O dwóch takich co ukradli nadzieję – Petru i Kukizie

Wiecie, zawsze narzekałem, że nie mam czasu napisać coś na Moherowo, ale teraz to nie przez brak czasu zaniedbałem Was odrobinkę. Od jakiegoś czasu nie żyję już tak polityką dla własnego komfortu psychicznego, ale po wyborach nie da się od polityki uciec. Myśli na temat PiSowskich rządów mam milion na minutę, ale wyartykułować ich nie mogę – ciągły opad szczeny spowodował jej odrętwienie, a ręce opadły tak, że ciężko je na klawiaturę położyć…

Gdyby tylko punkt po punkcie przytoczyć tragikomiczne decyzje nowych władz pewnie artykuł miałby kilkadziesiąt stron druku, więc nie będę się spalał nad tym, o czym trąbią wszyscy, a zwrócę uwagę na to, o czym cicho.

Wiecie co by mnie przeraziło bardziej od rządów Kaczora z tylnej kanapy – rządy Petru. Jako lewak kibicuję nieco socjalnym postulatom PiS, zapowiedziom dobrania się do tyłków bankom itp. Wiem, że i tak z tego za wiele nie wyjdzie, ale przynajmniej takie rzeczy mnie nie przerażają. Za to gdyby do władzy doszła koalicja PO – Petru zrobiłoby się nieciekawie. Ich postulaty to obniżanie podatków i liberalizacja. A co to oznaczać będzie – obniżymy podatki bogatym i zlikwidujemy wszystkie prawa biednym, aby bogatym było jeszcze lepiej. Ktoś powie, że ocipiałem – oj nie, moi Państwo.

Otóż rządy Petru i Kaczyńskiego różniłyby się jedynie gronem bogatych, którzy się wzbogacą jeszcze bardziej – pod batem Petru byłoby ich po prostu więcej. W kwestiach światopoglądowych i wolnościowych oba te nurty zbyt wiele się nie różnią. Myślicie, że Petru poparłby aborcję albo legalizację małżeństw jednopłciowych? No ja Was proszę, nie bądźcie naiwni. Sam mam firmę i powinienem się cieszyć na wieść o niższych składkach i podatkach oraz prostszych formalnościach, ale te liberalne cuda Petru dotyczyć będą wyłącznie tych wielkich – ktoś podatki w końcu będzie musiał płacić. Przykład? Zobaczcie kto pożera najwięcej dotacji, jakie firmy mają darmowych stażystów lub pracowników opłacanych przez PFRON. Małe firmy nie mają na to szans – trzeba mieć dojścia, wejścia i kapitał. Tyle o Petru.

A teraz o Kukizie. Chwila, a o kogo chodzi? Pamiętacie przed wyborami był taki jeden mesjasz, zbawca i wyzwoliciel – nazywali go JOWany Kukiz. Był, zdobył mandaty i … znikł. Od wyborów nie słyszałem nic, absolutnie nic o JOWach. Kukiza też jakoś nie widać, a miał być wielkim novum, powiewem świeżości, oazą demokracji i takie tam. Jak się dokładnie przyjrzeć to widać cały ten kukizowy ruch gdzieś pod stołem jak robi loda rządowi. Nie chciał Kaczor ich do koalicji ale pod stół wpuścił, usta mają zajęte więc nie warczą kukiziaki.

Widzicie, nie potrzeba władzy, wystarczy być w jej otoczeniu by się nią zachłysnąć. Kukiz zostanie po mały wchłonięty przez PiS lub rozejdzie się na kilka klubów, bo przecież „wodzów” tam wielu. I tyle zostało z wielkiego ruchu społecznego oburzenia…

No i coś o Trybunale Konstytucyjnym. Tak naprawdę nie jest mi go żal, tak jak Wołk-Łaniewskiej z NIE. Trybunał ten zamiast konstytucyjnym powinien od wielu lat być nazywany konkordatowym lub katolickim. Grono to nigdy nie stanęło po stronie obywateli, chyba, że chodziło o jakąś pierdołę. Taniej byłoby kierowanie wniosków o zbadanie zgodności z konstytucją wysyłać do episkopatu – decyzje byłyby takie same i podejmowane przez te same osoby.

Niektórzy ubolewają, że co prawda trybunał różnie się spisywał, ale teraz PiSiory robią na niego zamach. Jaki znowu zamach. Daliście im władzę to oni ją biorą – co w tym dziwnego? Mówię daliście do tych co głosowali (ale im to się podoba) oraz tych co na wybory nie poszli, bo to wasza wina, że Kaczor rządzi. Gdybyście ruszyli dupę na wybory i zagłosowali mogłoby być inaczej. Nadal nie spotkałem osoby, która przyznałaby się do głosowania na PiS a to dlatego, że rzadko siedzę w poczekalniach lekarzy i zaglądam do kościołów – a tam się właśnie zbiera moherowy elektorat tej partii. Ludzi głosujących na PiS nie ma aż tak wiele, wygrywają tylko dlatego, że inni nie głosują.

Ale będzie jeszcze gorzej – rośnie nam nowa fala wyborców – wychowanych na katechezach z mitologią żołnierzy wyklętych wtłoczoną w głowy. Żyją mitami i grami komputerowymi, otoczeni względnym dobrobytem chłoną jak gąbka rewolucyjne postulaty – chcą się bić z dawno wymarłymi komunistami i Żydami w obronie wolności ojczyzny – wolności, którą sami depczą swoimi glanami…

 

Co by tu jeszcze spieprzyć panowie, co by tu jeszcze…

Co by tu jeszcze spieprzyć panowie, co by tu jeszcze…

Oj wydarzyło się ostatnio w polskiej polityce. Powiem Wam, że aż nie chce się o tym pisać, bo nagle takie wkur*ienie ogarnia, że ma się ochotę rozerwać granatem. A najgorsze, że nie ma komu za to w mordę dać, bo z kim by człowiek nie rozmawiał, to na PiS nie głosował. Więc kto ich do ku*wy nędzy wybrał?

Tragifarsa rozpoczęła się w momencie nominacji ministerialnych. Nagle z krypt wygrzebano Antka, Mariuszka i Zbysia – zrobiło się niewesoło. Ale powiem Wam szczerze, nie ich się obawiam. Z wymiarem sprawiedliwości, organami ścigania i wojskiem nie mam nic wspólnego. O wiele straszniejsza jest nominacja na ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. Z lekarzami każdy z nas ma do czynienia, więc dotyczy to każdego i ma bezpośredni wpływ na jego zdrowie. O tym się nie mówi zbyt głośno, strasząc jedynie śmiesznym trio, a tak naprawdę to jeden z gorszych potworów w palecie PiSu. Otóż ten facet to wielki zwolennik pozwalania na wszystko lekarzom, wielki wróg pacjentów, których uważa za zło konieczne, bydło, które trzeba tolerować. Przeciwnik ścigania za błędy lekarskie, przeciwnik aborcji, in vitro, antykoncepcji i wszystkiego co nowe. Jedyny jego plus to fakt, że nienawidzi homeopatii, ale nie dlatego, że to zwyczajnie nie działa, tylko dlatego, że jest to konkurencja dla lekarzy. Ten człowiek jest zwolennikiem odpłatności usług medycznych. Inwestowanie w służbę zdrowia to według niego podwyżki dla lekarzy… Drodzy Państwo, to właśnie tego człowieka trzeba się bać, naprawdę bać.

Akt drugi tego onepartiashow to akt łaski dla Mariuszka. No ja wam powiem, że Duda przeszedł wszelkie oczekiwania. No w takim stylu pokazać wszystkim, że „sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie” to wyczyn wymagający stalowych jaj wielkości arbuzów. Swoją drogą PiS obrał dobrą taktykę – teraz narobimy gówna, a do wyborów wszyscy o tym zapomną. Inni zazwyczaj szaleli pod koniec, gdy im strach zaglądał w oczy, więc wyborcy na świeżo mogli im pokazać to i owo. A ci sprytniej, rok przed wyborami schowają kilka osób do szafy, inne rytualnie poświęcą na rzeź i wyborcy będą nadal ich kochać. Mają styl.

Akt trzeci to nominacja 20-latka na doradcę ministra obrony narodowej… No musi mieć gość intelekt Doogie Howsera, choć twarz bardziej Velmy Dinkley. Dlaczego Macierewicz to zrobił? A dlaczego pies liże się po jajach? Bo może! I kto im podskoczy, no kuźwa kto?

A na finał jak zwykle najlepiej pasuje rzeź. Otóż rżną wszystkich w urzędach i instytucjach do dna, od wiceministra do portiera. Kto nie z nami ten na bruku! I mamy finał. Publika tego chciała, ale jakoś nie widać, żeby szalała z radości. Publika myślała, że ze sceny lecieć będzie miód i mleko, a tu tylko krew, gówno i flaki.

A wokół teatru ogień, płonie wszystko, ogień się zbliża, ale publika i aktorzy jakoś tego nie dostrzegają. Nawet jak ktoś wyjrzy za okno to i tak nie bardzo wie na co patrzy. Jak komentator jednego z dzienników, który po zestrzeleniu przez Turków rosyjskiego bombowca nad syryjskim terytorium wzywał Putina do opamiętania się, bo doprowadzi on do wybuchu większego konfliktu. To tak jakby krzyczeć na bitego psa, żeby czasem nie próbował ugryźć.  Ech pies to je*ał…

Słów parę do niegłosującej ciemnoty

Wiecie, tak się zbieram do napisania czegoś o składzie nowego rządu, ale nie chcę żeby powstał artykuł poprzez zrzyganie się wulgaryzmami… Ot dwa - trzy głębsze wdechy i dopiero teraz mogę na spokojnie wszystkim tym, którzy nie głosowali w ostatnich wyborach.

Na fejsbuku dziękowałem i gratulowałem tym, co zagłosowali na PiS, ale prawdziwe podziękowania za nowy rząd należą się tej bandzie nierobów, nygusów, opierda*aczy i głupców, którzy nie poszli głosować. Tak, nie mam do tych osób żadnego szacunku, bo niegłosowanie nie jest wyrazem buntu, nie jest wyrazem beznadziei i nie jest powodem do dumy. Gdybyście się buntowali, to chcielibyście coś zmienić! Gdybyście pozbawieni byli nadziei tym bardziej szukalibyście nowego wyjścia z sytuacji. I na pewno nie macie powodu do dumy.

Wyobraźcie sobie niegłosujący, że ktoś w wulgarny sposób dobija się do drzwi, wy mu otwieracie a on z uniesioną głową wchodzi i sra wam na poduszkę, potem leje na stół a na koniec puszcza pawia w wasze kapcie. A wy tylko się przyglądacie a potem udając, że nic się nie stało żyjecie sobie w tym dodatkowym smrodku. Pozostaliście bierni tylko dlatego, że kiedyś ten ktoś napluł wam na wycieraczkę, choć zwróciliście mu uwagę olał was, więc stwierdziliście, że walka z chamstwem nie ma sensu. Dokładnie na to pozwoliliście. PiS dobijało się do władzy, teraz zasra wam życie a wy będziecie tylko narzekać. Mieliście swoją szansę, mogliście zagłosować, a jak nie mieliście na kogo mogliście stworzyć własną partię. A tak milczeć bydlaki bo wezmę coś ciężkiego.

Wybory powinny być obowiązkowe, nie chodzisz na wybory to wara ci od zasiłków, darmowej opieki zdrowotnej, ulg podatkowych itp. Zwolnienie z głosowania tylko w wyjątkowych okolicznościach.

A tak mamy wybrane głosami nie wiadomo kogo – bo nie znam nikogo, kto przyznawałby się do głosowania na PiS, rząd, w którym jest psychopata, przestępca*, idiota i mesjasz… Czekają nas ciekawe czasy...

Lewaku nie smuć się, nadchodzą lepsze czasy

Drodzy lewacy pogrążeni w smutku z powodu wyników wyborów nie lękajcie się, tak naprawdę te wybory to dla nas całkiem dobra rzecz. A oto dlaczego:

1. Miller padł, padł ryjem w goowno, którego sam do SLD nazwoził. Kończy źle i cieszyć się trzeba z tego, że kończy. Miał swoje dni chwały, miał czas, kiedy ludzie patrzyli na niego jak na wiosenne słońce ale wszystkie nadzieje zmieszał z błotem w imię własnej kariery. Lewica nie umrze, ale teraz ma szansę się odrodzić bez politycznego ścierwa przyrośniętego do stołków. SLD przez ostatnią dekadę żył pamięcią dawnej chwały udając partię władzy. Teraz ludzie, którzy zasmakowali niegdyś władzy pójdą gdzie indziej, może Sojusz się odrodzi.

2. Partia Razem dostała prawie 4 procent! To wielki sukces! Partia ta nie istniała w publicznym przekazie, jeden telewizyjny występ dał im 3 procent! Gdyby zamiast 18 sekund w publicznej telewizji pokazywano by ich kilka godzin weszli by do Sejmu z palcem w nosie. Poza tym o ile dobrze się orientuję takie poparcie daje im dostęp do subwencji, z kasą ta partia zajść może daleko.

3. Kaczor mając praktycznie pełnię władzy nie będzie miał na kogo zwalać winy za niezrealizowane obietnice. No jasne, że oskarżać będzie poprzednią władzę o zostawienie mu kraju w ruinie, ale ten argument długo się nie utrzyma. Nieskrępowany Kaczor nastroszy piórka, nie będzie miał wroga, na którego będzie mógł zwalać winę. Istnieje opcja, że poszuka go wewnątrz PiS, Jarek jest wodzem rządzącym przez konflikt, jak go nie będzie to go stworzy by móc sprawdzać się w walce.

4. Platforma przekonała się, że wkoorwienie jest większą motywacją niż strach.

Ogólnie nie mamy się czego bać, my maleńcy. PiS to populistyczna i narodowosocjalistyczna partia, prędzej ona zlikwiduje śmieciówki niż Platforma bezpłatne praktyki. Ucierpią banki, finansjera i wielki biznes, ale kogo to obchodzi? Że trudnie dostać będzie kredyt na świąteczne szaleństwa? I dobrze, może wreszcie przestaniemy się bezmyślnie zadłużać. Że droższe będą wczasy za granicą bo kurs się zmieni? A kogo stać na zagraniczne wczasy? Pracuję na etacie i mam własną firmę – nie stać mnie na zagraniczne wojaże. Poza tym może kolejna część ludzi mniej się zadłuży, bo przecież do Egiptu też jeździ się na kredyt.

Boję się jedynie o sytuację międzynarodową, o zepsucie stosunków z Rosją i Niemcami, o wplątanie nas w jakąś zawieruchę. Tylko to mi spokoju nie daje… To dla Kaczora może być zwycięstwo zwiastujące klęskę. PO też kiedyś było jedynym sprawiedliwym, nadzieją i opoką a dziś jest wrogiem numer 1.

No i nie wiedziałem, że w narodzie jest aż tyle idiotów, że Korwin i Kukiz dostali tyle głosów…

Eh głosować przyjdzie czas

Jak zwykle przed wyborami ten sam dylemat – na kogo głosować? SLD wraz z przystawkami nawet zaczął prezentować się atrakcyjnie, liderka całkiem do rzeczy ale doskonale czuć zapach gnijącego trupa Millera z szafy, który tylko czeka na dzień wyborów by wyjść jako zombi i straszyć… Tak jak Antek policmajster w PiS.

Z drugiej strony akurat w moim okręgu w szeregach Lewicy są ludzie, na których chętnie oddam głos. Jeden to sprawdzony człowiek, któremu sodówka do głowy nie wali, pracowity i ludzki. Do Senatu startuje gość, co chciał Gierkowi pomnik stawiać we Włocławku, a to dla mnie najlepsza dla niego rekomendacja. Ale…

Na scenie pojawiła się parta Razem, partia, która programem w sposób namiętny i czuły łechce moje polityczne poglądy, partia, która mówi to, co ja chciałbym słyszeć z ust rządzących tym krajem. Parta ludzi młodych i aktywnych, bez układów… bez zaplecza i bez szans. Do Sejmu raczej nie wejdą, ale gdyby na nich zagłosować, gdyby dać im szansę na zdobycie 3 procent i milionów z budżetu może coś by z tego było… Może coś by drgnęło z lewej strony sparaliżowanej strachem i ogólnym niechceniem. Miałem nadzieję, że w końcu ktoś ze starej PRLowskiej gwardii powie dość, dość pomiatania lewicowymi ideałami i lewicową tradycją, dość plucia na komuchów! A oni kuźwa pochowali ogonki i siedzą cicho licząc, że jeszcze przed emeryturą się na jakiś stołek załapią – a załapią.

PiS pewnie wygra wybory, ale na pewno nie da rady skonstruować większości. Czuję w kościach, że po wyborach PO, Zjednoczona Lewica i PSL, może jeszcze z tępymi kapitalistami od Petru, stworzą rząd ocalenia narodowego przed bandą Kaczora. Będzie krwawa jatka w Sejmie, bo prezydent stawać będzie okoniem, a silny opozycyjny monolit utrudniać będzie życie rządzących na każdym kroku. Żadna nowa ustawa nie przejdzie poza prezydenckie veto, rządzić będą rozporządzeniami…

Co gorsze taki układ może szybko doprowadzić do następnych wyborów, a te jeśli nastąpią szybko na bank wygra PiS i samodzielnie obejmie władzę. A to dlatego, że jej elektorat wzmocni przegrane zwycięstwo, zwycięstwo które nie przyniesie władzy. Wtedy do urn powlecze się każdy moher i jeśli nie zmotywuje się leniwego elektoratu Kaczor będzie władał Pomroczną.

Właśnie partia Razem ma szansę obudzić kilka – kilkanaście procent elektoratu, który nie ma na kogo głosować. Więc może dać im szansę? Ale z drugiej strony osłabiać i tak słabą lewicę? Dylemat mam niezły. Co gorsze twarze Razem nie są mi znane, nie wiem kim są naprawdę, działają gdzieś tam w różnych miejscach ale są jeszcze nie sprawdzeni. Ostateczna decyzja pewnie zapadnie nad urną dopiero, czy głosować na mniejsze zło, czy na nowe dobro.

Logo z wróżbą…

 Wiecie co, czasem to już brak słów nawet w słowniku takiego chama jak ja na to co wyprawiają elity rządzące. No bo powiedzcie jak nazwać skok na kasę w postaci zamówienia na nowe logo sejmu?

Cztery lata temu władze parlamentu zleciły opracowanie nowego logo dla sejmu, kosztowało ono 5 tysięcy złotych. Widniało na wszystkich oficjalnych materiałach sejmowych. Czy było z nim wszystko ok? No kwestia gustu – jak dla mnie brzydkie, ale przyznam szczerze, zupełnie mi to zwisało. Otóż przyjrzałem się temu logu dopiero teraz, gdy sejm zlecił projekt nowego.

Cztery lata po poprzedniej zmianie znów zmieni się ten nic nie znaczący dla przeciętnego Polaka znaczek. Zmiana zmianą, ale ile to będzie kosztować? Nie ma co wspominać o wymianie wszystkich materiałów, pieczątek itp., a to dlatego, że sam znaczek kosztował skromne 50 tysięcy złotych! Za logo! Tylko dlatego, że zaprojektował je „artysta” od znaczka Solidarności… No kto bogatemu zabroni…

Wszystko to dzieje się na sam koniec kadencji, gdy władza wymyka się tej ekipie z rąk, trzeba więc z publicznej kasy wycisnąć ile się dla swoich ludzi. Choć nie powiem, to nowe logo ma pewien sens. Przyjrzyjcie się mu bliżej i dokładniej, bo dla mnie jest ono zwiastunem nowych czasów, czasów zmiany po najbliższych wyborach. Otóż logo to niechybnie przypomina … beret … moherowy…

Przypadek? Nie sądzę… No pasuje jak ch*j w PiSdę…

Inwazja w toku

Jestem czarnowidzem, ale paranoikiem raczej mnie nazwać nie można, więc nie od razu depczcie to, co zaraz napiszę. Zaczynam się bać, naprawdę zaczynam się bać tego, co się dzieje w Europie. A chodzi o inwazję muzułmańską, jaka odbywa się w kilku krajach Europy.

Pamiętacie kilka tygodni temu państwo islamskie opublikowało mapę swoich planów wojennych na najbliższe kilka lat. Zgodnie z nią mają oni zamiar podbić znaczną część naszego kontynentu. Wtedy wszyscy, łącznie ze mną, drwili z tej mapki. Dziś jednak, gdy popatrzy się na tę mapkę i na inwazję rzekomych uchodźców wszystko zaczyna układać się w zgrabną całość. Pewien muzułmanin napisał na facebooku znamienne słowa o podboju poprzez pokojowe zasiedlanie. Coś w tym jest…

Zastanawiająca jest ta nagła fala uchodźców, od zawsze ktoś próbował się przebijać do nas z różnych regionów, ale teraz nagle zapragnęły tego tysiące. Czemu? Bo władze UE i kilku państw Europy pokazało im miękką dupę i na oścież otworzyły drzwi. Zachęceni tym „uchodźcy” rzucili się na Europę jak mrówki na padlinę. W ten sposób otworzyliśmy drzwi wojskom inwazyjnym.

Ktoś powie, że to przecież biedni ludzie uciekają przed okropieństwami wojny. Gówno prawda moi państwo. Po pierwsze sami „uchodźcy” twierdzą, że ucieczka kosztowała ich kilka tysięcy dolarów od osoby. Skąd biedny arab z ogarniętego wojną państwa wziąłby takie pieniądze? Mnie nie stać byłoby na taki wydatek a pracuję na etacie i mam firmę. Po drugie zobaczcie jak ci rzekomi biedacy wyglądają – złote łańcuchy i bransolety, markowe buty, torby i dresy, w łapach najnowsze smartfony, w tym te z jabłuszkiem. Do tego każdy biedak potrafi porozumieć się w języku angielskim… Już teraz zwykłym ludziom udało się wśród tłumu wyłapać gęby bojowników ISIS, którzy kilka tygodni wcześniej pozowali do zdjęć z bronią w ręku. Tylko służby jakoś tego nie widzą.

Co ciekawe cała ta zgraja dziś ucieka do Europy w poszukiwaniu bezpieczeństwa i wolności. Za kilkanaście miesięcy zaczną domagać się poszanowania ich wartości, za kilka lat będą jak we Francji podpalać samochody żądając wprowadzenia ich religijnych praw, a potem zaczną walczyć o państwo religijne… przed którym teraz uciekają.

Ja naprawdę nie mam nic przeciwko pomocy ofiarom wojny. Jak zobaczyłem na facebooku zdjęcie bramy z Auschwitz i podpisem, że Polska gotowa jest na przyjęcie imigrantów to mnie po prostu szlag trafił i zachciało się płakać ze wstydu nad idiotami, którzy to wymyślili i to rozpowszechniają… Jednak równie bardzo wkur*ia mnie dawanie dupy tej masie inwazyjnej. Ja rozumiem, że trzeba szanować ich przekonania itp., ale skoro przychodzą do nas w gości, to muszą przystosować się do naszych zasad! Koniec i kropka! W swoim domu można srać na dywan, ale jak się idzie w gości, trzeba przestrzegać zasad gospodarza. W moim domu nie wisi żaden krzyż (z wyjątkiem krzyżaka na pajęczynie gdzieś w ciemnym kącie), ale gdy jestem u kogoś i tam wiszą krzyże na przemian z portretami papieży to mi to zupełnie nie przeszkadza – każdy żyje według swoich przekonań. Jeśli imigranci chcą u nas schronienia to nie ma sprawy – zapraszamy. Pomożemy Wam na czas wojny, ale tylko na czas wojny. Dawanie im domów, na które polskie rodziny nie mają szans się doczekać, oraz pieniędzy za nic to największa głupota. Gdym stracił dom a ktoś zechciał mnie przyjąć pod swój dach to starałbym się mu odwdzięczyć tak bardzo, jak to tylko możliwe. Imigranci za to żądają oddania im lodówki i portfela oraz opróżnienia sypialni, bo oni na kanapach spać nie będą…

Dajmy schronienie ofiarom wojny, stwórzmy ośrodki i dajmy im zatrudnienie przy robotach publicznych, niech pracują na swoje utrzymanie. Nie mam tu na myśli pracy niewolniczej – skromne wynagrodzenie i oczywiście pełna swoboda w szukaniu pracy na własną rękę. Pomysł, żeby każdej rodzinie „uchodźców” dawać za nic prawie 12 tysięcy złotych miesięcznie, jaki lansuje UE jest po prostu debilny. Te ośrodki o których wspominam to nie obozy koncentracyjne, jak ktoś mi może zaraz zarzucić. Nie można jednak odmawiać polskim rodzinom mieszkań socjalnych a dawać je „uchodźcom”. Transportowanie ich w głąb kontynentu też nie ma sensu – gorące przyjęcie będzie tylko zachętą dla kolejnych mas ludzi. Tego gospodarka Europy nie wytrzyma, a jak to wszystko pierdo*nie to będziemy mieli to samo co dziś dzieje się Syrii. Europejczycy przywykli do luksusu, gdy wszystko padnie to właśnie imigranci stanowić będą masę, która podniesie krzyk, użyje siły i zdobędzie władze. A my skończymy w gettach i obozach. Oby ta gotowość do przyjęcia imigrantów z bramą Auschwitz w tle nie oznaczała, że faktycznie jesteśmy gotowi oddać im Europę a my ewakuujemy się przez kominy…

Hua hua hua terefererendum…

No i stało się, odbyło się tak ważne referendum, w których ponad 90% głosujących zdecydowało się wyrazić swoje zdanie poprzez niegłosowanie… Politycy i politykierzy próbowali wmówić wszystkim jak bardzo Polakom zależy na JOWach, jak bardzo przeszkadza im finansowanie partii z budżetu i jak bardzo w dupie mają służby skarbowe, które zawsze jeśli tylko będą chciały znajdą haka na każdego.

Fanatyków JOWów jest zaledwie kilka procent, to te procenty, które ciągle stoją przy Kukizie, gdy on już leży i kwiczy… Ten czarny koń polityki, ostatnia nadzieja białych pokazał swoje prawdziwe oblicze osła i barana, który dał sobie wmówić, że jest wizjonerem, liderem i tym wszystkim, czego Polacy pragną. Kukiz posłużył jako twarz pewnym środowiskom politycznym, potem uwierzył, że to on jest tym lepkim czymś, co przyciąga wyborców i całe zaplecze kopnął w dupę wcześniej je opluwając. Obrażał wszystkich, obrażał się za wszystko – zwyczajnie nie miał kto mu podać snickersa…

Kukiz z wielkim hukiem pier*olnął o bruk i zaczyna przebijać się do kanału… W Żywcu na jego spotkanie wyborcze przyszło 30 osób, o bilety na koncerty pies z kulawą nogą nie pyta… Spadająca gwiazdka błysnęła już w przestworzach, a im bliżej jest ziemi widać, że to tylko kupka gruzu i popiołu…

To bzdurne referendum każdego Polaka kosztowało tyle co przyzwoity browar, zrobiliśmy zrzutkę na gówniany plebiscyt, który był zupełnie niepotrzebny. Gdyby Polakom zależało na JOWach to wybraliby do sejmu partię, która ich wprowadzenie ma w programie, proste? Proste. A tak 100 baniek poszło się je*ać.

Ale jest jeszcze jedno dno w tej sprawie. Po referendum rozpoczął się festiwal jazdy po Komorowskim, że to przez niego straciliśmy sto baniek. A gówno prawda moi państwo. Te 100 baniek poszło w błoto na życzenie Pawła Kukiza oraz narwanych dziennikarzy, którzy zrobili wokół niego szum. Komorowski jak Piłat dał motłochowi tego, czego motłoch chciał. Więc jak nie lubię Bronka tak będę go bronił przed obciążaniem go winą za referendum. Rachunek za nie powinien zapłacić Kukiz i jego świta.

Po obywatelsku zagłosuję siedząc w domu

Całe to referendum to pomyłka i porażka, a do tego zbrodnia, bo jakieś 100 baniek idzie w śmieci, a mogłoby być przeznaczone na cokolwiek innego, cokolwiek co ma sens, każdemu z obywateli starczyłoby np. na małe piwo.

Co do samego referendum to nie mam zamiaru iść głosować, wcale nie dlatego, że jestem leniwy. Otóż w przypadku referendum niegłosowanie jest formą oddania głosu. Jeśli nie będzie frekwencji referendum będzie nie ważne, oddali się więc ryzyko wprowadzenia zaJOBów, znaczy się JOWów i zniesienie finansowania partii z budżetu państwa. Nawet nie mam zamiaru się teraz wykłócać na ten temat. JOWy to straszna rzecz, demokracja nie ma znaczenia, wybór większości się nie liczy a tort kroją góra dwie partie. Zobaczcie do czego JOWy doprowadziły w senacie, jaka jest sytuacja w Wielkiej Brytanii a dowiecie się co się zmieni… Co do finansowania partii z budżetu – jeśli dajemy im kasę żądamy sprawozdań (choć i one są naciągane), ale zawsze jakiś bat nad partiami jest. A jeśli damy partiom pełną swobodę pozyskiwania kasy to zyskamy to co w USA, gdzie wybór np. na senatora jest pewien przy pewnym nakładzie finansów. Wieloryby finansowe będą sobie utrzymywać polityków, a reszta zdychać będzie z głodu…

Jeśli zależy Wam na kraju w niedzielę odpalcie grilla i nawet nie próbujcie iść głosować.  Kukiz już pokazał, jakim poważnym jest politykiem i jak się na tym zna – nie idźcie tą drogą, nie dajcie się nabrać. JOWy faktycznie coś zmienią – ale na pewno nie na dobre…

O nowym żyrandolowym słów kilka

Już w czwartek ster władzy w Polsce obejmie nowy prezydent – Duda. Wielkie słowa jak na objęcie stanowiska raczej reprezentacyjnego niż faktycznego. To tak jak sterowanie łódką, którą za linki ciągnie okręt wojenny – ster trzyma, nawet nim porusza a płynie tam, gdzie go ciągnąć będą.

Od momentu wyboru mamy też cały czas festiwal straszenia, jakiż to straszny czas nastanie, że rządy episkopatu, że ciemnota, że zabobon, że mohery… A ja wam mówię – goowno prawda! Po prostu będzie wesoło, jedyne co może faktycznie zmienić sytuację w kraju to wybory parlamentarne – tam idzie o realną władzę a nie o wartę przy żyrandolu.

No więc o co ten krzyk? Chyba tylko po to, by straszyć wizją monolitycznej władzy PiS w przypadku zwycięstwa w wyborach do parlamentu. W przypadku Dudy tragedię to będzie miał tylko on sam, a nie naród z nim. Będzie śmiesznie, a nawet już jest.

Bawią mnie komentatorzy, którzy ujadają, że Duda będzie prezydentem jednej opcji, jednej partii i jednego programu. Ludzie, a kim ma koorwa być, wojownikiem lewicy? Wybrał go naród jako reprezentanta pewnej opcji politycznej, w ten sposób wyrażając, że chce iść w takim a nie innym kierunku. Może się to komuś podobać lub nie, ale fakt jest faktem. Co ma być nijakim mydłem jak Komorowski albo Kwaśniewski od połowy pierwszej kadencji? Prezydentem wszystkich Polaków? Tak się nie da, a przynajmniej nie powinno. Prezydent to też polityk, powinien więc reprezentować sobą poglądy osób, które go wybrały. Dlaczego niby ma popierać rzeczy, których jego elektorat nie akceptuje? Kwaśniewski zdradził lewicę w imię czegoś, co tak naprawdę nie ma racji bytu – polityczny konsensus. Polityka to ścieranie się pewnych wizji i programów, a nie kluczenie między nimi. Wszystkim dogodzić może próbować przydrożna dziwka, ale i jej się to nie uda, bo gusta są różne. Polityk powinien mieć jaja bronić swego zdania i poglądów – właśnie w tym tkwi problem polskiej polityki – wszyscy starają się być nijacy.

Demokracja polega na ścieraniu się różnych opcji, nie powinien to być dyktat jednej z nich, ale jeśli któraś wygrywa uczciwie w wyborach ma prawo kraj układać po swojemu. Oczywiście mamy pewne standardy i są granice, których przekraczać nie wolno, ale skoro większość narodu nie chce in vitro, to czemu ma do niego z podatków dokładać? Jak się to komuś nie podoba to niech ruszy dupę na wybory, niech zakłada partię, niech idzie na demonstrację a nie siedzi przed kompem i ujada.

Żaden prezydent nie powinien być prezydentem wszystkich Polaków. Prezydent na którego bym zagłosował powinien walczyć o aborcję, in vitro, rozdział kościoła od państwa, równouprawnienie, legalne miękkie narkotyki itp. Jeśli z takimi hasłami idzie do wyborów to po wyborach powinien o te sprawy walczyć a nie mięknąć i w imię sondaży głaskać wszystkich po główkach.

Duda niestety będzie miał wielki problem. Nie dość, że będzie próbował być dobrym duszkiem dla każdego, to jeszcze moment narobi sobie śmiertelnych wrogów. I to wrogów po prawej stronie sceny politycznej. Otóż na Dudzie ciążą ogromne oczekiwania jego wyborców, którzy głosowali na niego z nadzieją na płonące stosy heretyków, genderowców i komuchów. Sam naskładał nierealnych obietnic, ale jeszcze więcej dopisali mu wyborcy. Oni oczekują rewolucji, która nie nastąpi nawet, jeśli PiS samodzielnie zdobędzie ster rządu. Właśnie te najbardziej zawzięte mohery poczują się zawiedzione jak lewacy Millerem paręnaście lat temu… Będzie walczył przede wszystkim ze swoim własnym elektoratem.

I za prawdę powiadam wam, jest też plus Dudy na urzędzie. Na pewno zaliczy mniej wpadek niż jaśniepanhrabia Komorowski, przynajmniej będzie wiedział jak napisać coś o bólu i nadziei :)