u Jankowskiego, śniadania u Kulczyka a wszystko na kolankach... Jak Maleńczuk Rosjan teraz pyta, co robili na kolanach, to co do tamtych sytuacji wątpliwość jest tylko taka, czy się wypinał, czy zasysał...

Zmarł Stanisław Mikulski

Jak człowiek ma już te trzydzieści i więcej lat to musi pogodzić się z tym, że odchodzą bohaterowie jego dzieciństwa. Tak jest i tym razem, dziś rano zmarł Stanisław Mikulski, aktor, którego każdą rolę oglądało się z przyjemnością. Szkoda, wielka szkoda, ale cóż, takie jest życie...

Lubiłem bardzo tego aktora nie tylko za role, niespotykane już maniery i skromność, która wręcz gwieździe nie przystoiła. Pan Stanisław niesamowicie przypominał w ostatnich latach mojego dziadka, zmarłego laaaaaaaaaaata temu. Sentyment przez to znacznie większy...

O wyborach raz ostatni, mam nadzieję…

No dobra, dość tego czekania, muszę parę słów napisać o wynikach wyborów, które wreszcie mamy … z grubsza. Czekałem aż na stronie PKW zostanie zamieszczona wizualizacja wyborów, ale niestety, ciągle wisi frekwencja z dnia wyborów z 17:30, więc lipa, oprę się na ogólnych wynikach.

W gminach widać, że ludzie nie chcą wielkich zmian, chcą mieć spokój przede wszystkim. W naszej okolicy większość wójtów i burmistrzów wygrało w pierwszej turze i rządzić będzie kolejne już kadencje. To samo wśród radnych, tutaj też wielkiego przesiewu nie ma. O czym to świadczy, czy władza jest już tak dobra, że nie widać potrzeby jej zmian? Trochę tak jest. Jesteśmy nauczeni ciągłego marudzenia, ale jak tak spojrzeć obiektywnie, to przez ostatnie 10 lat awansowaliśmy z pozycji Mozambiku na kontynent europejski, póki co na zaplecze, ale zawsze coś. Popatrzcie spokojnie dookoła siebie i zobaczcie, ile z tego co widzicie powstało w ostatnich latach? Parki, drogi, ścieżki rowerowe, chodniki, siłownie, dworce, odnowione elewacje. Poza tym, to czego nie widać: wodociągi, kanalizacja, oczyszczalnie ścieków, Internet. Ja wiem, że to mało, że mogłoby być więcej, że i tak nakradli. Ale bądźmy choć trochę obiektywni, dużo zostało zrobione, a ludzie mają tylko nadzieję, żeby nikt tego nie rozpier*olił, żeby tylko nie było gorzej. Dlatego też głosują na sprawdzonych samorządowców, no chyba, że któryś coś poważnego odwalił. 

Taki wójt czy burmistrz ma już w gminie i powiecie ułożone relacje, dorobił się trochę i teraz będzie pielęgnował to co jest, żeby nie stracić źródełka. Nie zrobi wielkiego skoku na kasę, nie wystawi się na odstrzał, bo wie, że jak będzie tę kurę skubał delikatnie, to pierza mu starczy a ptica nie zauważy. Nowy jak przyjdzie, musi się „nachapać”, będzie skubał kurę ile wlezie – tego się boją ludzie.

Trochę inaczej w powiecie, tu też głosuje się na znajomych, ale ten szczebel obywatela już średnio interesuje, dla niego twarzą powiatu jest starosta, rada mu zwisa. Sejmik województwa jest dla niego kompletną abstrakcją, większość nawet nie wie, że takie coś istnieje. 
No a teraz o konkretach. SLD totalna porażka, Palikot odpłynął i już dawno przekroczył horyzont zdarzeń… W gminach i powiatach wygrywają lokalne ugrupowania, których nie łączy nic poza wspólnymi interesami, nie mają żadnej ideologii, nie wiadomo, czy to prawica czy lewica, twory i byty bezosobowe i bezcharakterowe, po prostu są, bo i tak głosuje się na ludzi. Porażka SLD boli, bo ta partia słynęła ze skutecznych struktur w terenie, zostało z tego tyle, co nic. Żal najbardziej ludzi, którzy zostali bez opieki, ludzi, którzy wierzyli w poprzedni system a teraz zostali wystawieni na pożarcie. Szkoda.

Dwa słowa o Włocławku. Teoretycznie powinno mi zwisać, kto rządzi Włocławkiem, bo ze mną bezpośredniego związku to miasto nie ma. Jednak Włocławek jak mało które miasto w Polsce jest perfekcyjnym odzwierciedleniem upadku i upodlenia sceny politycznej. Prezydent z SLD ledwie wystaje z tyłka biskupa, tworzy sitwę interesów i powiązań niczym włoska mafia. Jednym słowem wystawia się na odstrzał, ale i tak jest najlepszym, co może spotkać to miasto, bo alternatywna nader żałosna. Liberał z PO, który pięknie mówi i wygląda na plakatach, człowiek nikt z PiS za którym stoi rajdowiec z Cypru, lokalne damy poobrażane na dwór, który je karmił lub karmi a wszystko to w potokach jadu i śliny, żadnej merytoryki, osobiste docinki, nienawiść i fanatyzm. Najgorsze, że udziela się to zwykłym ludziom, którzy na lokalnych portalach urządzają między sobą wojny w komentarzach na śmierć i życie. A wszystko to tak naprawdę obok miasta, które ma wiele problemów do rozwiązania. Miasta, które umiera śmiercią męczeńską z głodu, bo świnie żrą się przy korycie i wcale tego żarcia nie przejadają, one je rozrzucają i wdeptują w gnój. Ani świnie najedzone, ani gnój dobry na nawóz bo zgnił od paszy… Syf, smród i brud.

Jak sobie porozmawiam z ludźmi z innych miast, którzy robią tam interesy to mnie szlag trafia. W innych miastach lokalne media nie mogą opędzić się od zleceniodawców, agencje reklamowe się nie wyrabiają, usługodawcy umierają z przemęczenia. A u nas – cisza… Lokalne media dawno już sięgnęły dna – siedzą na garnuszku polityków, bo na reklamy od firm nie mają co liczyć – nikt się nie chce reklamować. Zorganizować w tym mieście koncert lub widowisko ciężko, nie dlatego, że ludzie tego nie chcą, nie mają na to pieniędzy. Jeśli już jakaś firma ma fundusz socjalny, to po to, żeby szefostwo mogło zrobić sobie dla siebie bal lub „szkolenie” na Majorce.

Szkoda tego miasta, bo ma potencjał, dogodne położenie, sporo miejsca i jeszcze więcej wolnych rąk do pracy, ale tu się po prostu nie da, bo zaraz ktoś zmusi, żeby stanąć po którejś stronie barykady, albo biskupowi się biznes nie spodoba, albo jak tylko się coś pojawi to wszyscy próbują wydoić ile się da, nie ważne, że się zamęczy firmę, ważne że udało się nachapać. 

 

Zamętu ciąg dalszy…

Wiecie, to już przestaje być zabawne, to już zaczyna być straszne. Nawet jeśli te wybory nie będą sfałszowane, czego się coraz bardziej obawiam, to wprowadzą taką ilość precedensów i zgubnych argumentów do dyskusji politycznej, że będziemy je wspominać jeszcze przez dziesięciolecia.

System PKW nie poradził sobie z liczeniem, z którym poradzi sobie darmowy arkusz kalkulacyjny, w co mi się trochę wierzyć nie chce. O ile rozumiem, że komisje nie mogą przesłać danych do PKW, to czemu ciągle odbywa się liczenie głosów, przecież w komisjach na samym dole ludzie ręcznie liczą kartki, potem to spisują na arkusze i dopiero jest to wprowadzane w system elektroniczny. Jeśli więc system padł, wystarczyć powinno, aby w poszczególnych komisjach przewodniczący zadzwonił do powiatu i podał cyferki, potem powiat do województwa a województwo do centrali. Tam powinni to podliczyć w kilka godzin. Tymczasem ciągle nie ma protokołów z komisji obwodowych!

O ile ciężko sfałszować wybory do rad gmin i miast, a nawet do rad powiatu, to już do sejmików jest to możliwe. PO mogło przestraszyć się wygranej PiS, sfałszowanie na swoją korzyść zbytnio byłoby oczywiste, więc nagle wygrywa koalicjant – PSL. Sondaże często się mylą, ale żeby aż tak?
Boję się kolejnych wyborów, jednocześnie zastanawiam się, jak to możliwe, że przez ostanie 25 lat wszystko szło dobrze, a teraz nagle się zesrało? 25 lat temu na kalkulatorach podliczono wybory znacznie szybciej, dziś, gdy przeciętna komórka ma wydajność superkomputera sprzed ćwierćwiecza system nie daje rady? Społeczeństwo się zmobilizowało, nie można narzekać na frekwencję, ale w następnych wyborach przez ten cyrk tyle osób nie zagłosuje…

A do tego jeszcze takie cyrki lokalne, jak pomylone karty do głosowania w obwodach, albo alkoholik, który ma wyjebane na wszystko szefem komisji wyborczej…

A teraz trochę czarnego humoru:

PKW nakręca paranoję

Od jakiegoś czasu możemy zauważyć bardzo niebezpieczną tendencję na skrajnej prawicy – podważanie prawidłowości wyborów. Nawet z ust Kaczyńskiego płyną raz po raz żale przy każdych wyborach, że są rażące nieprawidłowości, które tak naprawdę okazują się co najwyżej błędnie podpisanymi wyborcami na liście, źle opieczętowaną urną lub pijanym członkiem komisji. Od wielu lat żadnych poważnych naruszeń ordynacji wyborczej nie było, poza łamaniem ciszy wyborczej, szczególnie przez Kościół (choć ostatnie wybory jakoś sobie czarni chyba odpuścili), skąd więc te żale i płacze, a nawet oburzenie i bunt?

A jest to znana od wieków taktyka sił, które normalną drogą nie mogą zdobyć władzy – podważenie legitymizmu (legalności) władz jest w stanie pobudzić społeczeństwo do jawnego buntu i oddania władzy w ręce sił, które np. drogą demokratycznych wyborów władzy nie zdobędą. Pojawia się w głowach myśl, że skoro ta władza jest nielegalna to ja nie muszę się jej podporządkować. Wylew tego buntu mamy każdego 11. listopada od kilku już lat. Kaczyńskiemu jest to na rękę, ale jak tylko pojawiły się pierwsze sondażowe wyniki wyborów zamilkł… Już nie krzyczy, że wybory sfałszowane, że sondaże kłamią a on ma inne wiadomości od swoich ludzi w terenie. No bo jak ma podważać wybory, w których wygrywa? Teoretycznie przydarzyła się dobra okazja do przymknięcia na pewien czas ust takich wichrzycieli jak Kaczyński, niestety rząd znów strzela sobie samobója.

To co wyprawia PKW to skandal tym większy, że podważa zaufanie do wyborów. Wyborów, w których wzięło udział najwięcej ludzi od kilku lat, gdzie frekwencja w niektórych okręgach przekroczyła nawet 70% (!). Teraz PKW daje argument oszołomom, „poszliście zagłosować, a władza zrobiła taki zamęt i was oszukała”. Każdy system informatyczny może przestać działać, ale nie na taką skalę, rozumiem, że serwery się mogły przegrzać, ale tutaj nie zawinił sprzęt, ale oprogramowanie, nie było w stanie przetworzyć takiego nawału informacji.

Nie należę raczej do paranoików, ale sam mam obawy, czy na pewno oficjalne wyniki będą odzwierciedleniem rzeczywistych wyborów Polaków. Skąd mam mieć pewność, że system źle nie dodał słupków, że głosy z jakiegoś okręgu przepadły albo zamieniły się miejscami z innym okręgiem? PKW jak tylko padł system powinna od razu porzucić myśl o jego użyciu i wrócić do tradycyjnego liczenia, nazywając rzeczy po imieniu. PKW podkopuje fundamentalną zasadę demokracji i naszego ustroju – legitymizm władzy pochodzącej z wolnych wyborów. Daje oręż niezrównoważonym i paranoikom, nie wróży to nam dobrze…

Strach w oczach

Wiecie co, przeraża mnie nasza rzeczywistość co raz bardziej. I wcale nie boję się tych łysych kiboli, idiotów w maskach maszerujących po Warszawie ze znakami drogowymi, nawet nie boję się psychopatów wypuszczanych po 25 latach z więzienia. Strach mnie ogarnia, gdy widzę pomalowane banery wyborcze…

W tej chwili się Wam lampka zapala, „no poje*ało bo już kompletnie, nie boi się kiboli a drży jak widzi zamalowane gęby tych złodziei?” Dokładnie tak. Psychola, bandytę czy kibola łatwiej zauważyć, fanatyka ze sprejem trudniej. Wyobraźcie sobie jaki rodzaj rzadkiego gooowna trzeba mieć w głowie, żeby czas i pieniądze poświęcić na to, aby objechać pół powiatu ze sprejem i zamalowywać twarze kandydatów z przeciwnej opcji politycznej. I wcale nie są to jacyś wandale z gimnazjum, ten sam kolor farby wraz z podobnym czasem akcji sugeruje, że to zorganizowana akcja… Przecież to trzeba mieć ciężką paranoję, krańcowy idiotyzm i nie wiem co jeszcze. A wiecie co jest najgorsze, że w przeciwieństwie do jednostek wspomnianych na wstępie taki „przypadek” jest trudny do wyłapania. To może być każdy, z kim macie kontakt, kolega z pracy, ekspedientka podająca Wam chleb w sklepie albo miły starszy Pan mijany co rano w drodze do pracy… Taki człowiek może wyglądać zupełnie normalnie, nie ma na obłędu w oczach, nie ma noża w ręce ani bomby pod ubraniem, ale ma za to idee, w które bezwzględnie wierzy. Wierzy też w to, że ten, kto nie podziela jego poglądów to podczłowiek, zwierzę do odstrzału, które nie ma prawa żyć.

Taki „przyczajony wojownik” będzie się maskował i ukrywał, ale walkę będzie prowadził, w partyzantce bo przecież wrogowie są wszędzie. Jego mały móżdżek ma tylko dwa tryby pracy – słuchanie wodza i sabotaż. Wódz się może zmieniać, metody i motywy sabotażu też ale wróg jest zawsze ten sam – wróg jest wrogiem!!!

Dziś taki sabotażysta zamalowywuje banery, a jutro? Jutro może stwierdzić, że czas walczyć z bandytami używającymi prezerwatyw i sprzedając w kiosku podziurawi szpilką wszystkie, albo pójdzie do marketu i zrobi to samo… Albo stwierdzi, że trzeba ukarać tych, co w niedziele robią zakupy, bo przecież powinni być w kościele i zacznie szpilki pchać do chleba albo żyletki do jabłek w Biedronce czy Tesco… Albo rozwiesi stalową linkę na ścieżce w parku, bo stwierdzi, że trzeba zrobić porządek z rowerzystami…

Właśnie tego się boję, że tacy ukryci bojownicy działają, nie mają skrupułów ani nie mają wątpliwości w swoje idee i motywy, są przekonani o swojej wyższości nad innymi i nie podważają słuszności swoich motywów i metod… Nie wyłapiemy ich, bo się do tego nie przyznają. Sądzicie, że jest inaczej? Sprawdźcie sami. PiS ma w różnych sondażach między 20 a 30% poparcia, znacie kogoś, kto jawnie się do tego przyznaje? Nie w prywatnej rozmowie ale publicznie, w tłumie? Bywam na różnych masowych imprezach, często kabareciarze lecą po Kaczyńskim i PiS, ale gdy pytają się, czy jest ktoś, kto tą partię popiera nie ma nikogo. Kilkaset osób na sali i cisza… Ale w głowach tych „procentów” już trybik trąca o trybik – o kolejny wróg do unicestwienia…