Ostatnia nadzieja czerwonych

 Ot popadł zombie w „kalabalę”, wybory idą a kandydata brak. Znaczy się jest, ale on chce, inni go nie chcą, a ci chciani nie chcą nawet chcieć, bo i po co. Sytuacja taka, że swędzi, ale nie ma sensu nawet próbować się podrapać, bo wiadomo, że się nie sięgnie, a kto inny nie podrapie, bo co to za przyjemność drapać politycznego trupa… Smród się większy rozjedzie a jeszcze trochę truchła za paznokciami zostać może.

Miller ma potężny problem sam ze sobą ale i z partią. Tak trochę na ratunek sobie rozpoczął dyskusję o kandydacie lewicy na prezydenta. I ten wielki podzielnik lewicy nagle mówi o wspólnym kandydacie, którym miałby być Rysiek Kalisz. Nie mam nic do Ryśka, nawet go trochę lubię, ale taki z niego lewicowiec jak ze mnie pobożny katolik. Wielkiego lidera na lewicy nie mamy, nie ma postaci, która wstrząśnie lewą stroną aż do fundamentów, porwie tłumy do urn i choć na wygraną szans wielkich nie ma, to może pokazać, że lewica ma potencjał.

Potrzeba nam rewolucjonisty, lidera i wodza. Mądre głowy mówią, że powinien to być kandydat rzeczowy, najlepiej ze środowiska naukowego. A gówno prawda, dyskutantów mam aż za dużo, potrzebny człowiek czynu, może trochę obłąkany ale idealista, ktoś kto nie będzie bał się gęby ubrudzić głosząc niepopularne hasła. Ktoś kto nie boi się wścieklizny mediów, spadku słupków, obrazy biznesu. Ktoś, kto nie ma nic do stracenia. Wiecie o kim myślę? Jest tylko jeden taki na lewicy.

 

Piotr Ikonowicz, bo o nim myślę, ma swoje za uszami, nie do końca może jest normalny, nie do końca wszystko wokół niego jest jasne jak słońce ale, jak nikt inny na lewicy, ma jaja! Nikt tak nie kojarzy się z bojowym lewakiem a jednocześnie jest rozpoznawalny od prawej ściany do lewej. Potrzebny nam taki Korwin-Mikke lewicy, a Ikonowicz się do tego nadaje. Szans na prezydenturę niestety nie ma, ale to nie istotne, chodzi o to, by lewica miała głos. A gdyby nawet jakimś cudem wygrał, to mielibyśmy się czym szczycić na świecie, taki bezkompromisowy Orban lewicy, wódz.

Nie Kalisz, nie Senyszyn ale Ikonowicz może zebrać głosy zawiedzionych ustrojem, prawem i gospodarką. On naprawdę nadstawiał ryja za eksmitowanych, chodzi na manifestacje i siedział za swoje ideały. Nie ma ciężaru PZPR na karku, ale też nie daje kalać socjalnego i społecznego dorobku tamtych czasów. Ma jednak wielką wadę w oczach wodzów lewicy – jaja.

Taki Miller, Palikot, Czarzasty czy inny Olejniczak, o Kwaśniewskim nie wspomnę, już dawno sprzedali się na salonach. Żaden z nich nie powie nic krytycznego, za co salon, media, finansjera i biznes mieliby zawyć z oburzenia. Gładcy, ogoleni i ujeżdżeni – takie miękkie siurki. I nagle mieliby w wyborach postawić na kogoś, kto pokazuje, że można inaczej i można mieć jaja? A gdyby jeszcze ten ktoś odniósł spory sukces, np. wszedł do drugiej tury? W życiu, bo nagle aktyw z dołów zatrząsnąłby wierchuszką, na której na ciepłych posadkach siedzą stare i tłuste dupy. I tak właśnie przyszłość polskiej lewicy staje się pojęciem z natury sf. To już jest koniec, zaraz nie będzie nic…

Fot. Wikipedia