Inwazja w toku

Jestem czarnowidzem, ale paranoikiem raczej mnie nazwać nie można, więc nie od razu depczcie to, co zaraz napiszę. Zaczynam się bać, naprawdę zaczynam się bać tego, co się dzieje w Europie. A chodzi o inwazję muzułmańską, jaka odbywa się w kilku krajach Europy.

Pamiętacie kilka tygodni temu państwo islamskie opublikowało mapę swoich planów wojennych na najbliższe kilka lat. Zgodnie z nią mają oni zamiar podbić znaczną część naszego kontynentu. Wtedy wszyscy, łącznie ze mną, drwili z tej mapki. Dziś jednak, gdy popatrzy się na tę mapkę i na inwazję rzekomych uchodźców wszystko zaczyna układać się w zgrabną całość. Pewien muzułmanin napisał na facebooku znamienne słowa o podboju poprzez pokojowe zasiedlanie. Coś w tym jest…

Zastanawiająca jest ta nagła fala uchodźców, od zawsze ktoś próbował się przebijać do nas z różnych regionów, ale teraz nagle zapragnęły tego tysiące. Czemu? Bo władze UE i kilku państw Europy pokazało im miękką dupę i na oścież otworzyły drzwi. Zachęceni tym „uchodźcy” rzucili się na Europę jak mrówki na padlinę. W ten sposób otworzyliśmy drzwi wojskom inwazyjnym.

Ktoś powie, że to przecież biedni ludzie uciekają przed okropieństwami wojny. Gówno prawda moi państwo. Po pierwsze sami „uchodźcy” twierdzą, że ucieczka kosztowała ich kilka tysięcy dolarów od osoby. Skąd biedny arab z ogarniętego wojną państwa wziąłby takie pieniądze? Mnie nie stać byłoby na taki wydatek a pracuję na etacie i mam firmę. Po drugie zobaczcie jak ci rzekomi biedacy wyglądają – złote łańcuchy i bransolety, markowe buty, torby i dresy, w łapach najnowsze smartfony, w tym te z jabłuszkiem. Do tego każdy biedak potrafi porozumieć się w języku angielskim… Już teraz zwykłym ludziom udało się wśród tłumu wyłapać gęby bojowników ISIS, którzy kilka tygodni wcześniej pozowali do zdjęć z bronią w ręku. Tylko służby jakoś tego nie widzą.

Co ciekawe cała ta zgraja dziś ucieka do Europy w poszukiwaniu bezpieczeństwa i wolności. Za kilkanaście miesięcy zaczną domagać się poszanowania ich wartości, za kilka lat będą jak we Francji podpalać samochody żądając wprowadzenia ich religijnych praw, a potem zaczną walczyć o państwo religijne… przed którym teraz uciekają.

Ja naprawdę nie mam nic przeciwko pomocy ofiarom wojny. Jak zobaczyłem na facebooku zdjęcie bramy z Auschwitz i podpisem, że Polska gotowa jest na przyjęcie imigrantów to mnie po prostu szlag trafił i zachciało się płakać ze wstydu nad idiotami, którzy to wymyślili i to rozpowszechniają… Jednak równie bardzo wkur*ia mnie dawanie dupy tej masie inwazyjnej. Ja rozumiem, że trzeba szanować ich przekonania itp., ale skoro przychodzą do nas w gości, to muszą przystosować się do naszych zasad! Koniec i kropka! W swoim domu można srać na dywan, ale jak się idzie w gości, trzeba przestrzegać zasad gospodarza. W moim domu nie wisi żaden krzyż (z wyjątkiem krzyżaka na pajęczynie gdzieś w ciemnym kącie), ale gdy jestem u kogoś i tam wiszą krzyże na przemian z portretami papieży to mi to zupełnie nie przeszkadza – każdy żyje według swoich przekonań. Jeśli imigranci chcą u nas schronienia to nie ma sprawy – zapraszamy. Pomożemy Wam na czas wojny, ale tylko na czas wojny. Dawanie im domów, na które polskie rodziny nie mają szans się doczekać, oraz pieniędzy za nic to największa głupota. Gdym stracił dom a ktoś zechciał mnie przyjąć pod swój dach to starałbym się mu odwdzięczyć tak bardzo, jak to tylko możliwe. Imigranci za to żądają oddania im lodówki i portfela oraz opróżnienia sypialni, bo oni na kanapach spać nie będą…

Dajmy schronienie ofiarom wojny, stwórzmy ośrodki i dajmy im zatrudnienie przy robotach publicznych, niech pracują na swoje utrzymanie. Nie mam tu na myśli pracy niewolniczej – skromne wynagrodzenie i oczywiście pełna swoboda w szukaniu pracy na własną rękę. Pomysł, żeby każdej rodzinie „uchodźców” dawać za nic prawie 12 tysięcy złotych miesięcznie, jaki lansuje UE jest po prostu debilny. Te ośrodki o których wspominam to nie obozy koncentracyjne, jak ktoś mi może zaraz zarzucić. Nie można jednak odmawiać polskim rodzinom mieszkań socjalnych a dawać je „uchodźcom”. Transportowanie ich w głąb kontynentu też nie ma sensu – gorące przyjęcie będzie tylko zachętą dla kolejnych mas ludzi. Tego gospodarka Europy nie wytrzyma, a jak to wszystko pierdo*nie to będziemy mieli to samo co dziś dzieje się Syrii. Europejczycy przywykli do luksusu, gdy wszystko padnie to właśnie imigranci stanowić będą masę, która podniesie krzyk, użyje siły i zdobędzie władze. A my skończymy w gettach i obozach. Oby ta gotowość do przyjęcia imigrantów z bramą Auschwitz w tle nie oznaczała, że faktycznie jesteśmy gotowi oddać im Europę a my ewakuujemy się przez kominy…

Hua hua hua terefererendum…

No i stało się, odbyło się tak ważne referendum, w których ponad 90% głosujących zdecydowało się wyrazić swoje zdanie poprzez niegłosowanie… Politycy i politykierzy próbowali wmówić wszystkim jak bardzo Polakom zależy na JOWach, jak bardzo przeszkadza im finansowanie partii z budżetu i jak bardzo w dupie mają służby skarbowe, które zawsze jeśli tylko będą chciały znajdą haka na każdego.

Fanatyków JOWów jest zaledwie kilka procent, to te procenty, które ciągle stoją przy Kukizie, gdy on już leży i kwiczy… Ten czarny koń polityki, ostatnia nadzieja białych pokazał swoje prawdziwe oblicze osła i barana, który dał sobie wmówić, że jest wizjonerem, liderem i tym wszystkim, czego Polacy pragną. Kukiz posłużył jako twarz pewnym środowiskom politycznym, potem uwierzył, że to on jest tym lepkim czymś, co przyciąga wyborców i całe zaplecze kopnął w dupę wcześniej je opluwając. Obrażał wszystkich, obrażał się za wszystko – zwyczajnie nie miał kto mu podać snickersa…

Kukiz z wielkim hukiem pier*olnął o bruk i zaczyna przebijać się do kanału… W Żywcu na jego spotkanie wyborcze przyszło 30 osób, o bilety na koncerty pies z kulawą nogą nie pyta… Spadająca gwiazdka błysnęła już w przestworzach, a im bliżej jest ziemi widać, że to tylko kupka gruzu i popiołu…

To bzdurne referendum każdego Polaka kosztowało tyle co przyzwoity browar, zrobiliśmy zrzutkę na gówniany plebiscyt, który był zupełnie niepotrzebny. Gdyby Polakom zależało na JOWach to wybraliby do sejmu partię, która ich wprowadzenie ma w programie, proste? Proste. A tak 100 baniek poszło się je*ać.

Ale jest jeszcze jedno dno w tej sprawie. Po referendum rozpoczął się festiwal jazdy po Komorowskim, że to przez niego straciliśmy sto baniek. A gówno prawda moi państwo. Te 100 baniek poszło w błoto na życzenie Pawła Kukiza oraz narwanych dziennikarzy, którzy zrobili wokół niego szum. Komorowski jak Piłat dał motłochowi tego, czego motłoch chciał. Więc jak nie lubię Bronka tak będę go bronił przed obciążaniem go winą za referendum. Rachunek za nie powinien zapłacić Kukiz i jego świta.

Po obywatelsku zagłosuję siedząc w domu

Całe to referendum to pomyłka i porażka, a do tego zbrodnia, bo jakieś 100 baniek idzie w śmieci, a mogłoby być przeznaczone na cokolwiek innego, cokolwiek co ma sens, każdemu z obywateli starczyłoby np. na małe piwo.

Co do samego referendum to nie mam zamiaru iść głosować, wcale nie dlatego, że jestem leniwy. Otóż w przypadku referendum niegłosowanie jest formą oddania głosu. Jeśli nie będzie frekwencji referendum będzie nie ważne, oddali się więc ryzyko wprowadzenia zaJOBów, znaczy się JOWów i zniesienie finansowania partii z budżetu państwa. Nawet nie mam zamiaru się teraz wykłócać na ten temat. JOWy to straszna rzecz, demokracja nie ma znaczenia, wybór większości się nie liczy a tort kroją góra dwie partie. Zobaczcie do czego JOWy doprowadziły w senacie, jaka jest sytuacja w Wielkiej Brytanii a dowiecie się co się zmieni… Co do finansowania partii z budżetu – jeśli dajemy im kasę żądamy sprawozdań (choć i one są naciągane), ale zawsze jakiś bat nad partiami jest. A jeśli damy partiom pełną swobodę pozyskiwania kasy to zyskamy to co w USA, gdzie wybór np. na senatora jest pewien przy pewnym nakładzie finansów. Wieloryby finansowe będą sobie utrzymywać polityków, a reszta zdychać będzie z głodu…

Jeśli zależy Wam na kraju w niedzielę odpalcie grilla i nawet nie próbujcie iść głosować.  Kukiz już pokazał, jakim poważnym jest politykiem i jak się na tym zna – nie idźcie tą drogą, nie dajcie się nabrać. JOWy faktycznie coś zmienią – ale na pewno nie na dobre…

O nowym żyrandolowym słów kilka

Już w czwartek ster władzy w Polsce obejmie nowy prezydent – Duda. Wielkie słowa jak na objęcie stanowiska raczej reprezentacyjnego niż faktycznego. To tak jak sterowanie łódką, którą za linki ciągnie okręt wojenny – ster trzyma, nawet nim porusza a płynie tam, gdzie go ciągnąć będą.

Od momentu wyboru mamy też cały czas festiwal straszenia, jakiż to straszny czas nastanie, że rządy episkopatu, że ciemnota, że zabobon, że mohery… A ja wam mówię – goowno prawda! Po prostu będzie wesoło, jedyne co może faktycznie zmienić sytuację w kraju to wybory parlamentarne – tam idzie o realną władzę a nie o wartę przy żyrandolu.

No więc o co ten krzyk? Chyba tylko po to, by straszyć wizją monolitycznej władzy PiS w przypadku zwycięstwa w wyborach do parlamentu. W przypadku Dudy tragedię to będzie miał tylko on sam, a nie naród z nim. Będzie śmiesznie, a nawet już jest.

Bawią mnie komentatorzy, którzy ujadają, że Duda będzie prezydentem jednej opcji, jednej partii i jednego programu. Ludzie, a kim ma koorwa być, wojownikiem lewicy? Wybrał go naród jako reprezentanta pewnej opcji politycznej, w ten sposób wyrażając, że chce iść w takim a nie innym kierunku. Może się to komuś podobać lub nie, ale fakt jest faktem. Co ma być nijakim mydłem jak Komorowski albo Kwaśniewski od połowy pierwszej kadencji? Prezydentem wszystkich Polaków? Tak się nie da, a przynajmniej nie powinno. Prezydent to też polityk, powinien więc reprezentować sobą poglądy osób, które go wybrały. Dlaczego niby ma popierać rzeczy, których jego elektorat nie akceptuje? Kwaśniewski zdradził lewicę w imię czegoś, co tak naprawdę nie ma racji bytu – polityczny konsensus. Polityka to ścieranie się pewnych wizji i programów, a nie kluczenie między nimi. Wszystkim dogodzić może próbować przydrożna dziwka, ale i jej się to nie uda, bo gusta są różne. Polityk powinien mieć jaja bronić swego zdania i poglądów – właśnie w tym tkwi problem polskiej polityki – wszyscy starają się być nijacy.

Demokracja polega na ścieraniu się różnych opcji, nie powinien to być dyktat jednej z nich, ale jeśli któraś wygrywa uczciwie w wyborach ma prawo kraj układać po swojemu. Oczywiście mamy pewne standardy i są granice, których przekraczać nie wolno, ale skoro większość narodu nie chce in vitro, to czemu ma do niego z podatków dokładać? Jak się to komuś nie podoba to niech ruszy dupę na wybory, niech zakłada partię, niech idzie na demonstrację a nie siedzi przed kompem i ujada.

Żaden prezydent nie powinien być prezydentem wszystkich Polaków. Prezydent na którego bym zagłosował powinien walczyć o aborcję, in vitro, rozdział kościoła od państwa, równouprawnienie, legalne miękkie narkotyki itp. Jeśli z takimi hasłami idzie do wyborów to po wyborach powinien o te sprawy walczyć a nie mięknąć i w imię sondaży głaskać wszystkich po główkach.

Duda niestety będzie miał wielki problem. Nie dość, że będzie próbował być dobrym duszkiem dla każdego, to jeszcze moment narobi sobie śmiertelnych wrogów. I to wrogów po prawej stronie sceny politycznej. Otóż na Dudzie ciążą ogromne oczekiwania jego wyborców, którzy głosowali na niego z nadzieją na płonące stosy heretyków, genderowców i komuchów. Sam naskładał nierealnych obietnic, ale jeszcze więcej dopisali mu wyborcy. Oni oczekują rewolucji, która nie nastąpi nawet, jeśli PiS samodzielnie zdobędzie ster rządu. Właśnie te najbardziej zawzięte mohery poczują się zawiedzione jak lewacy Millerem paręnaście lat temu… Będzie walczył przede wszystkim ze swoim własnym elektoratem.

I za prawdę powiadam wam, jest też plus Dudy na urzędzie. Na pewno zaliczy mniej wpadek niż jaśniepanhrabia Komorowski, przynajmniej będzie wiedział jak napisać coś o bólu i nadziei :)

Cóż począć, jak nie ma kiedy odpocząć

Dzień za dniem zapier*ala, że trudno się w kalendarzu połapać. Tak, wiem, miałem się poprawić, miałem się postarać, ale co ja poradzę, że do życia potrzebny przede wszystkim poczet królów polskich, a to co się robi społecznie i dla zabawy schodzi na dalszy plan. Doba ma tylko 24h i za nic jej ku*wa rozciągnąć nie mogę.

No ale dobra, nie przynudzam już i do rzeczy. Sezon ogórkowy w tym roku raczej nie nastąpi, a wszystko przez kampanię. Ruszyły dziewczyny w teren i sobie nawzajem sypią piachem w puderniczki a w pomadki potłuczone szkło wciskają. Oczywiście obie piep*zą jak potłuczone, sensu zero a co gorsza i pośmiać się nie ma z czego. Ewa nagabuje ludzi na dworcach, w autobusach i na ulicach, próbuje wzbudzić sympatię ale jej zabiegi nic nie dają. Sztywna jak pal Azji patrzy na ludzi przez zaciśnięte oczka z zaciśniętymi ustami jak stara nauczycielka na młodą nauczycielkę co w mini do pracy chodzi. Nie dość, że młodsza, ładniejsza, mądrzejsza to jeszcze uczniowie taką ubóstwiają – dobrze znacie ten widok, w każdej szkole jest taka stara szczota co to nienawidzi młodszych koleżanek i uczennic, bo ośmielają się lepiej od niej wyglądać – co zazwyczaj wyczynem nie jest nawet dla tchórzofretki.

Szydło też kiepsko przędzie, próbuje ocieplić wizerunek PiSu, ale i tak każdy wie, że tam za plecami Kaczor się czai i tylko czeka na swój czas. No szału nie ma i nie będzie, zwłaszcza że czarny koń wyborów to zwyczajny wyliniały osioł – mowa o Kukizie.

Ten wpasował się w damskie towarzystwo i raz po raz rzuca na kogoś fochem. Za bardzo nie ma z kim iść do wyborów, bo nikogo nie lubi, każdego obraża i w ogóle wszyscy to chu*e. Raz gada, że list nie będzie, innym razem pokazuje jedynki na swoich listach, weź tu się połap. Co gorsze te jedynki to wybite lub wyrwane z innych partii zęby trzonowe, co je toczyła próchnica lub inna zaraza. Takie szczury i przylepce co zawsze w przedsionku władzy drepczą nóżkami i czekają, aż ktoś drzwi uchyli lub ochłap rzuci. To tacy lokalni „liderzy” co to w wyborach na radnego, wójta lub burmistrza zbierają od promila do procenta głosów, zależy jak dużą mają rodzinę. Z tym do sejmu to on startować raczej nie może.

Poza tym wychodzą smaczki zza koszuli Kukiza, choćby jego „aktywność” w sejmiku województwa albo święte oburzenie na dziennikarzy bo upublicznili jego zeznanie majątkowe… Noż ku*wa mać, o co mu chodzi. Czego się wstydzić? Majątku, na który zapracował? I tak gdyby nie chał miałby kilka razy więcej, może się tego właśnie wstydzi. Fakt jest faktem, że jest nieobliczalny, a do wyborów ujdzie para z tego gwizdka – ciasta z tej mąki nie będzie.

To tak pokrótce, mam zamiar jeszcze o Grecji, Napier(d)al(al.)skim i Rozenku napisać, ale może jutro, może pojutrze… W ogóle to ktoś to czyta jeszcze czy piszę sam dla siebie…

Dudastrofa?

Jęki i lamenty naszych gwiazd, gwiazdeczek i mediów wszelkiej maści jest ogromny, jakby ktoś wprowadził coś na kształt ustaw norymberskich na wyznawców innych partii niż PiS. Blady strach przeszedł po salonach… Modlin oferuje tanie loty…

Nie jestem zachwycony zwycięstwem Dudy, nie byłbym też szczęśliwy z kolejnej prezydentury Bronka, ale lepsza stara cholera niż nowa zaraza… Tak naprawdę to nie wiadomo czego się bać, bo Duda to nadal Pan-Nikt. Ale jego zwycięstwo może przynieść coś dobrego – zmiany w PiS.

Wszechobecna manipulacja

No wiecie co, no ja rozumiem w bolszewickiej Rosji, ZSRR lub III Rzeszy. No ja rozumiem w Chinach czy Korei Północnej, ale żeby w Polsce... Takie manipulacje...

Dzisiaj usłyszałem wyniki sondażu – Duda prowadzi z Komorowskim w wyścigu do fotela prezydenta. No większej bzdury nie słyszałem już dawno, no może to, że bez Kukiza nie da się rządzić...

A wiecie dlaczego sądzę, że to bzdura, ten sondaż i jego wyniki? Nie wierzę, żeby nagle połowa społeczeństwa dostała zaćmienia i na Dudę postanowiła zagłosować, zwyczajnie nie wierzę. To jawna manipulacja mająca zmobilizować elektorat PO i tą część społeczeństwa, która boi się PiS, żeby poszli do urn, żeby ze strachu zagłosowali.

Doskonała sztuczka, PiS sondaży nie podważy, bo nie strzeli sobie w stopę. Bronek leni ciut przestraszy i zachowa swą robotę. Rodzi się tylko jedno pytanie... Czy to zorganizowana akcja/spisek/mistyfikacja czy też pracownicy sondażowni lub redakcje gazet same z siebie tak się „wykazują” ku chwale ojczyzny i ze strachu przed Kaczorem?

O ja pier*ole, czyli o Kukizie i reszcie

Dziś był czwarty dzień jak siedzę w domu na chorobowym (pierwszym od baaaaaaaaaaardzo dawna) i tak zbierałem się w sobie, żeby coś napisać. Ale wiecie jak ciężko się skupić na napisaniu czegokolwiek jeśli czujesz ból jakby ci ktoś młotkiem w czole zrobił dziurę, kaszlesz tak, że oczy prawie wypadają i tracisz w tym czasie widzenie a w nos masz wsadzone zatyczki z chusteczek, bo ci z niego nie cieknie, ale leci... Już w zeszłym tygodniu byłem u lekarza, ale znachor, który akurat był na dyżurze stwierdził, że skoro nie mam 39 stopni gorączki to nic mi nie jest, kazał sobie kupić aspirynkę i parę innych rzeczy na grypę, co w markecie są dostępne... Stan się pogorszył, więc we wtorek poszedłem do prawdziwego lekarza, ten jak zwykle wiedział co robi – porządna dawka leków na dwa tygodnie i L4...

Nadebatowali się…

Wiecie co, ja muszę chyba wrócić do podstawówki aby na nowo zrozumieć niektóre wyrazy. Do tej pory słowo debata rozumiałem jako publiczna dyskusja,dysputa prowadzona na jakiś temat, gdzie ścierają się poglądy, idee i argumenty.

Z braku innych opcji obejrzałem kawałek debaty kandydatów na prezydenta RP w TVP1 i powiem Wam szczerze, debaty to nie przypominało. Nie dość, że prowadzący służył jedynie do wyczytywania tematów, wcześniej ustalonych przez sztaby to jeszcze cała aktywność kandydatów polegała na wyrecytowaniu z góry przygotowanych odpowiedzi. Jakby tego było mało, np. pani Ogórek w pewnym momencie wypowiedziała się zupełnie nie na temat – spytana o przyszłość Polski za 5-10 lat wyrecytowała coś o obronności z przypowiastką o prowadzących samochód… Szok.

Jedyni, którzy w jakikolwiek sposób próbowali dyskutować to Mikke, Kukiz, Palikot i trochę ten Tanacośtam, ale on bardziej dyskutował z prowadzącym niż z kontrkandydatami. Żałosność tego wydarzenia przerasta tylko propaganda niektórych kandydatów, oczywiście każdy ogłosił się zwycięzcą debaty… Zmarnowany czas antenowy i tyle.

Jedyne zaskoczenie to fakt, że Ogórek nie gadała jak wystrugana z kłody, nie brzmiała jak syntezator mowy, co sugeruje, że faktycznie w spotach wyborczych taki syntezator za nią przemawia…

Zagłosuję na Koszałka Opałka

Co raz częściej słyszę od ludzi i prywatnie i w mediach, którzy zawsze szli do wyborów, że tym razem naprawdę nie mają na kogo oddać głosu. Wybór jak między dżumą i cholerą… Kiedyś na brak opcji marudzili głównie lewacy, teraz to samo powtarzają nawet ludzie ze środowisk centrowych i liberalnych. No na kogo mam ja, socjalista zagłosować? Oto mój przegląd kandydatów.

Grzegorz Braun – popierany przez Jezusa Chrystusa, szanse na wybór takie same jak na zamianę wody w wino. Przyznam szczerze, że dopiero po spocie wyborczym zobaczonym w TV zwróciłem na niego uwagę. Twarz nie budzi zaufania, a gdy już otworzy usta… płynie miód na serce takiego lewaka jak ja. No nie ma lepszego sposobu na dopieczenie katoprawicy jak wypomnienie, że te same poglądy reprezentuje taki Braun. Najbardziej w jego programie podoba mi się hasło o intronizacji Chrystusa na króla Polski brzmiące zaraz obok prawa dostępu do broni dla każdego wolnego Polaka. Nie ma pacyfista królem zmilitaryzowanego kraju.